WIĘKSZOŚĆ PORTALI TO NIEPOROZUMIENIE

Karol Wieczorek
04-02-2000, 00:00

WIĘKSZOŚĆ PORTALI TO NIEPOROZUMIENIE

Będzie niespodzianka:

Usługi oferowane obecnie przez krajowe portale nie są tymi, których rzeczywiście potrzebuje polska społeczność internetowa. Wnioski płynące z naszych badań i zgromadzonych doświadczeń mogą być bardzo zaskakujące dla konkurencji.

Leszek Bogdanowicz, założyciel pierwszego w Polsce portalu Wirtualna Polska, jest już o krok od uruchomienia swojego nowego przedsięwzięcia. Jest przekonany, że poznał prawdziwe potrzeby polskich internautów i to jego propozycja zawojuje rynek. Uważa, że na naszym rynku utrzymają się najwyżej trzy portale ogólne.

„Puls Biznesu”: Kiedy wreszcie uruchomi Pan swoje, od dłuższego czasu zapowiadane, przedsięwzięcie, czyli kolejny już ogólnoinformacyjny portal internetowy?

Leszek Bogdanowicz: Mam nadzieję, że uda się nam wystartować z projektem na przełomie I i II kwartału tego roku. Nie mogę jednak jeszcze podać konkretnej daty.

— Prowadzona przez Pana spółka Internet Ventures Poland, jest dość tajemnicza, jeśli chodzi o źródła finansowania. Kim są główni inwestorzy i ile pieniędzy wyłożyli?

— Mamy kilku inwestorów. Niestety w tej chwili nie mogę zdradzić konkretnych nazw. Postaramy się to ujawnić w momencie premiery naszego portalu. Mogę jedynie zapewnić, że na razie mamy wystarczająco dużo pieniędzy do zrealizowania swoich pomysłów.

— Jakie to pomysły? Czym portal tworzony przez IVP różnić się będzie od pozostałych?

— Problem w tym, że aby skutecznie zaskoczyć naszych konkurentów, nie możemy odkrywać kart zbyt wcześnie. Wszystko okaże się w swoim czasie.

— W takim razie, na co położycie Państwo największy nacisk?

— Zamierzamy się skoncentrować na realizacji rzeczywistych potrzeb użytkowników.

— Teraz wszyscy mówią o tym, że znają potrzeby użytkowników. Dlaczego to właśnie Pan ma mieć rację i skąd ta wiedza o rzeczywistych potrzebach?

— Zapewniam, że oferowane obecnie usługi nie są tymi, których rzeczywiście potrzebuje polska społeczność internetowa. Wnioski płynące z naszych badań i zgromadzonych doświadczeń mogą być bardzo zaskakujące dla konkurencji. Dlatego nie chcemy ujawniać naszych rozwiązań przed zaistnieniem w sieci naszego portalu.

— Wobec tego, na co obecnie Pańska spółka przeznacza najwięcej pieniędzy?

— Uruchomienie tak dużego przedsięwzięcia, jakim jest ogólnoinformacyjny portal, wymaga równomiernego rozłożenia akcentów na każdą z dziedzin. Mniej więcej po równo wydajemy więc na wszystkie sfery działalności, czyli budowanie infrastruktury i prace nad szeroko pojętymi treściami naszego serwisu. Niebagatelną pozycję w budżecie zajmują też wydatki na wprowadzenie produktu na rynek, czyli marketing.

— Jednym z głównych źródeł wpływów portali jest reklama. Czy Pana zdaniem rynek reklamy internetowej w Polsce ma potencjał, który zdoła utrzymać tyle nowych serwisów?

