Polska nie jest jeszcze przygotowana do wytwarzania ekologicznej energii
Idzie ku lepszemu — przyznają producenci energii odnawialnej, ale kłód pod nogami jest jeszcze zbyt wiele, by świętować sukcesy.
Energia drożeje i będzie drożeć. Koncerny energetyczne nie pozostawiają złudzeń w tej kwestii. Przyszli i obecni producenci energii odnawialnej chętnie wpuściliby na rynek swoje produkty, na razie jednak walczą z niejasnymi przepisami, zbyt niską przepustowością linii energetycznych i opornymi gminami.
Podstawowym problemem branży są wyższe, niż w przypadku węgla, koszty wytwarzania zielonej energii. Jednak ze względu na rosnące ceny energii w ogóle, alternatywa w postaci energii odnawialnej staje się coraz bardziej konkurencyjna. Barier jest tak dużo, że można je nawet podzielić na grupy — te, które związane są z sektorem energetycznym i przepisami, ze środowiskiem i z finansami.
Niedorozwój blokuje
Problemem dla wytwórców energii odnawialnej jest niedorozwój krajowej sieci przesyłowej. Obecnie 90-95 proc. wniosków o wydanie warunków przyłączenia do sieci składają producenci energii wiatrowej. Najlepsze warunki do jej wytwarzania są na północy kraju, ale tam sieć przesyłowa nie ma wystarczającej przepustowości.
— By móc przesyłać energię, potrzebna jest umowa z operatorem systemu dystrybucyjnego. A procedura wydawania technicznych warunków przyłączenia do sieci jest wadliwa. Inwestor składając wniosek musi podać dane dotyczące mocy nie mając jeszcze pełnych wyników badań wiatrowych. Prowadzi to do sztucznego zawyżania zgłaszanych mocy i blokowania możliwości przyłączania dla innych źródeł. Bardzo często inwestorzy nie są w stanie wybudować tak dużej farmy wiatrowej jak obiecywali, co prowadzi do istnienia "wirtualnych megawatów" i znacznie zmniejsza produkcję energii ze źródeł wiatrowych. Taka procedura blokuje sieć — tłumaczy Aleksander Gabryś, starszy konsultant w Deloitte.
Polskie prawo energetyczne nie do końca uwzględnia produkcję energii ze źródeł rozproszonych, skupione jest na przewidywalnym węglu. Tymczasem w Europie nie żąda się już od producentów dokładnego określenia wielkości produkcji. Jeśli nawet, to w skali kraju — jak ma to miejsce w Niemczech.
Modernizacji wymaga też sama sieć.
— Sieć energetyczna w Polsce jest słabo rozwinięta i niedoinwestowana, szczególnie pod kątem przyłączania rozproszonych źródeł energii. Jeślibyśmy porównali schemat polskiej i niemieckiej sieci przesyłowej, to polski wynik byłby tylko nieco lepszy, niż w przypadku porównania sieci autostrad — uważa Krzysztof Prasałek, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).
Problem sprawiają też turbiny. To wąskie gardło w produkcji energii wiatrowej i wodnej. Czołowymi producentami turbin są Niemcy, Hiszpanie i Holendrzy. Koszt urządzenia wraz z pozwoleniami wynosi około 1,5 mln euro, co stanowi 70-80 proc. wszystkich kosztów związanych z postawieniem wiatraka. Jednak na realizację zamówienia turbiny trzeba czekać 2-4 lata. Niektórzy polscy producenci ratują się więc używanymi turbinami niemieckimi i holenderskimi.
To nie koniec litanii. Brakuje bowiem planów zagospodarowania przestrzennego. W przypadku energii wodnej (w Polsce większość zasobów skupionych jest w dorzeczu Wisły) producenci niejednokrotnie mają kłopot z ustaleniem właścicieli ziemi, na której mogłyby stanąć elektrownie. Podstawa to w ogóle znalezienie jakiejkolwiek lokalizacji z uregulowanym stanem prawnym.
Podatkowy zamęt
Problem jest i z naturą, ale nie tą, która daje ludziom możliwość produkcji energii ze swoich zasobów, tylko z Naturą przez duże "n". Otóż największe zasoby energii odnawialnej zlokalizowane są na terenach cennych przyrodniczo albo w ich sąsiedztwie, na obszarach chronionych przez unijny program Natura 2000. Często urzędnicy blokują inwestycje, które mogłyby — być może — mieć negatywny wpływ np. na miejsca gniazdowania ptaków. Według Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej, największe konflikty mają miejsce w województwach podkarpackim i zachodniopomorskim, a kolejne wkrótce mogą rozgorzeć na Pomorzu i Podlasiu.
— Brakuje procedur, na podstawie których inwestor mógłby stwierdzić, czy planowana przez niego inwestycja rzeczywiście wpływa znacząco i niekorzystnie na takie obszary. Ale wspólnie z organizacjami ekologicznymi udało nam się wypracować zestaw dobrych praktyk, które ułatwiają merytoryczną dyskusję nad rzeczywistym oddziaływaniem elektrowni wiatrowych na środowisko. Trzeba przy tym zachować zdrowy rozsądek — inwestycje nie mogą naruszać interesów mieszkańców. Na razie jest duże przyzwolenie społeczne na stawianie turbin i nie można tego zepsuć — przestrzega Krzysztof Prasałek.
Z urzędniczym uporem wiąże się też i inny kłopot. Istnieją już wykładnie Ministerstwa Finansów i wyroki sądowe, według których dwuprocentowy podatek od nieruchomości powinien być liczony jedynie od masztu wiatraka, a nie od masztu i turbiny. Tymczasem niektóre gminy upierają się, by podatek był płacony od całości inwestycji i wchodzą na drogę sądową z przedsiębiorcami.
— Różnica powoduje 1-2-procentową zmianę rentowności inwestycji — podkreśla Aleksander Gabryś.
— Na to negatywnie reagują banki. Oznacza to bowiem zwiększenie ryzyka inwestycji. Branża jest na etapie wzrostu, dlatego każde wahnięcie wzmaga obawy inwestorów. Musimy zdać sobie sprawę, że Polska nie jest energetycznym eldorado. Żeby spełnić unijne nakazy produkcji energii odnawialnej, musimy zakasać rękawy — ostrzega Krzysztof Prasałek.
Dorota Wojnar