Wielcy się kurczą,mali płacą rachunki

Kamil Zatoński
17-02-2009, 00:00

Nic nie potrafi powstrzymać odpływu kapitału z naszego regionu Europy i gospodarek wschodzących. Indeksy i waluty dołują

Zaklęcia niektórych analityków i przedstawicieli władz nie pomagają, a rynki finansowe Europy Środkowej i Wschodniej solidarnie pogłębiają dno. Choć wczoraj bardzo złe wieści płynęły z dwóch dużych rozwiniętych gospodarek (Japonii i Wielkiej Brytanii), to dramatyczne spadki dotknęły Polskę i jej bliższych i dalszych sąsiadów.

Indeksy azjatyckie i giełd zachodniej Europy spadały wczoraj o mniej niż 1 proc. Za to budapeszteński BUX, praski CTX czy rosyjski RTS dołowały o ponad 2 proc. Znów najgorszy był WIG20, który głównie przez banki obniżył się o 3,8 proc., do 1435 pkt. Wzrosła też liczba otwartych pozycji na kontraktach terminowych, gdzie wciąż utrzymuje się wysoka ujemna baza między wartością głównego indeksu a cenę wygasającej w marcu serii futures. Według niektórych analityków może to zwiastować dalsze głębokie spadki.

Wczoraj załamał się też złoty, który zaledwie w kilka godzin stracił 10-15 groszy do najważniejszych walut. Niepokój, ale też zastanowienie budzi relatywna słabość polskiej waluty do walut innych krajów z regionu. Chodzi tu głównie o kraje takie jak Węgry, które mają większe problemy niż Polska. Znów rozległy się głosy, że to wynik gry spekulacyjnej. Niestety, nic nie wskazuje na to, by ktoś mógł ją zakończyć. Nic nie znaczą nawet pozytywne raporty mówiące o skrajnym niedowartościowaniu złotego. Wczoraj taką opinię przedstawili analitycy Deutsche Banku, ale szybko skontrowali ich koledzy z Merrill Lynch, którzy zalecili sprzedaż złotego.

To, co dzieje się na polskim rynku, dobrze opisał austriacki minister finansów Josef Proell, który stwierdził, że bankructwo Ukrainy wywoła efekt domina w całej Europie Środkowej i Wschodniej. Skutkować to będzie paniczną wyprzedażą aktywów w naszym regionie. To już praktycznie się dzieje. Niestety, Polska nie jest się w stanie obronić, choć wielu ekspertów podkreśla, że nie grożą nam (na razie) takie problemy, z jakimi będą się mierzyć nasi sąsiedzi.

O spustoszeniu w gospodarce mówili wczoraj przedstawiciele rządu Japonii, która zmaga się z najgorszym kryzysem od zakończenia II wojny światowej. W IV kwartale 2008 r. japoński PKB spadł o 12,7 proc., a w tym spadek może sięgnąć aż 20 proc. W reakcji na te doniesienia jen umocnił się, co dla tamtejszej gospodarki, silnie uzależnionej od eksportu, oznacza widmo jeszcze większych problemów. Coraz poważniejsze kłopoty ma też Wielka Brytania, gdzie według najnowszych prognoz gospodarka skurczy się o ponad 3 proc. Funt wciąż traci na wartości do głównych walut, ale do złotego wyraźnie zyskuje. Na wartości systematycznie zyskują też uważane za najbezpieczniejsze w Europie obligacje niemieckie. Kapitał przepływa w jednym kierunku i na razie nic nie wskazuje na to, by negatywny dla Polski trend miał się odwrócić.

Kamil

Zatoński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wielcy się kurczą,mali płacą rachunki