— Rynek reklamy w Polsce ma już obecnie dużą wartość i ogromny potencjał, który jednak nie jest w pełni wykorzystany. Brakuje bowiem rozwiązań technologicznych, funkcjonujących jako produkt, które byłyby w stanie skonsumować cały ten rynek. Agencje reklamowe niechętnie zamieszczają reklamę w sieci, nie wiedząc co się z nią dalej dzieje. Nowoczesne rozwiązania technologiczne pozwalają natomiast przełamać ich opór, ze względu na to, że dzięki nim można dokładnie określić cele kampanii, grupy docelowe odbiorców, częstotliwość emisji, a po przeprowadzeniu tych działań przedstawić udokumentowane efekty akcji. W niedalekiej przyszłości działalność w naszym kraju rozpoczną firmy brokerskie, wykorzystujące zaawansowane rozwiązania używane na rynku reklamowym w USA. Naszą sprzedaż zamierzamy oprzeć na współpracy z tego typu brokerem.

Mówiąc o ogromnym potencjale rynku reklamy internetowej, nadal sądzę, że nie utrzyma on wszystkich powstających obecnie serwisów. Podtrzymuję swoje zdanie sprzed roku, kiedy odchodząc z Wirtualnej Polski powiedziałem, że na naszym rynku jest miejsce dla najwyżej trzech portali ogólnych i kilku wyspecjalizowanych.

— Jak może Pan uzasadnić twierdzenie, że przetrwają najwyżej trzy portale?

— Podstawową kwestią są ograniczenia wspomnianego już rynku reklamowego i niewielka liczba użytkowników. Oprócz tego niebagatelną sprawą jest brak specjalistów, sprawdzających się w tego typu przedsięwzięciach. Obecnie wszyscy wpadli w wir tworzenia serwisów, które, aby nadać powagi swojemu produktowi, nazywają portalami. Mają na to nawet pieniądze, jednak nikt nie bierze pod uwagę tego, że ktoś będzie musiał zbankrutować. Przyczyną niepowodzeń nie będzie jednak brak kapitału, bo tego jest pod dostatkiem. Technologię też można kupić, choć z tym jest już znacznie trudniej bowiem potrzebna jest do tego wiedza, którą coraz trudniej posiąść. Jednakże o ile informatyków można jeszcze, z trudem, zdobyć, o tyle pozyskanie ludzi mogących stworzyć naprawdę dobry pod względem zawartości portal graniczy z cudem. Nasza firma zatrudnia obecnie 30 specjalistów. Sądzę, że w ciągu paru miesięcy ich liczbę uda się podwoić. Niestety późniejsze pozyskiwanie specjalistów będzie już niemożliwe, gdyż nie ma ich na rynku. Badania wykonywane przez specjalistyczne firmy rekrutacyjne pokazują, że jeśli za rok lub dwa nie powstaną solidne szkoły kształcące specjalistów z zakresu Internetu, naszej branży grozić będzie poważny kryzys. Chcemy się przed tym zabezpieczyć, szkoląc pracowników we własnym zakresie.

— Jak Pan ocenia deklaracje przedstawicieli spółki Wirtualna Polska dotyczące planowanego debiutu na NASDAQ?

— Jeśli Pan chce, to w tej chwili mogę ogłosić, że myślę o wysłaniu swojej spółki na giełdę, nawet na NASDAQ. Nie jest to niczym nadzwyczajnym, bo o wejściu na tę giełdę myśli mnóstwo firm internetowych, również tych działających w Polsce. Inną sprawą jest z jakim skutkiem zakończy się emisja.

— Jakie szanse ma WP na pomyślny debiut na nowojorskiej giełdzie?

— Okres potrzebny na przygotowanie się firmy do debiutu na NASDAQ, wynoszący co najmniej 18 miesięcy, jest dość odległą perspektywą. W tym czasie sytuacja na polskim rynku internetowym może się bardzo zmienić na niekorzyść spółki Wirtualna Polska. Obecnie WP ma jeszcze silną pozycję na rynku i jest łakomym kąskiem dla inwestorów. Sytuacja zmieni się jednak, gdy na rynek wejdą nowe produkty. WP może stracić swoją pozycję, a wtedy spółka przestanie być atrakcją dla inwestorów.

Poza tym, moim zdaniem, kroki podejmowane przez zarząd WP są ukierunkowane przede wszystkim na podniesienie wartości firmy, co jest głównym celem podmiotów z naszej branży.

