Wielki skok branży energetycznej na wodę

Barbara Warpechowska
14-07-2016, 22:00

Przemysł węglowy pogłębia światowy kryzys wody — wynika z raportu Greenpeace International opublikowanego właśnie w Polsce

Odnawialne zasoby wody na mieszkańca Polski są jednymi z niższych na świecie. Średnia światowa wynosi 7413 m sześc.rocznie na mieszkańca, podczas gdy w naszym kraju jedynie 1597 m sześc. Pod względem zasobności w wodę jesteśmy w UE na piątym miejscu od końca (przed Czechami, Danią, Cyprem i Maltą).

Co więcej, na świecie jest wiele krajów strefy pustyń i półpustyń, których całkowite odnawialne zasoby wodne w przeliczeniu na mieszkańca są wyższe niż w Polsce, np. Sudan, Czad, Australia i Chile — napisał dr Sylwester Kraśnicki, hydrogeolog specjalizujący się w oddziaływaniu górnictwa i rolnictwa na stan jakościowy i ilościowy wód podziemnych, we wstępie do polskiej wersji raportu „Wielki skok na wodę, czyli jak przemysł węglowy pogłębia światowy kryzys wody”.

Półtoraroczny projekt

Greenpeace International zlecił holenderskiej agencji doradztwa inżynieryjnego Witteveen+Bos przygotowanie modelu pozwalającego na wyliczenie obecnego i przewidywanego poboru i zużycia wody przez elektrownie węglowe i górnictwo oraz analizę wpływu zapotrzebowania na zasoby słodkich wód powierzchniowych. Badanie obejmuje elektrownie węglowe na świecie o mocy zainstalowanej 1811 GW, a także uwzględnia planowane inwestycje (stan na koniec 2013 r.), wynoszące 1300 GW.

To daje w sumie 8359 zainstalowanych bloków węglowych i kolejnych 2668 planowanych. Na podstawie modelu projektu Aqueduct 2.1, przygotowanego przez Światowy Instytut Zasobów (World Resources Institute), przeprowadzono analizę geoprzestrzenną, dzięki której oceniono wpływ elektrowni węglowych na zbiorniki wodne, przy których się znajdują. Model i badanie zweryfikowała firma konsultingowa Ecofys, a weryfikacja odbywała się na każdym etapie tego 18-miesięcznego projektu badawczego.

Czerwone strefy

Energetyka węglowa pobiera 7 proc. wody na świecie. Przewiduje się, że w najbliższych 20 latach ta wielkość zwiększy się dwukrotnie. Kopalnie, zakłady przeróbki węgla i elektrownie emitują także ogromne ilości zanieczyszczeń, co stwarza jeszcze większe zagrożenie dla skąpych zasobów wody. Rozmieszczenie elektrowni węglowych jest alarmujące.

Jedna czwarta z nich (690 o łącznej mocy 453 GW) znajduje się w 21 krajach na obszarach, gdzie wskaźnik poboru wynosi ponad 100 proc. To tzw. czerwone strefy. Na szczycie listy są Chiny, Indie, USA, Kazachstan i Włochy. 45 proc. chińskiego potencjału energetyki węglowej (358 GW) i 24 proc. indyjskiego (36 GW) znajduje się w czerwonych strefach. Na trzecim miejscu są Stany Zjednoczone, gdzie w czerwonych strefach znajduje się 6,8 proc. elektrowni (22 GW).

Planowane zwiększanie mocy elektrowni węglowych na świecie (pod koniec 2013 r. projektowano kolejne 1300 GW) może w wielu regionach zamienić niedostatek wody w stan poważnej suszy i kryzysu, a także zwiększyć ryzyko konfliktów między użytkownikami. Konflikt na tle dostępności do wody mógłby wymusić na decydentach politycznych bardzo trudne decyzje dotyczące zrównoważenia dostępności wody dla produkcji żywności, energii, dostaw w dużych miastach, a także zaspokajania potrzeb środowiskowych — uważają autorzy raportu.

Polski przykład

W dokumencie zamieszczono przykłady z RPA, Indii, Turcji, Chin i Polski. Z węgla kamiennego i brunatnego pochodzi 85 proc. produkowanej u nas energii elektrycznej. Około 38 proc. polskich elektrowni węglowych ma ponad 40 lat — muszą zostać zmodernizowane, by spełniały wymagania UE. Elektrownie węglowe w Polsce pobierają wodę z dużych rzek albo ze sztucznych jezior.

