Wielka awantura w Polskim Jadle

Akcjonariusze zarzucają prezesowi celowe obniżanie wyceny akcji. Krzysztof Moska dodaje, że jeśli będzie emisja, to nie da temu zarządowi ani złotówki. A zarząd milczy. Kurs akcji stracił w poniedziałek rano kilkanaście procent, ale już odrobił straty. I to z pokaźną nawiązką.

Krzysztof Moska, fot. Marek Wiśniewski, Puls Biznesu
Zobacz więcej

Krzysztof Moska, fot. Marek Wiśniewski, Puls Biznesu

Prezes Polskiego Jadła, Jan Kościuszko, działa na szkodę spółki — tak piątkowy komunikat o złożeniu wniosku o upadłość z układem ocenia grupa akcjonariuszy, która właśnie zawiązała porozumienie.

— Za dużo tu dziwnych zbiegów okoliczności. Wysłaliśmy do spółki informację o zawiązaniu porozumienia, a dziesięć minut później pojawił się komunikat o wniosku do sądu — mówi Arkadiusz Karluto, reprezentujący akcjonariuszy, którzy mają ponad 5,5 proc. akcji Polskiego Jadła.

Ciężkie oskarżenia

Jego zdaniem celem złożenia wniosku jest wywołanie paniki wśród akcjonariuszy.

— Nie widzę żadnych podstaw do jego składania, a na pewno nie jest nim wypowiedzenie kredytu przez BNP Paribas. Z ostatniego raportu finansowego wynika, że spółka miała dość gotówki aby spłacić raty. Proszę zwrócić też uwagę, że przestała je spłacać gdy w akcjonariacie ujawnił się pan Krzysztof Moska. Dodatkowo zarząd miał przecież negocjować z bankiem porozumienie. Nie znajduję dla tego, co się dzieje w Polskim Jadle, innego określenia jak tylko celowe działanie zarządu na szkodę spółki — przekonuje Arkadiusz Karluto.

Akcjonariusze przekonują, że Jan Kościuszko wywołując panikę (po podaniu komunikatu kurs półki zniżkował w piątek o 21 proc.) miałby skorzystać na tym tanio odkupując akcje, które wcześniej sprzedawał (kontroluje 14,37 proc. głosów). Z prezesem i założycielem Polskiego Jadła nie udało się nam porozmawiać.

„Jednym z istotnych powodów podjęcia decyzji jest wypowiedzenie umowy kredytowej rozliczanej we franku szwajcarskim przez bank BNP Paribas” — tłumaczy Polskie Jadło w komunikacie.

Zadłużenie z tego tytułu sięga 1 mln CHF, czyli 3,3 mln zł. W giełdowym komunikacie spółka wyjaśniała wówczas, że „trudności z regulowaniem należności kredytowych wobec banku wynikają z dynamicznego wzrostu kursu CHF do PLN”. Jednak w rozmowach z „Pulsem Biznesu” Jan Kościuszko przekonywał, że wypowiedziana umowa nie stanowi problemu, bo wszystkie kredyty są zabezpieczone nieruchomościami.

Zarząd musi odejść

— Znam publiczną wypowiedź pana Kościuszki, w której powiedział, że chce emisji akcji i redukcji zobowiązań. Dla akcjonariusza mniejszościowego, jakim jestem, złożenie wniosku o upadłość z układem nie jest złą informacją, jeśli jej efektem będzie redukcja zobowiązań. Jestem cierpliwy, poczekam na kolejne wydarzenia — mówi Krzysztof Moska, który kontroluje ponad 6,52 proc. głosów w spółce. W tle tej historii tli się konflikt pomiędzy głównym akcjonariuszem, którym jest właśnie Jan Kościuszko, a Krzysztofem Moską.

Panowie mają dwie różne wizje rozwoju. Krzysztof Moska rozpoczął — jak twierdzi — budowę silnej grupy gastronomiczno-producenckiej, inwestując nie tylko w Polskie Jadło, ale i Leśne Runo (w którym przejął kontrolę) i planując przejęcia niegiełdowych sieci gastronomicznych z jedzeniem na wagę. Jan Kościuszko natomiast odrzucił na sierpniowym walnym Polskiego Jadła wszelkie pomysły Moski odnośnie budowy silnej sieci przydrożnych restauracji, serwujących polski fast—food. Wizja ta jest, zdaniem prezesa Polskiego Jadła, nierealna z finansowego punktu widzenia.

— Nie sprzedałem i nie sprzedam akcji Polskiego Jadła. To, czy wezmę udział w ewentualnej emisji, zależy od wielu czynników. Na pewno nie dam ani złotówki w ręce obecnego zarządu — mówi inwestor.

Prywatne inwestycje

Krzysztof Moska zastrzega, że o porozumieniu akcjonariuszy dowiedział się z komunikatu i nie zna Arkadiusza Karluto, który poza przewodzeniem grupie inwestorów jest także szefem POK IDMSA w Gdańsku.

— To moja prywatna inwestycja i proszę jej nie wiązać z pracą. Nie znam pana Moski, ale wiem jakie ma doświadczenie i wiem, że spółki w które się angażował wychodziły na prostą. To brzmi lepiej niż działania pana Kościuszki. Chętnie z nim porozmawiam podczas walnego zgromadzenia — mówi Arkadiusz Karluto. Jednym z członków porozumienia jest Mieczysław Cierpisz, założyciel sieci delikatesów Bomi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Waluty / Wielka awantura w Polskim Jadle