Firmy najwięcej wydają na naukę handlowców
Przedsiębiorcy oczekują dziś nowych metod i tematów szkoleń, które wpłyną na efektywność pracowników.
Dobra firma szkoleniowa musi umieć właściwie ocenić potrzeby klienta i dopasować do nich usługę. A rynek szkoleń rozwija się szybko. Z szacunków Polskiej Izby Firm Szkoleniowych (PIFS) wynika, że edukacją pozaszkolną zajmuje się około 3 tys. podmiotów. Tylko w Warszawie rozmaite szkolenia prowadzi ponad 1000 firm, a w takich miastach jak Kraków, Łódź czy Wrocław zarejestrowanych jest ich po 300-400. Wzrasta też liczba przedsiębiorstw korzystających z ich oferty.
— W dużej mierze jest to zasługa dofinansowywania szkoleń z Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS). Dzięki temu zaczęły z nich korzystać także małe i średnie firmy — uważa Aleksander Drzewiecki, prezes House of Skills.
Z czego się szkolą
Według PIFS, przedsiębiorstwa korzystają najczęściej ze szkoleń niezbędnych do prowadzenia przez nie działalności, czyli z zakresu prawa, księgowości, informatyki, a także ze specjalistycznych kursów związanych z branżą.
Kolejna grupa to szkolenia z zakresu sprzedaży i obsługi klienta. Jednak najszybciej rośnie zainteresowanie kursami dotyczącymi umiejętności osobistych i zarządzania. Z tych ostatnich korzystają jednak głównie firmy duże, z rozwiniętymi działami personalnymi i sporymi budżetami szkoleniowymi.
— Firmy inwestują w handlowców i menedżerów, ale coraz częściej także w specjalistów, czyli w grupę pracowników, o których w tej chwili najtrudniej na rynku — zauważa Piotr Piasecki, prezes PIFS.
Czym konkurują ze sobą firmy szkoleniowe?
— Te, które proponują standardowe rozwiązania i szkolą pracowników w celu wyrównania ich poziomu wiedzy — ceną. Zwłaszcza że tego typu kursy są najczęściej dofinansowywane przez EFS. Ale jest już pewna grupa firm, które wprowadzają innowacyjne narzędzia i metody, bezpośrednio przekładające się na efektywność pracowników. Te konkurują jakością i coraz to nowymi pomysłami narzędzi i metod szkoleniowych — wymienia Piotr Piasecki.
— Największe firmy szkoleniowe, które były w stanie przygotować duże projekty na potrzeby konkretnych przedsiębiorstw i dostały dotacje z Unii, zyskały dużą przewagę konkurencyjną — dodaje Aleksander Drzewiecki.
Zmienia się także struktura usług szkoleniowych i oczekiwania pracodawców co do oferty.
— Szkolenie przestaje być wydarzeniem, a staje się procesem rozwojowym. Przedsiębiorstwa wymagają przeprowadzenia przez szkoleniowców dokładnej analizy potrzeb i dopasowania do nich oferty. Ważne są także narzędzia stosowane do tej analizy: testy, coaching, assesment czy development center. Firma szkoleniowa ma także przygotować przełożonych uczestników szkolenia do takiego prowadzenia podwładnych, by wprowadzali w życie to, czego się nauczyli podczas treningów — mówi Aleksander Drzewiecki.
Trener certyfikowany
Specjaliści dostrzegają jednak również negatywne skutki boomu szkoleniowego, wywołanego przez unijne dofinansowanie.
— Przetargi wygrywają duże firmy, które często posiłkują się podwykonawcami. Brakuje trenerów, więc kursy nierzadko przeprowadzają mało doświadczeni szkoleniowcy, a to wpływa na jakość. Szczególnie dotyczy to szkoleń otwartych, masowych —stwierdza Ireneusz Tomczak z Fundacji Obserwatorium Zarządzania.
Według Tomasza Olejnika z firmy szkoleniowej AchieveGlobal, trenerami w tej chwili zostają najczęściej młodzi psychologowie, którzy mają kompetencje interpersonalne. Druga grupa nowych trenerów to nauczyciele akademiccy.
— To nie wystarcza. Trenerami powinni być ludzie, którzy mają doświadczenia biznesowe i potrafią doprowadzić do zmian zachowań pracowników. Trenerzy mają być przede wszystkim doradcami, a nie wykładowcami — wyrokuje Tomasz Olejnik.
PIFS i Polska Agencja Restrukturyzacji Przemysłu opracowują program przeciwdziałania obniżaniu jakości szkoleń.
— Chcielibyśmy, aby zawód trenera był certyfikowany — stwierdza Piotr Piasecki.