W górę: Franciszek
Papieska encyklika „Laudato si” („Bądź pochwalony”) skupiła nie tylko uwagę hierarchów kościelnych i wiernych, lecz wywołała niespotykane zainteresowanie świeckiego biznesu. Franciszek zaleca bowiem zmianę stylu życia, produkcji i konsumpcji, aby udało się zatrzymać globalne ocieplenie. Tym samym popiera osiągnięcie porozumienia w grudniu na ONZ-owskim szczycie COP21 w Paryżu. Najgłośniej komentowane są krytyczne odniesienia encykliki do eksploatacji paliw kopalnych, głównie węgla, ale także ropy i gazu. Papież określa szkodzenie środowisku naturalnemu mianem grzechu przeciwko Bogu. Dla sektora energetycznego w Polsce encyklika jest niewygodna, albowiem wspiera dekarbonizację gospodarki jako najpewniejszą formę zatrzymania wzrostu temperatury. Filozofia polskiej gospodarki jest inna, stawia na równie nowoczesne co kosztowne technologie, łączące wykorzystanie węgla z radykalnym ograniczeniem emisji gazów. Wynika z tego, że nasi energetycy katolicy jednak nie grzeszą… © Ⓟ
W górę: Andrzej Czerwiński
Dzieje III Rzeczypospoliej potwierdzają, że posada ministra skarbu państwa (wcześniej — przekształceń własnościowych) jest w kolejnych rządach jedną z najbardziej chwiejnych. Przoduje w liczbie wniosków o wotum nieufności, a także w rzadkich sprawach o oddanie pod Trybunał Stanu. Te ciemne strony nie będą jednak dotyczyły Andrzeja Czerwińskiego, który tekę objął w awaryjnej sytuacji na ostatnie cztery miesiące kadencji. Jako wieloletni lojalny poseł PO przyjął propozycję premier Ewy Kopacz bez wahania. Na pewno zna się na podległych mu branżach, w tym przede wszystkim na energetyce. Nie był przyjacielem zielonej energetyki. Największe wyzwanie stające przed ministrem do października to zakończenie reorganizacji sektora węglowego, który w całości trafił pod jego skrzydła. Kompania Węglowa balansuje na krawędzi bankructwa, ledwie wiążą koniec z końcem także Katowicki Holding Węglowy i Jastrzębska Spółka Węglowa. Sprawdzianem dla nowego członka rządu będzie też dokończenie budowy spóźnionego terminalu LNG w Świnoujściu. © Ⓟ
W dół: Włodzimierz Karpiński
Żeby Andrzej Czerwiński mógł w godzinę zostać ministrem skarbu państwa, wcześniej Włodzimierz Karpiński musiał w podobnym tempie ten fotel opuścić. Ku własnemu zaskoczeniu dowiedział się od Ewy Kopacz, że ma od ręki złożyć dymisję, którą pani premier jeszcze szybciej przyjmie. A przecież szło już tak dobrze, wyglądało na to, że ubiegłoroczna afera podsłuchowa — która ogarnęła także ministra skarbu — przygasła i do wyborów gabinetowi uda się dociągnąć bez zmian kadrowych. Taśmy jednak nagle rozgorzały na nowo i pani premier pozostało tylko natychmiast postrącać z rządowych sań wszystkich nagranych równie nielegalnie, co skutecznie. Paradoks ministra Włodzimierza Karpińskiego polega na tym, że realizował kilka ważnych i trudnych projektów (wymienione są obok w notce o jego następcy), ale zapłacił polityczną cenę za zbytnią wylewność o niewłaściwej porze w niewłaściwym miejscu. © Ⓟ
W dół: Radosław Sikorski
Marszałek Sejmu, czyli konstytucyjnie druga osoba w państwie, został przymuszony do rezygnacji przez Ewę Kopacz — ale w tym przypadku działającą z mandatem szefowej Platformy Obywatelskiej — z tych samych powodów co sąsiad z notki powyżej. Radosław Sikorski do końca kadencji wydawał się absolutnie niezatapialny, wywołując co jakiś czas ulewę, utrzymywał, że przecież świeci słońce. Wypada przypomnieć kilka grubych kompromitacji marszałka. Całkowicie fałszywie opowiedział Polakom o spotkaniu Donalda Tuska z Władimirem Putinem podczas wizyty rządowej delegacji w Moskwie w 2008 r., w której… sam uczestniczył. Po ataku terrorystów na polskich turystów w Tunisie wszedł bezpodstawnie w dawne buty szefa MSZ i postraszył społeczeństwo wielką, nieprawdziwą liczbą ofiar, sugerując nawet ogłoszenie żałoby narodowej. I wreszcie nie wyświetlił do tej pory kwestii swoich słynnych kilometrówek jeszcze z czasów kierowania MSZ, czyli pobierania zwrotu kosztów poselskich przejazdów samochodem prywatnym. © Ⓟ
