Wielki Brat cię widzi, sprzedawaj żwawo!

Rafał Kerger
opublikowano: 18-10-2006, 00:00

Przedstawiciel handlowy wyraźnie się obija. Jak się dowiedzieć, co jest grane? Najlepiej — mobilnie.

 

Szefowie grup przedstawicieli handlowych w Janusie, jednej z największych w Polsce hurtowni alkoholu, mają sposób na dyscyplinowanie podwładnych. Od niedawna pomaga im w tym 50 urządzeń typu Qtek 9100 i oprogramowanie wykorzystujące technologie mobilne.

— Pozwalają one na zbieranie przez przedstawicieli zamówień i przesyłanie ich do nas. Sprawdzają też dostępność towaru, jego aktualne ceny oraz stan rozrachunków w siedzibie klienta — mówi dyrektor Adam Holc z Janusa.

Firma wykorzystuje do tego technologie przesyłu danych Java, GPRS i Bluetooth. Podobne systemy ma coraz więcej firm. To rozwiązanie wspierające logistykę i sprzedaż hurtową nie jest przenaczone specjalnie do kontroli handlowców, ale jest także do tego wykorzystywane.

— Widzimy precyzyjnie, kiedy, jak często i skąd przedstawiciel handlowy loguje się do naszego systemu. Mamy zatem informację, czy niczego nie zaniedbał — zaznacza Adam Holc.

Na tropie handlowca

Czy to znaczy, że do lamusa odchodzą ankiety, w których pytamy klientów, ile razy był u nich w ostatnim kwartale nasz przedstawiciel, czy też powszechna jeszcze niedawno praktyka wyrywkowego śledzenia handlowców? Raczej nie, ale nie trzeba robić już tego tak często.

Co jednak, jeżeli chcielibyśmy znać każdy krok handlowca, a nie tylko wiedzieć, czy ostatecznie trafił do klienta czy nie? Najtaniej wykupić u operatorów telefonii komórkowej śledzenie karty SIM służbowego telefonu handlowca.

— W detalu kosztuje to średnio pięć złotych od karty SIM, ale firmy mające wiele telefonów komórkowych zapewne nic nie zapłacą za aktywację monitorowania karty SIM lub dostaną ją za grosze — mówi Piotr Stawowski, prezes firmy Moll Polska, zajmującej się telekomunikacyjnym doradztwem.

Dla Europejczyków

Do śledzenia handlowców można też wykorzystać technologie monitoringu floty oparte na Global Positioning System (GPS), które od lat służą firmom logistycznym.

Na czym to polega? W kabinie samochodu zamontowany jest terminal z antenką. Połączenie z komputerem w siedzibie firmy odbywa się za pośrednictwem łączności satelitarnej albo sieci GSM-GPRS. Auto w obu wariantach namierza satelita.

Systemy namierzania GPS współpracują zwykle z mapą w wersji elektronicznej (przedstawiciel handlowy może mieć ją w samochodzie, ma ją też zarządzający w siedzibie firmy). Dzięki temu pierwszy może łatwiej trafić do celu, a drugi na ekranie monitora zobaczyć, gdzie akurat znajduje się pojazd.

Czy kupno takiego cacka przez hurtownię mającą 30 przedstawicieli handlowych nie byłoby jednak przerostem formy nad treścią? W systemie opartym na sieci GSM-GPRS koszt zakupu urządzenia wraz z oprogramowaniem wynosi — w najbardziej okrojonej wersji — około tysiąca złotych. Za ten sam zestaw, ale oparty na systemie satelitarnym, trzeba już zapłacić około 10 tys. zł za pojazd. A do tego dochodzi jeszcze abonament za przesył danych.

— To może się opłacać, jeśli na przykład nasi przedstawiciele handlowi podróżują po całej Europie. W przyszłości jednak taka usługa będzie tanieć — uważa Piotr Stawowski.

Na rynku jest kilkanaście firm wyspecjalizowaych we wdrażaniu systemów zarządzania i monitorowania pojazdów. Najbardziej znane to AutoGuard, Finder i Liberty oraz amerykańska Qualcomm.

— Systemy oparte na łączności GSM działają wszędzie tam, gdzie to technicznie możliwe, także w azjatyckich republikach byłego ZSRR. System Qualcomm działa na obszarze operowania satelity EutelSat. Ma nieco większy zasięg i na wschodzie nie ogranicza się do głównych tras — wyjaśnia Piotr Stawowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu