Wielki Brat śledzi firmy w USA
Prawie 80 proc. pracodawców w USA kontroluje swoich pracowników — sprawdzając wykorzystanie przez nich Internetu, poczty elektronicznej i telefonów, a nawet filmując ich zachowanie.
Z najnowszego raportu Amerykańskiego Stowarzyszenia Kadry Zarządzającej (AMA) wynika, że 78 proc. pracodawców za oceanem monitoruje wykorzystanie Internetu i telefonów przez swoich pracowników. Zaledwie cztery lata temu ten odsetek sięgał tylko 35 proc.
— Prywatność w miejscu pracy to dziś tylko iluzja — komentuje Ellen Bayer, kierownik działu zasobów ludzkich w AMA.
Badanie przeprowadzone przez AMA objęło ponad 1,6 tys. dużych i średnich firm, zatrudniających ponad jedną czwartą całej amerykańskiej siły roboczej.
— W grę nie wchodzi zwykła ciekawość szefów firm, ale ochrona przed poważnymi wykroczeniami przeciwko produktywności i lojalności — uważa Eric Rolfe Greenberg, dyrektor działu badań nad zarządzaniem w AMA.
Ponad jedna czwarta ankietowanych firm przyznała, że za tego typu sprawy zwolniła winowajców. 65 proc. przedsiębiorstw ukarała pracowników dyscyplinarnie.
— Używanie firmowego e-maila do celów prywatnych może doprowadzić do zawieszenia systemu, a kopiowianie z Internetu materiałów np. o treści seksualnej ściąga na firmę groźbę procesów. Używanie telefonów do załatwiania spraw osobistych wpędza firmy tylko w koszty — dodaje Eric Rolfe Greenberg.
Nie chodzi jednak tylko o koszty, ale również o kontrolę. Aż 15 proc. szefów przedsiębiorstw przyznaje się, że śledzi zachowanie swoich pracowników za pomocą kamer wideo. Najbardziej rygorystyczne pod względem monitoringu są instytucje finansowe. Około 92 proc. banków, firm maklerskich i towarzystw ubezpieczeniowych wprowadziło różne formy kontroli.
Stały monitoring pracowników jest jednak rzadkością. Kontrole przeprowadzane są najczęściej w sposób wyrywkowy.
Według ekspertów z AMA, nie ma sensu popadać w paranoję. Trzeba jednak pamiętać, że firma ma prawo wymagać właściwego wykorzystania wyposażenia, które jest jej własnością.