Złoty
Okres ostatniego miesiąca na krajowym rynku walutowym upłynął w dość spokojnej atmosferze. Większe zmiany na rynku obserwowaliśmy dopiero w połowie stycznia.
Do 15 stycznia wartość złotego ulegała wahaniom przy odchyleniu od parytetu w przedziale –8/–9 proc. Na przebieg wydarzeń na rynku w tym okresie największy wpływ miały zmiany na krosie EUR/USD i to właśnie one decydowały o nominalnych poziomach kursów USD/PLN i EUR/PLN. W dniach od 19 grudnia do 15 stycznia cena dolara spadła z 3,8985 do 3,7920. W tym samym okresie cena euro wzrosła z 3,9545 do 4,0350.
Zarówno przedświąteczny jak i noworoczny handel nie dostarczyły wielu emocji. Pod koniec 2002 r. inwestorzy wykazywali zdecydowanie większe zainteresowanie kupowaniem prezentów niż dokonywaniem transakcji na rynku. Choć w pierwszych dwóch tygodniach nowego roku ich aktywność na rynku walutowym wzrosła, to zdecydowanie nie można jej określić mianem dużej. Na początku drugiego tygodnia stycznia złoty chwilowo osłabł. Zostało to spowodowane realizacją zysków przez inwestorów z długich pozycji w naszej walucie, wypowiedziami ministra finansów o tym, że „kurs złotego jest zdecydowanie nadwartościowy” oraz o tym, że „będzie on z czasem ulegał osłabieniu, w czym działania rządu będą ten kierunek wspomagały”. Grzegorz Kołodko nawoływał również banki, firmy oraz osoby fizyczne do osłabienia złotego poprzez zakupy euro i dolarów, argumentując to tym, że ich ceny nie będą dalej spadać.
Złoty nie zareagował większą zmianą wartości na przeprowadzoną 6 stycznia rekonstrukcję rządu. Leszek Miller zdymisjonował ministra skarbu Wiesława Kaczmarka. Na jego miejsce powołał Sławomira Cytryckiego.
Inwestorzy wstrzymywali się z zawieraniem większych transakcji oczekując na publikowane przez Główny Urząd Statystyczny dane dotyczące grudniowej inflacji. Analitycy oczekiwali, że wskaźnik CPI utrzyma się na niezmienionym od listopada poziomie 0,9 proc. Gdy 15 stycznia GUS podał, że inflacja w grudniu wyniosła jedynie 0,8 proc. i znalazła się tym samym na najniższym w historii poziomie, uczestnicy rynku zwiększyli zakupy złotówek wierząc, że ta informacja będzie dostatecznym argumentem dla Rady Polityki Pieniężnej do podjęcia decyzji o obniżeniu poziomu stóp procentowych na kolejnym posiedzeniu. W rezultacie 16 stycznia rano cena kupna dolarów przez banki spadła do 3,79 i znalazła się na najniższym poziomie od 15 lutego 1999 r. Cena euro zniżkowała poniżej 3,99. Odchylenie złotego od parytetu spadło poniżej poziomu -9,15 proc. Jednak już tego samego dnia złoty zaczął gwałtowanie tracić na wartości. Uczestnicy rynku, a przede wszystkim spekulanci, zaczęli pozbywać się masowo naszej waluty po tym, jak Bogusław Grabowski podkreślił, że Rada podejmując decyzję o obniżeniu stóp kieruje się nie tylko danymi o inflacji. Zwiększona nerwowość na rynku była jednak przede wszystkim skutkiem działań podjętych przez bank centralny Węgier, który od 15 do 17 stycznia aż trzykrotnie obniżał poziom stóp procentowych oraz interwencyjne skupił na rynku kilka miliardów euro, celem osłabienia wzmacniającego się forinta. Cena euro zwyżkowała do 4,1145. Odchylenie złotego od parytetu powędrowało do poziomu -6,9 proc.