Nad Wisłą znajdują się elektrownie Połaniec i Kozienice, a nad Odrą — Opole i Dolna Odra. Na Górnym Śląsku (Jaworzno, Rybnik, Łaziska, Łagisza i Siersza) oraz te zasilane węglem brunatnym (przylegające do kopalni odkrywkowych w różnych częściach kraju — Bełchatów, Turów, Pątnów — Adamów — Konin) wykorzystują wodę z mniejszych rzek. Według danych GUS z 2014 r., w Polsce dominuje pobór wody na cele produkcyjne (71 proc.), sieci wodociągowe (19 proc.) oraz nawodnienia w rolnictwie i leśnictwie, a także napełnianie stawów rybnych (10 proc.).

— Największe problemy z niedoborem wody spowodowanym przez odwadnianie kopalń mają mieszkańcy w zasięgu leja depresji. To obszar otaczający kopalnię, na którym obniżyły się wody podziemne. Przykładowo lej depresji wokół odkrywek KWB Bełchatów ma około 700 km. Na takich terenach obserwuje się zubożenie lub zanik zasobów wód podziemnych w ujęciach, zmniejszenie przepływów wód w ciekach, opadanie stanu wody w jeziorach, stawach i na obszarach podmokłych, aż do ich zaniku.

Zaobserwowano to krótko po rozpoczęciu odwadniania w obrębie leja depresji odkrywki Tomisławice, co jest przyczyną wniesienia pozwów o odszkodowanie przeciwko kopalni. Zanik płytko występujących wód podziemnych i przesuszenie strefy aeracji (od powierzchni terenu do zwierciadła wód podziemnych), w tym gleby, prowadzi do spadku plonów w rolnictwie, a w leśnictwie do wzrostu zagrożenia pożarowego — podkreśla Sylwester Kraśnicki.

O problemach energetyki z wodą mogliśmy przekonać się latem 2015 r. Polskę dotknęła fala suszy i wysokich temperatur. Po raz pierwszy od czasów PRL operator sieci przesyłowych ograniczył dostawy prądu do dużych odbiorców. — Perspektywy dla zasobów odnawialnych wód nie są dobre. Wzrost temperatury wynikający ze zmian klimatu skutkuje skracaniem okresu chłodnego (zima i roztopy), kiedy to zasoby wodne odnawiają się najintensywniej, zaś fale upałów latem zwiększają parowanie terenowe, podobnie jak i opady o charakterze ulew. W bilansie wodnym prowadzi to do zwiększenia parowania terenowego kosztem spływu powierzchniowego, śródpokrywowego oraz infiltracji wody do warstw wodonośnych. Z przybliżonych szacunków zmiany bilansu wodnego Polski wynika, że w okresie 110 lat należy się spodziewać zmniejszenia odnawialnych zasobów wodnych o 35–40 proc. — dodaje Sylwester Kraśnicki. Zabezpieczenie przed wyczerpywaniem zasobów wody to jedno z najtrudniejszych wyzwań, z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć w najbliższych 10 latach. Dla polskiej energetyki, a przede wszystkim rządu, to najwyższy czas, by przemyśleć, jak sektor ma wyglądać za kilkanaście lat. Wiadomo, że od razu nie zrezygnujemy z węgla. Warto jednak przyspieszyć budowanie innego miksu energetycznego. I nie obrażać się na OZE.

 

1. Wydobycie węgla

W celu wydobycia węgla odpompowuje się duże ilości wód podziemnych. Toksyczna zawiesina powstała przy płukaniu węgla przedostaje się do lokalnych zbiorników wodnych. Odprowadzenie kwaśnych wód z odpadów kopalnianych prowadzi do trwałego zanieczyszczenia wody, którego bardzo trudno się pozbyć.

2. Płukanie węgla

Do płukania węgla pobierana jest woda z coraz mniej zasobnych źródeł. Często wykorzystuje się do tego niebezpieczne środki chemiczne. Odprowadzane ścieki zanieczyszczają rzeki i mogą przeniknąć do wód gruntowych.

3. Chłodzenie elektrowni

Woda potrzebna jest do chłodzenia, napędzania turbiny parowej i do wypłukiwania odpadów paleniskowych i ich nawilżania. Elektrownia o mocy 500 MW z chłodzeniem w systemie otwartym potrzebuje basenu olimpijskiego wody co trzy minuty. Woda jest również potrzebna do usuwania zanieczyszczeń, m.in. rtęci, dwutlenku siarki i tlenków azotu. Mimo takiego oczyszczania spalanie węgla powoduje powstawanie kwaśnych deszczy.

4. Odpady paleniskowe

W wyniku spalania węgla powstają ogromne ilości toksycznych substancji, które są składowane w osadnikach i na hałdach. Te składowiska odpadów stanowią długotrwałe zagrożenie dla lokalnych społeczności i zasobów wody, ponieważ mogą przesiąkać z osadników, zalać teren lub infiltrować do wód podziemnych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Ekologia / Wielki skok branży energetycznej na wodę