W zeszły piątek w „Pulsie Biznesu” w tekście „Cudze słowa, obce myśli” opisaliśmy działanie agencji public relations Werner i Wspólnicy (WiW), współpracującej z klientami w niebanalny sposób.
Poza stałą, miesięczną opłatą firma ta pobiera płatności — według precyzyjnego cennika — za każdy wycinek prasowy, dotyczący produktów danego klienta. Jak ustaliliśmy, WiW ma „w stajni” ponad 90 tytułów (chodzi głównie o dzienniki regionalne i pisma kobiece). Część z nich korzysta z informacji agencji — zachwalających oczywiście produkty klientów — przedrukowując je słowo w słowo. Takie „artykuły prasowe” zamieszczane są na stronach redakcyjnych, bez oznaczenia, że chodzi o tekst sponsorowany czy reklamowy. Szczegółowo przedstawiliśmy jeden z takich właśnie przykładów — opisując przypadek jednego z poznańskich dzienników.
Zamieściliśmy też dokument — ofertę agencji WiW dla klientów, w której przekonuje o mocnych zaletach „oferowanej przez nas formy promocji Państwa wyrobów za pośrednictwem artykułów dziennikarskich” (według WiW jest ona dla czytelników wiarygodniejsza od reklamy i „kilkakrotnie tańsza”) i podaje precyzyjny cennik tego rodzaju usług. Tymczasem pobieranie opłat za poszczczególne wycinki prasowe, płatne od sztuki jest zakazane zarówno przez kodeks Związku Firm Public Relations, jak i Polskiego Stowarzyszenia PR. Nie jest także zgodne z normami przyjętymi w Europie. Członkowie obu organizacji uważają, że agencje PR, rozliczające się w taki sposób, stwarzają warunki sprzyjające korupcji oraz przyczyniają się do psucia rynku. Władze agencji WiW, która nie należy ani do związku ani do stowarzyszenia, uważają, że w ich działaniu nie ma nic złego. Całość tekstu czytelnik znajdzie w interenecie (www.pulsbiznesu.pl).
Przedstawiamy skierowany do naszej redakcji list agencji Werner i Wspólnicy i odpowiedź autora.
Szanowni Państwo,
W dzisiejszym numerze „Pulsu Biznesu” ukazała się obszerna publikacja zatytułowana „Za ten tytuł nikt nie dał ani grosza...” traktująca o działalności Agencji PR Werner i Wspólnicy. Moi Mocodawcy są zaszczyceni uwagą, jaką poświecił im wydawca „Pulsu Biznesu”, jednakże cechy tej publikacji wskazują, że mogło dojść do kupczenia czasem i miejscem w... „Pulsie Biznesu”. Celu tej publikacji nie da się bowiem umieścić w dozwolonych prawem prasowym ramach. Nie wydaje się też racjonalne wytłumaczenie, że taka jest linia programowa gazety, aby faworyzować wybrane firmy, a tępić inne. Lektura artykułu pozostawia czytelnika z pytaniem, dlaczego Autor (redakcja) uważa, że zasada opisana obrazowo w śródtytule jako „Rozliczamy się za zbudowany dom” jest niewłaściwa czy krzywdząca dla klientów, skoro jest w obrocie gospodarczym powszechnie stosowana i wyjątkiem jest pobieranie wynagrodzenia PRZED wykonaniem usługi. Czytelnik nie uzyskuje też wyjaśnienia, dlaczego dobre i sprawiedliwe jest narzucanie przez stowarzyszenie firm PR-owskich innym firmom zasad prowadzenia działalności co do rodzaju zawieranych umów oraz sposobu ustalania i pobierania płatności; przecież narzucanie takich reguł jest w sposób oczywisty sprzeczne z konstytucyjną wolnością prowadzenia działalności gospodarczej, na co gazeta mająca w tytule „biznes” powinna być szczególnie wyczulona.
Podobnych wątpliwości dostarcza ranking firm PR, umieszczony w śródtytule „Proceder kwitnie”. Jak się wydaje, miało to chyba sugerować, iż Agencja uprawia jakiś niecny proceder, który przynosi krociowe przychody. Jednak logiczną tego konsekwencją jest pytanie: skoro naganne są obroty Agencji rzędu 2 mln zł, to dlaczego naganne nie są obroty rzędu kilkunastu milionów osiągane przez firmy PR sklasyfikowane na wyższych pozycjach?
Zjawisko, że inna firma pracuje za niższe pieniądze i „zabiera” klientelę, jest znane gospodarkom rynkowym, podobnie jak oburzenie konkurentów na to zjawisko, lecz rachunku ekonomicznego prowadzonej działalności nie myli się z etyką.
Czytelnik reportażu zamieszczonego w „Pulsie Biznesu” nie uzyskuje przekonującej informacji, dlaczego wysyłanie materiałów informacyjnych do prasy, bez zobowiązywania jej do korzystania z nich, jest działaniem nieetycznym. I wobec kogo?
