Wektory (PB Weekend nr 34)

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-06-27 00:00

Jacek Zalewski ocenia

W górę: Marek Dziubiński

Cztery miesiące po przeniesieniu spółki Medicalgorithmics z rynku NewConnect na główny parkiet warszawskiej giełdy jej twórca odniósł prestiżowy sukces — odebrał Nagrodę Gospodarczą Prezydenta RP w kategorii innowacyjność. Firma, początkowo dwuosobowa, działa od dziewięciu lat w branży wysokiej technologii, jest dostawcą rozwiązań systemowych i algorytmicznych w diagnostyce kardiologicznej. Jej flagowy produkt to PocketECG — urządzenie do zdalnego monitorowania rytmu serca, umożliwiające jego śledzenie na bieżąco przez wiele tygodni. Medicalgorithmics jest jednym z nielicznych naszych przedsiębiorstw, którym udało się odnieść sukces na rynku amerykańskim — chociaż konkurencja starała się zablokować polską ekspansję. Sprzyjającą okolicznością było dostarczanie przez hurtowników w USA usług monitoringu do wielu szpitali, podczas gdy zarówno w Polsce, jak i w ogóle w Europie trzeba negocjować z każdym szpitalem osobno. Co ciekawe, pasją pierwotną doktora Marka Dziubińskiego było cyfrowe przetwarzanie dźwięku. Ale powołanie znalazł w innym sektorze, gdy stwierdził, że analizowanie pracy serca oraz innych sygnałów się nie różnią, a popyt na taką usługę nigdy nie osłabnie.

W górę: Piotr Kot Wojciech Kot

Założona w 1990 r. przez dwóch braci spółka jawna Delphia Yachts Kot uhonorowana została Nagrodą Gospodarczą Prezydenta RP w kategorii obecność na rynku globalnym. Firma jest największym w Polsce producentem jachtów żaglowych. Jej stocznia znajduje się w Olecku, niedużym mieście z bogatymi tradycjami wodniackimi. Powstało tam już ponad 20 tysięcy jachtów do żeglugi oceanicznej, morskiej i śródlądowej. Ponad 30 modeli ze znakiem Delphia Yachts Kot znanych jest na akwenach całego świata. Łodzie projektowane są zgodnie z wypracowywanymi przez lata standardami nautycznymi, a budowane według technologii obliczonych na największą wytrzymałość i bezpieczeństwo. Firma braci Kotów to nieczęsto spotykany przykład znakomitego połączenia osobistej pasji właścicieli z biznesowym sukcesem.

W dół: Grzegorz Gniady

Niewypłacalna spółka Cash Flow (CF) od grudnia ma tymczasowego nadzorcę sądowego. Kolejni wierzyciele składają wnioski o jej upadłość, jako że od miesięcy CF nie reguluje zobowiązań — nie płaci ani kontrahentom, ani obligatariuszom, nie odprowadza składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, zalega z wypłatami dla pracowników. Grzegorz Gniady, prezes i największy akcjonariusz, wnosi o oddalenie wniosków o upadłość, przy czym majątek spółki realnie może nie wystarczyć nawet na koszty postępowania. Ponieważ na kontach CF trzyma rękę komornik i tylko za jego pośrednictwem mogą otrzymać jakiekolwiek pieniądze pracownicy — prezes podjął próbę zdobycia kasy właśnie jako… pracownik. Rodzinno-towarzyska rada nadzorcza uchwaliła mu wysoką pensję na rok do przodu, po czym prezes notarialnie zobowiązał się w imieniu spółki do wypłacenia sobie, czyli pracownikowi, owej rocznej pensji… z góry. Sąd na szczęście wszystko to zablokował, ale Grzegorz Gniady swoim planem pokonał kolejne bariery nieodpowiedzialności nie tylko biznesowej.

W dół: Vicente del Bosque

Bohater w tym miejscu nietypowy, ale w takiej symbolicznej formie odnosimy się do trwającego w Brazylii pasjonującego mundialu. Hiszpania dołączyła do mistrzów świata, którzy w następnym turnieju sensacyjnie odpadli już w grupie eliminacyjnej, ale ustanowiła rekord szybkośći — stało się to już po przegranym drugim meczu. Poza aspektem sportowym ta klęska ma fatalne reperkusje gospodarcze — w ciężko dźwigającej się z kryzysu Hiszpanii marka piłkarzy była ważnym czynnikiem utrzymującym jaki taki optymizm społeczny. Obecnie natychmiast pojawiły się pytania, czy hiszpańskie gwiazdy warte są tak gigantycznych apanaży. Tener selekcjoner Vicente del Bosque, oprócz mistrzostwa świata 2010 mający na koncie także fantastyczny triumf w EURO 2012, potwierdził zasadę, że nie ma takiego wilka, którego w końcu nie poniosą.