Wielka wojna o firmę z dotacją

Dawod Tokarz
opublikowano: 2011-05-09 00:00

Prokuratura i CBŚ badają, czy przejęcie 20 mln zł dotacji z UE na budowę bioelektrowni było oszustwem.

Znana spółka konsultingowa i były poseł PiS kontra rodzina przedsiębiorców

Prokuratura i CBŚ badają, czy przejęcie 20 mln zł dotacji z UE na budowę bioelektrowni było oszustwem.

Śledztwo w sprawie oszustwa przy przejęciu Tempa prowadzi Centralne Biuro Śledcze (CBŚ). Notabene — spółka nie przynosi żadnych przychodów.

— Sprawa jest na początkowym etapie. Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów — informuje Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie nadzorującej prace CBŚ.

Bitwa na oskarżenia

Zawiadomienie o przestępstwie złożyła rodzina Maciejewskich — założycieli Tempa, którzy czują się oszukani przez władze Business Consulting Group (BCG), jednej z największych w Polsce firm specjalizujących się w obsłudze projektów unijnych. Wszczęcie postępowania oznacza, że zdaniem prokuratury, zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa.

— Śledztwo wszczęto przed marcową decyzją lubelskiego KRS, który odrzucił skargę państwa Maciejewskich i potwierdził, że to my jesteśmy prawowitymi udziałowcami Tempa. Nie ma tu mowy o żadnym oszustwie. Jestem pewna, że śledztwo zostanie umorzone — mówi Beata Matecka, prezes BCG.

— Jeśli ktoś dopuścił się nieprawidłowości, to nie my, lecz Maciejewscy. Już złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury w sprawie ich działań — wtóruje jej Artur Zawisza, były poseł i polityk PiS, a dziś dyrektor w BCG.

Cenny maluch

Tempo nie jest gigantem energetyki, ale od ubiegłego roku ma coś bardzo wartościowego — przyznaną przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) dotację prawie 20 mln zł na budowę w województwie lubelskim dwóch bioelektrowni. Problem Maciejewskich polegał na tym, że nie mieli pieniędzy na pokrycie udziału własnego w tej inwestycji (około 16 mln zł), a banki i zewnętrzni inwestorzy nie spieszyli się z sięganiem do portfela.

17 września 2010 r. minął termin dostarczenia do NFOŚiGW dokumentów potwierdzających możliwość sfinansowania budowy bioelektrowni. Tuż przed tą datą Maciejewscy trafili do BCG. Usłyszeli, że dostaną to, czego potrzebują, ale pod warunkiem sprzedania całej spółki dwóm inwestorom: kontrolowanej przez BCG spółce Green Energy (GE) i współpracującej z nią firmie DIM (ta druga, należąca do Marka Stefańskiego, byłego szefa Pol-Aquy, później się wycofała; patrz ramka obok). Umowa była prosta: GE dostarcza finansowanie, a Maciejewscy składają ważną do 30 października ofertę sprzedaży Tempa za 8 mln zł.

— Dotychczasowi udziałowcy współpracowali z nami do momentu przekazania im dokumentów pozwalających podpisać umowę o dotację. Później utrudniali due diligence, a już po skutecznym przyjęciu oferty zażądali niezgodnej z nią kwoty, czyli 10 zamiast 8 mln zł — twierdzi Beata Matecka.

 

Rozbieżne wersje

Jej zdaniem, Tempo ma nowych udziałowców od 28 października, kiedy GE przyjęła ofertę Maciejewskich. Ci twierdzą jednak, że do skutecznego przejęcia udziałów w ogóle nie doszło, a oferta wygasła z końcem października.

— Jeśli jest tak, jak twierdzi pani Matecka, to dlaczego na początku listopada GE negocjowała z nami konkretne zapisy umowy sprzedaży udziałów? W pismach tytułowali nas "wspólnicy Tempo", a wcześniej zwołali bezprawnie, niezgodnie z umową spółki, walne, uznając się już za jedynych wspólników firmy. Potem za naszymi plecami złożyli papiery w KRS. Ci ludzie to oszuści i tyle — mówi Michał Maciejewski, prezes (zawieszony przez GE) i jeden z dotychczasowych udziałowców Tempa.

— Rozmowy po 30 października wynikały z naszej dobrej woli. Próbowaliśmy ugodowo zakończyć spór, ale druga strona nie była zainteresowana. W tej sytuacji musieliśmy złożyć w KRS dokumenty, by potwierdzić stan prawny zgodny z rzeczywistością — odpowiada Beata Matecka.

KRS zarejestrował zmiany zgodnie z wnioskiem BCG, ale Maciejewscy odwołali się. Nie chcą też odebrać pierwszej raty kwoty za udziały, którą GE złożyła u notariusza.

— Spółka została przejęta niezgodnie z prawem. Wierzę, że sąd przyzna nam rację, a osoby podające się za właścicieli Tempo poniosą konsekwencje za złamanie prawa — mówi Michał Maciejewski.

Inwestorskie tło

Głównym inwestorem Tempa docelowo miała zostać spółka DIM, kontrolowana przez Marka Stefańskiego, byłego szefa i największego akcjonariusza giełdowej Pol-Aquy — tak wynikało z rozmów rodziny Maciejewskich z BCG. To on dostarczył umowę pożyczki zabezpieczającą wkład własny w inwestycję i pozwalającą na podpisanie umowy z NFOŚiGW. Do budowy bioelektrowni wybrana została natomiast inna kontrolowana przez Stefańskiego firma: IDS-Bud. Jej największym wspólnikiem jest DIM, a mniejszościowe udziały posiada m.in. Sławomir Petelicki, były szef jednostki specjalnej Grom. Marek Stefański nie chciał komentować sprawy. Wiemy jednak, że DIM wycofał się z przejęcia Tempa, nie ma też pewności, że to IDS-Bud będzie budował bioelektrownie.