Przez lata model biznesowy największych farm wiatrowych w Polsce opierał się na dwóch filarach: produkowaniu energii i sprzedawaniu jej na podstawie długoterminowych umów spółkom obrotu (najczęściej należącym do państwowych grup PGE, Enei, Energi lub Tauronu). W tym roku Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW), reprezentujące branżę, zaczęło zachęcać wiatrowców do sięgnięcia po tzw. korporacyjne PPA (power purchase agreement), czyli umowy łączące wiatraki bezpośrednio z odbiorcami.

— System wsparcia w Polsce jest niestabilny, do tego został ostatnio mocno ograniczony. To przemawia za rozwojem korporacyjnych PPA — mówi Janusz Gajowiecki, prezes PSEW.
Przykład z Północy
W branżę wiatrową uderzyły w ostatnich dwóch latach zmiany legislacyjne, które rząd wprowadził w 2015 r. Chodzi m.in. o ustawę odległościową, nowe przepisy podatkowe, a także nowy wzór opłaty zastępczej, całkowicie zmieniający warunki kontraktów długoterminowych na zakup certyfikatów. Trwają też liczne spory sądowepomiędzy państwowymi spółkami obrotu a wiatrakami, w których nabywcom energii chodzi głównie o wypowiedzenie długoterminowych umów wiążących ich z inwestorami wiatrowymi.
— Na Zachodzie są kraje, w których system wsparcia dla OZE też został ograniczony. Tam właśnie rozwinęły się korporacyjne PPA. Tak było np. w Wielkiej Brytanii, gdzie stary system wygaszono, a aukcji, czyli nowego systemu, jeszcze nie uruchomiono. Tak było też w Szwecji, gdzie ceny zielonych certyfikatów są bardzo niskie — wylicza Janusz Gajowiecki.
Idea zakłada, że inwestor wiatrowy będzie zawierał wieloletnią umowę handlową, na odbiór energii w stałej cenie, bezpośrednio z odbiorcą. Fizycznie energia będzie nadal oddawana i pobierana z państwowej sieci. Dla inwestora taka umowa mogłaby być podstawą do pozyskania finansowania bankowego na budowę farmy wiatrowej.
— Są inwestorzy, którzy dysponują wciąż pozwoleniami na budowę turbin wydanymi jeszcze przed wprowadzeniem ograniczeń. PPA mogą być ostatnią szansą na zrealizowanie tych inwestycji — uważa Janusz Gajowiecki.
Edukacja klienta
Nieoficjalnie można usłyszeć, że w Polsce jest już co najmniej jeden przypadek farmy wiatrowej, która zawarła taką umowę z odbiorcą. Nie udało nam się jednak potwierdzićtożsamości inwestora i odbiorcy. Jak twierdzą nasi rozmówcy, decydującą rolę w tej transakcji odegrała chęć odbiorcy, by prowadzić działalność w sposób bardziej przyjazny środowisku. W Polsce takich firm nie ma jednak wiele.
— Korporacyjne PPA to słuszny kierunek, ale potrzebna będzie akcja edukacyjna, by przekonać odbiorców do takich umów. Jest ryzyko, że niechętnie będą patrzeć na cenę — stałą przez 10 lat, a także na konieczność uzupełniania dostaw wiatrowych tradycyjnymi. Na Zachodzie na takie umowy decydują się firmy energochłonne i pracujące przez całą dobę, np. centra danych, ale też firmy chemiczne czy papiernicze — zauważa menedżer zarządzający jedną z farm wiatrowych w Polsce.
Umowa i zapłata
PSEW twierdzi, że na korporacyjne PPA przychylnie patrzy środowisko bankowe, które pod takie wieloletnie umowy ma być skłonne udzielać kredytów na budowę wiatraków.
— Dobrze, że zaczyna się dyskusja na temat PPA. Pamiętajmy jednak, że sama umowa z atrakcyjną ceną nie wystarczy. Bank interesuje to, czy kontrahent farmy wiatrowej będzie za dostawy płacił. Jeśli przestanie, znalezienie alternatywnego odbiorcy może być trudne — przestrzega nasz rozmówca z branży bankowej, pracujący od lat z wiatrowcami. © Ⓟ