W kolejnych godzinach handlu 17 stycznia na krajowym forexie złoty odrobił znaczną część poniesionych wcześniej strat. Wysoki poziom cen dewiz zachęcił inwestorów do ich ponownej sprzedaży. Cena dolara spadła do 3,8, zaś cena euro zniżkowała do 4,0400. Złoty zareagował ponownym, ale tym razem jedynie nieznacznym osłabieniem, na informację o kolejnej zmianie w rządzie.
Aktywność inwestorów na krajowym rynku walutowym pod koniec omawianego okresu znacznie wzrosła i należy oczekiwać, że w najbliższym miesiącu powinna utrzymać się na podobnym poziomie. Wydarzenia na rynku międzynarodowym, które ostatnio były głównym czynnikiem determinującym zmiany cen dewiz, stracą zapewne na znaczeniu na rzecz czynników wewnętrznych. Zgodnie z grudniowymi zapowiedziami wiceministra finansów Ryszarda Michalskiego, od wiosny tego roku resort finansów będzie „grał na rynku” skupując dewizy na spłatę odsetek (osłabiając w ten sposób złotego). W pierwszym kwartale planowany jest zakup ok. 300 mln dolarów. Inwestorzy z niepokojem będą oczekiwali również na wynik styczniowego posiedzenia RPP. W najbliższym miesiącu odchylenie złotego od dawnego parytetu powinno ulegać wahaniom w przedziale -7,0 proc./-9,0 proc. Spadki wartości złotego powinny zostać wykorzystane do ponownych zakupów złotówek.
Euro
W ciągu ostatniego miesiąca notowania waluty europejskiej od amerykańskiej silnie wzrosły. Kurs EUR/USD w dniach 19 grudnia – 17 stycznia zwyżkował z 1,0215 do najwyższego poziomu od 26 października 1999 r., tj. do 1,0680.
Do bardzo silnego (4,5 proc.) spadku wartości dolara doprowadziły przede wszystkim czynniki natury geopolitycznej. Sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej pozostawała bardzo napięta. Inspektorzy rozbrojeniowi informowali, bądź to o odkryciu przemytu materiałów, mających związek z bronią, bądź to o odnalezieniu pustych głowic chemicznych. Inwestorzy nerwowo reagowali zarówno na deklaracje strony amerykańskiej, jak i brytyjskiej o zaawansowanych przygotowaniach do działań zbrojnych w Iraku (Tony Blair mówił o gotowości Wielkiej Brytanii do rozbrojenia Iraku nawet bez kolejnej rezolucji ONZ), także na zapowiedzi Saddama Husajna o tym, że siły irackie są zmobilizowane oraz, że Amerykanie zostaną pokonani „u wrót Bagdadu”.
Dodatkowym ciosem dla dolara było zaostrzenie się sytuacji w Korei Północnej, która zadecydowała o wycofaniu się w trybie natychmiastowym z Układu o Nierozprzestrzenianiu Broni Nuklearnej (NPT). Później odrzuciła ona również amerykańską propozycję wznowienia dostaw żywności i energii, w zamian za porzucenie prac nad programem rozwoju broni jądrowej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Korei określiło pomysł Stanów Zjednoczonych mianem „zwodniczego przedstawienia”. Władze oświadczyły także, że armia koreańska przygotowana jest do „najgorszego scenariusza”.
W raporcie FED stwierdzono, że „większość regionów charakteryzował słaby wzrost, a aktywność gospodarcza była niewielka lub ograniczona”. Minęły dwa dni i rynek ponownie zelektryzowały kolejne negatywne informacje. Deficyt w handlu zagranicznym wzrósł w listopadzie o ponad 3 mld dolarów więcej niż oczekiwano, tj. do 40,1 mld dolarów z 35,22 mld w październiku. Rozczarowały dane o 0,2 proc. spadku produkcji przemysłowej w grudniu wobec 0,3 proc. prognozowanego jej wzrostu. Pogorszeniu uległy również nastroje amerykańskich konsumentów, choć oczekiwano, że nie ulegną one zmianie. Wartość sporządzanego przez Uniwersytet Michigan indeksu spadła w styczniu do 83,7 pkt z 86,7 pkt w grudniu.