Autor reportażu, używając konwencji relata refero, asekuruje się prawie wyłącznie wypowiedziami konkurentów Agencji Werner i Wspólnicy, dając tym samym pozory obiektywizmu. Ale reportaż nie jest obiektywny i narusza normy prawa prasowego. Budowa, śródtytuły i treści zamieszczone w ramkach już bez czytania artykułu pozwalają zorientować się, że Agencja Werner i Wspólnicy jest negatywnym bohaterem publikacji.
Reasumując:
Wskazuję, że tytuł publikacji, jej treść, użyte dane osobowe właścicieli i pracowników, tajemnice przedsiębiorstwa (cennik), korespondencja niekierowana do gazety – naruszają liczne normy prawne chroniące dobra osobiste moich Mocodawców, jak też wolność prowadzonej przez nich działalności.
Skala naruszeń prawa, do jakich doszło na skutek tej publikacji — to jest: złamanie przepisów kodeksu cywilnego dotyczących ochrony dóbr osobistych, złamanie przepisów ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz prawa prasowego — upoważniają moich Mocodawców do wystąpienia z powództwem na drogę postępowania cywilnego, jak też do poszukiwania ochrony prawnokarnej przed praktykami gazety.
Informuję na koniec, że działalność prowadzona przez Agencję Public Relations Werner i Wspólnicy jest zgodna z prawem. Informacje o „dyrektywie Unii Europejskiej dotyczącej nieuczciwych praktyk” są nadużyciem ze strony gazety i wprowadzają czytelników w błąd. Po pierwsze, dyrektywa w sensie merytorycznym nie dotyczy działalności Agencji; media, które zamieszczają informacje dostarczane przez Agencję, nie zamieszczają „płatnych treści”. Po wtóre, norma ta skierowana jest do mediów, a nie do Agencji. Po trzecie, dyrektywa w sensie normatywnym nie jest źródłem prawa, lecz zaleceniem skierowanym do państw członków Unii, aby wprowadziły do swojego systemu prawnego ochronę zalecaną przez dyrektywę. Oczekuję, że w jednym z najbliższych numerów Redakcja opublikuje treść tej dyrektywy, aby nie błądzić w nieznanym terenie.
W imieniu właścicieli Agencji Public Relations Werner i Wspólnicy stanowczo żądam zaprzestania szkalujących ich publikacji i zapewniam, że publikacje gazety będą odtąd śledzone ze wzmożoną uwagą przez moich Mocodawców.
radca prawny
Magdalena Ostrowska
pełnomocnik Janusza Wernera, Jarosława Pałyski, Michała Urbana — właścicieli Agencji Public Relations Werner i Wspólnicy w Warszawie
Szanowna Pani Pełnomocnik!
1. Twierdzenie, że „linia programowa gazety jest taka, aby faworyzować wybrane firmy, a tępić inne”, nie tylko, jak słusznie zauważa Pani Pełnomocnik „nie wydaje się racjonalne”, ale po prostu jest nieprawdziwe. Metody polemicznej „Kto za tym stoi i w czyim to jest interesie?” często używa się wówczas, gdy brakuje argumentów.
2. Mniej jest może istotne, czy „autor uważa, że zasada (pobierania opłat za wycinki prasowe — przyp. DT) jest niewłaściwa” czy też nie. Istotniejsze jest za to, że uważa tak bardzo duża część środowiska PR (m.in. Związek Firm PR i Polskie Stowarzyszenie PR), a niektórzy jego przedstawiciele mówią wprost, że tego typu usługi nie zasługują na miano PR.
3. Wszystkie stowarzyszenia mają prawo ustalać zasady działania swoich członków (m.in. po to powstają). Podobnie jak agencja WiW ma prawo nie należeć do żadnych stowarzyszeń. I nie należy. Zupełnie absurdalnie brzmi zatem teza o narzucaniu czegokolwiek i to sprzecznym „z konstytucyjną wolnością prowadzenia działalności gospodarczej”.
4. Dane osobowe właścicieli i pracowników agencji są zamieszczone choćby na jej stronie internetowej i jako takie nie są tajne. Pan Jarosław Pałyska, rozmawiając ze mną, też nie zastrzegł sobie, że czyni to incognito... Co do cennika — nie wyciągnęliśmy go przecież z kasy pancernej. Był rozsyłany jako oferta handlowa firmy.
5. Informacja, że działalność prowadzona przez agencję WiW „jest zgodna z prawem” jest bardzo ważna, ale nie ma związku z naszym tekstem.
6. Nieprawdą jest, że dyrektywa unijna, o której pisaliśmy:
a) kompletnie nie dotyczy agencji WiW;
b) nie jest skierowana do agencji PR;
c) jest jedynie zaleceniem.
Fakty są takie, że dyrektywa dotyczy (a właściwie — będzie dotyczyć) także agencji WiW, jak i wszystkich innych firm PR (do nich bowiem m.in. jest skierowana). Państwa członkowskie Unii Europejskiej muszą wprowadzić jej postanowienia w życie do określonego terminu — albo jako de facto przyjęcie dyrektywy w całości, albo też przez dostosowanie do niej przepisów lokalnych.