— Jednym z najważniejszych elementów, mających przysparzać Państwa portalowi użytkowników, jest kupiony w grudniu 1999 roku „Polski Infoseek”. Ile tak naprawdę kosztował IVP ten nabytek?

— Nie mogę podać konkretnej kwoty. Powiem tylko, że nie były to ogromne pieniądze. Wydatki poniesione na ten cel nie są szczególnie dużą pozycją księgową w firmie. W ostatnim czasie dokonywaliśmy kilku transakcji opiewających na podobne kwoty.

— Czy przewiduje Pan akwizycje innych spółek internetowych?

— Nie wykluczamy, że w dalszej przyszłości przejmiemy jakąś inną firmę, gdyż Internet Ventures Poland jest z założenia firmą inwestycyjno-technologiczną. Wziąwszy pod uwagę dobre źródła inwestycyjne firmy, istnieje taka możliwość.

— Jakie kwoty mogą wchodzić w grę przy ewentualnych inwestycjach?

— Nie chcemy brać udziału w prowadzonej obecnie licytacji, polegającej na rzucaniu obietnic bez pokrycia. Proszę zauważyć, że jeszcze nikt nie dotrzymał składanych obietnic o kilkumilionowych inwestycjach. Najczęściej nie wydaje się nawet połowy deklarowanych sum. Po raz kolejny sprawdza się powiedzenie, że krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje. Poza tym nie chodzi o to, kto ma więcej pieniędzy do wydania. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak te środki mądrze spożytkować. Nie jest sztuką źle wydać na przykład 10 mln USD.

Liczba i siła nabywcza użytkowników Internetu w Polsce jest jeszcze bardzo niska, występują problemy z dostępem do sieci i wiele innych utrudnień hamujących rozwój rynku, dlatego środki trzeba wydawać z rozwagą. Inwestycje w firmy internetowe w Polsce to działalność perspektywiczna. Co prawda obecnie wzrost rynku jest hamowany m.in. przez problem z dostępem, liczymy jednak, że w tym roku, sytuacja wreszcie się poprawi.

— Czego można się spodziewać ze strony IVP w dziedzinie handlu elektronicznego?

— W Polsce prawdziwy handel elektroniczny, czyli taki, w którym cały proces od momentu zachęcenia klienta do zakupu, poprzez samą transakcję kupna-sprzedaży, a na obsłudze posprzedażnej kończąc, odbywałby się drogą elektroniczną, jeszcze nie występuje. Obecnie mamy do czynienia jedynie z namiastką handlu elektronicznego, polegającą na umożliwieniu dokonywania zamówień drogą elektroniczną. My zamierzamy uruchomić handel elektroniczny z prawdziwego zdarzenia. Projekt taki wymaga jednak wysiłku, porównywalnego do tworzenia portala. Dlatego uruchomienie profesjonalnej platformy handlu elektronicznego naszej firmy nastąpi nie wcześniej niż w kilka miesięcy od startu portalu. Aby e-commerce w naszym kraju mógł się rozwijać, musi również wzrosnąć liczba internautów korzystających z kart kredytowych, a to jeszcze potrwa.

"Obecnie wszyscy wpadli w wir tworzenia serwisów, które, aby nadać powagi swojemu produktowi, nazywają portalami. Mają na to nawet pieniądze, jednak nikt nie bierze pod uwagę tego, że ktoś będzie musiał zbankrutować. Przyczyną niepowodzeń nie będzie jednak brak kapitału, bo tego jest pod dostatkiem. Technologię też można kupić, choć z tym jest już znacznie trudniej, bowiem potrzebna jest do tego wiedza, którą coraz trudniej posiąść. Jednakże o ile informatyków można jeszcze, choć z trudem, zdobyć o tyle pozyskanie ludzi mogących stworzyć naprawdę dobry pod względem zawartości portal graniczy z cudem".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Wieczorek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / WIĘKSZOŚĆ PORTALI TO NIEPOROZUMIENIE