Złą passę udało się dolarowi przerwać tylko na krótko. Notowania europejskiej waluty do dolara zareagowały chwilowym spadkiem na przedstawiony przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Georga W. Bush’a pakiet mający wspomóc gospodarkę USA. Choć zdania analityków co do jego skuteczności były podzielone, a sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej pozostawała napięta, to część inwestorów postanowiła na krótki okres zwiększyć swoje zaangażowanie w amerykańskiej walucie.
Najbliższy miesiąc może przynieść dalszą przecenę dolara. Czynniki osłabiające sentyment dla dolara pozostają niezmienne. Są nimi napięta sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej oraz ostatnie działania Korei Północnej. Niepokoi również kondycja gospodarki Stanów Zjednoczonych. Notowania wspólnej waluty do dolara powinny dalej zwyżkować. Początkowo w okolice 1,07 potem 1,0755 a następnie do 1,0790.
Jen
W okresie od 19 grudnia do 17 stycznia notowania amerykańskiej waluty spadły o 380 pkt z 121,27 do 117,47. Oznacza to, że japońska waluta była najsilniejsza do „zielonego” od 5 września 2002 r.
Wzrost notowań waluty japońskiej do amerykańskiej nastąpił na skutek znacznego pogorszenia się sentymentu dla dolara na rynku międzynarodowym. Obawy inwestorów o rozwój wydarzeń w Zatoce Perskiej, decyzje Korei Północnej o wznowieniu prac nad bronią jądrową oraz nienajlepsze dane napływające z gospodarki Stanów Zjednoczonych zachęciły inwestorów do zmniejszenia zaangażowania w dolary. Z drugiej strony większą aprecjację japońskiej waluty powstrzymywały przede wszystkim ciągłe wystąpienia przedstawicieli resortu finansów Japonii, którzy przestrzegali przed możliwą interwencją na rynku mającą na celu osłabienie krajowej waluty. Im bardziej spadał kurs, tym częściej pojawiały się werbalne interwencje. Minister finansów Masajuro Shiokawy podkreślał, że ostatnie zmiany na rynku walutowym (czyt. wzrost notowań jena do dolara) nie były normalne oraz, że kurs USD/JPY powinien wynosić 125,00. Najczęściej na rynku pojawiali się jednak jego zastępcy, w szczególności wiceminister ds. zagranicznych Haruhiko Kuroda, a po 14 stycznia Zembei Mizoguchi, który przejął obowiązki odchodzącego na emeryturę Kurody. Obaj nie raz podkreślali, że nie ma podstaw do dalszego wzmacniania się jena w średnim terminie oraz to, że rynek jest uważnie monitorowany.
Choć spadek kursu USD/JPY poniżej poziomu 118,00 zwiększa w dużej mierze ryzyko fizycznej interwencji na rynku dolarjena, to długofalowe kupowanie amerykańskiej waluty przy tych poziomach wydaje się nieco ryzykowne. Z jednej strony Zembei Mizoguchi obejmując stanowisko wiceministra finansów podkreśli, że będzie kontynuował politykę prowadzoną przez swojego poprzednika Haruhiko Kurodę, co oznacza, że ruchy na rynku walutowym będą nadal uważnie obserwowane, a w przypadku nadmiernych zmian na nim Ministerstwo będzie podejmowało odpowiednie kroki mające doprowadzić do ich ograniczenia. Innymi czynnikami, które wpływają na osłabienie sentymentu dla dolara są: pogarszająca się sytuacja w rejonie Zatoki Perskiej oraz działania Korei Północnej. Od strony analizy technicznej kurs USD/JPY ma szanse na spadek nawet w okolice poziomu 116,00. Co ciekawe, wzmacniający się jen zdaniem szefa prezesa największego lobby biznesowego oraz szefa koncernu Toyoty – Hairoshi Okudy nie stanowi problemu dla przemysłu Japonii. 14 stycznia podkreślił on, że już 6 miesięcy temu Japońska Federacja Biznesu określiła kurs USD/JPY na poziomie 110 – 120 jako pożądany.
Przygotował: Marek Nienałtowski