Ile kosztuje miejsce pracy dla szefa dużego kraju europejskiego o jeszcze większych niż jego kraj ambicjach i apetycie? „Ciut” ponad 4 mld euro.
Rozszyfrujmy osoby dramatu. Szef dużego kraju europejskiego to oczywiście były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który stanie na czele komitetu akcjonariuszy spółki North European Gas Pipeline Company, operatora gazociągu północnego. A „ciut ponad 4 mld euro” — jak to określił Aleksiej Miller, prezes głównego udziałowca przedsięwzięcia, rosyjskiego koncernu naftowego Gazprom — wyniosą koszty tego przedsięwzięcia. Ile to jest „ciut”? — nie wyjaśnił.
Jeżeli dodamy do tego, że dyrektorem generalnym NEGPC ma zostać Matthias Warnig, wieloletni znajomy Władimira Putina, były oficer wschodnioniemieckiej Stasi, a obecnie główny koordynator Dresdner Bank w Rosji, to mamy prawie pełny obraz „największego przedsięwzięcia współpracy Rosji i Europy w sferze gazowej”, które „stwarza warunki stabilnej współpracy w sektorze energetycznym oraz zapewnia bezpieczeństwo energetyczne w Europie i na świecie”.
Projekt budowy gazociągu północnego od początku budził wiele emocji. Nie tylko w Polsce. Bo nie tyle uderza on w interesy Polski, ile raczej je omija. A nie sposób zakazać komuś podejmowania przedsięwzięcia dlatego, że nie uwzględnia on nas. Ekonomiczne uzasadnienie kładzenia na dnie Bałtyku (pomijając ekologię) gigantycznej rury budziło i budzi spore wątpliwości specjalistów na zachodzie Europy. W Rosji takie analizy, nie wiedzieć czemu, nie cieszą się specjalną popularnością. Tym większe zdziwienie budziła determinacja, z jaką obie strony dążyły do rozpoczęcia realizacji przedsięwzięcia. Teraz wszystko staje się bardziej jasne, chociaż przez to ani odrobinę mniej niepokojące, raczej — bardziej. Bo można zrozumieć dążenie bankowych konsorcjów niemieckich do objęcia udziałów w firmach eksploatujących złoża gazu i ropy w Rosji, ale metody i środki zastosowane budzą poważne obawy.
W dalszym ciągu nie wierzę, że rzeczony projekt zostanie zrealizowany. Sądzę, że ktoś wreszcie pójdzie po rozum do głowy i — jeżeli nie zabraknie mu sił — zablokuje to. Ale jakkolwiek by to się miało skończyć, my, jako Polska, powinniśmy dołożyć wszelkich starań, by od tego układu w możliwie największym stopniu się uniezależnić. To wydaje się naprawdę pilne. Bo jeżeli takie jest uzasadnienie decyzji, w wyniku której wydane zostanie grubo ponad 4 mld EUR (bo rzeczywistych kosztów nikt nie jest w stanie oszacować nawet w przybliżeniu), to można spodziewać się wszystkiego. Nawet jeżeli stoją za tym, a stoją, niewyobrażalne interesy i stawką jest tak naprawdę władanie nad ogromnymi zasobami ropy i gazu w Rosji przez prywatny kapitał. A może właśnie dlatego. Bo nie wiadomo, po skończeniu prezydentury Putina, w czyich one rękach się znajdą. A może wiadomo?