Wielki Brat z drogowej dyrekcji

opublikowano: 29-10-2012, 00:00

Drogowcy chcą mieć kontrolę nad umowami generalnego wykonawcy z kontrahentami. Gdzie tu wolny rynek? — pyta Budimex.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) musi dokończyć budowę trasy Czerniewice — Kowal (fragment autostrady A1 w woj. kujawsko-pomorskim), którą opuścili: irlandzki koncern budowlany SRB oraz polskie: PBG i Budbaum.

Drogowcy ogłosili przetargi i szukają nowych wykonawców. Tych jednak przerażają warunki specyfikacji. Dlatego też Budimex, Strabag i Eurovia zaskarżyli je do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO). Wyrok ma zapaść dzisiaj.

— Nowe zasady faktycznie ubezwłasnowolnią generalnych wykonawców — zżyma się Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

— Nasza rola sprowadzi się do dostarczania papierów do GDDKiA. Do budowy właściwie nie będziemy potrzebni, choć będziemy za nią odpowiedzialni — ironizuje Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.

Budowa kontrolowana

Zgodnie ze specyfikacją GDDKiA może wybrać ofertę generalnego wykonawcy, a następnie zażądać wglądu w umowy z kontrahentami a zakwestionować ich zapisy.

— Ponosimy solidarną odpowiedzialność, więc trudno się dziwić, że chcemy mieć wpływ na relacje między wykonawcą i podwykonawcą — tłumaczy Lech Witecki, szef GDDKiA.

— Dyrekcja kwestionuje umowy z podwykonawcami, w których stawki są wyższe od jej szacunków. Dla mnie ważne jest, by bilans całego kontraktu był dodatni — w jednych umowach z kontrahentami mam duży zysk, w innych mały, a w jeszcze innych ponoszę stratę. Realizacja kontraktu trwa wiele miesięcy. Ceny i warunki rynkowe się zmieniają i nie mogę narażać się na ryzyko, że zamawiający ich nie zaakceptuje. Gdzie jest wolny rynek? — pyta Dariusz Blocher.

Jeśli GDDKiA odrzuci podwykonawcę, generalny wykonawca, zamiast realizować kontrakt, będzie szukał tańszego, którego może nigdy nie znaleźć. Wówczas zapłaci karę, a budowa i tak nie będzie wykonana.

Uprzywilejowane płatności

Drogowa dyrekcja chce także uniknąć problemów, związanych z niepłaceniem podwykonawcom.

— Dlatego też zanim generalny wykonawca otrzyma wynagrodzenie z dyrekcji, musi przedstawić świadectwa zapłaty podwykonawcom i dostawcom — mówi Tomasz Różański z TR Construction, który już pracował jako podwykonawca na A1.

„Wprowadzone przez zamawiającego rozwiązanie powoduje, że wykonawca musi zapłacić podwykonawcom za roboty (…) zanim otrzyma potwierdzenie, że zamawiający zapłaci mu za nie — musi to uczynić nawet bez odbioru tych robót przez inżyniera. Na wykonawcę spada zatem nie tylko konieczność kredytowania budowy, ale także ryzyko odmowy odbioru robót, za które już zapłacił” — czytamy w odwołaniu Eurovii.

Strabag wskazuje, że jeśli generalny wykonawca ma zastrzeżenia do jakości wykonania prac przez jednego podwykonawcę i w konsekwencji nie zapłaci za nie, zamawiający może wstrzymać mu wypłatę całego wynagrodzenia — mimo że z pozostałymi kontrahentami się rozliczył.

GDDKiA na czas płacić nie musi. Wykonawcy zaskarżyli przepis, zgodnie z którym mogą dyrekcji wypowiedzieć kontrakt dopiero, jeśli spóźni się 84 dni z zapłatą, choć w umowie zapisany będzie 30-dniowy termin płatności.

Drugi warunek wypowiedzenia to spóźnienie inżyniera kontraktu w wystawieniu dokumentów rozliczeniowych o ponad 56 dni, choć umowa daje mu na to 28 dni. Wykonawca w tym czasie nie ma jednak prawa przerwać budowy. Musi realizować kontrakt,nawet jeśli zamawiający nie płaci mu na czas.

— Tak restrykcyjne zapisy będą dyskryminować branżę budowlaną na rynku finansowym. Nie wiem, czy znajdzie się instytucja, która zechce sfinansować taki kontrakt — komentuje Michał Bolesławski, wiceprezes ING Banku Śląskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy