Wielki sukces pomostówek

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-09-17 00:00

Reforma ograniczająca przywileje emerytalne przyniosła oczekiwany skutek. Aktywność zawodowa Polaków wreszcie rośnie.

Z początkiem 2009 r. rząd Donalda Tuska wprowadził jedną z najważniejszych reform gospodarczych w pierwszej kadencji — dokończył ciągnącą się od lat 90. kwestię tzw. emerytur pomostowych. Zmniejszył liczbę osób, którym przysługiwać ma wcześniejsza emerytura, z 1,3 mln do 240 tys. Zakończyć karierę po „pięćdziesiątce” mogli odtąd już tylko ci pracownicy, którym zdrowie nie pozwala na jej kontynuowanie, a nie wszyscy przynależący do uprzywilejowanej grupy zawodowej.

None
None

Według ówczesnych szacunków, miało to docelowo przynieść budżetowi państwa 10 mld zł oszczędności rocznie oraz — co jeszcze ważniejsze — podnieść aktywność zawodową Polaków i pomóc w ten sposób polskiej gospodarce. Prawie pięć lat po wejściu w życie reformy wszystko wskazuje na to, że przyniosła ona pokładane w niej nadzieje. Reformę „pomostówek” podsumował Narodowy Bank Polski (NBP). Jak policzył, na koniec 2008 r. stopa aktywności zawodowej wśród grup zawodowych objętych reformą (np. lekarzy, kolejarzy czy nauczycieli) wynosiła zaledwie 25 proc. (choć tylko część pracowników tych grup straciło uprawnienia).

To dramatycznie niski poziom. Aż trzy czwarte osób deklarujących przynależność do wspomnianych zawodów w praktyce nie pracowało (były na emeryturze, rencie, bezrobociu czy urlopie wychowawczym). Teraz sytuacja jest nieporównywalnie lepsza — wskaźnik aktywności zawodowej na koniec pierwszego kwartału 2013 r. sięgnął prawie 41 proc. To nadal mniej, niż średnio w całym społeczeństwie (47 proc.), ale postęp jest ogromny.

— Reforma emerytur pomostowych przynosi oczekiwany skutek. Stopa aktywności w zawodach objętych reformą wyraźnie w ostatnich latach wzrosła — mówi Paweł Strzelecki, ekonomista NBP.

Kiedy rząd wprowadzał reformę, związki zawodowe ostrzegały, że pozbawianie ludzi przywilejów emerytalnych wypchnie ich na bezrobocie. Natomiast część ekonomistów miała obawy, że reforma nie przyniesie skutku, bo pracownicy i tak będą uciekać z rynku pracy, np. na renty. Silny wzrost aktywności zawodowej wśród tych grup zawodowych sugeruje jednak, że żadne z tych obaw się nie sprawdziły.

— Życie ludzi objętych reformą po prostu biegnie dalej swoim torem. Osoby te, zamiast rezygnować z posiadanej pracy, zwyczajnie ją kontynuują. W ostatnich dwóch latach, co prawda, widać wzrost liczby osób bezrobotnych w wieku „50+”, ale wynika to z obecnego spowolnienia gospodarczego, a nie z tamtej reformy — przekonuje Paweł Strzelecki.

Skutki „pomostówek” powinny zachęcać polityków, do innych podobnych prób zwiększania aktywności zawodowej. — Nie ma co bać się tego rodzaju działań. Warto zachęcać ludzi, by pozostawali aktywni zawodowo — mówi Paweł Strzelecki. Podobnego zdania jest Agnieszka Chłoń-Domińczak, ekonomistka Szkoły Głównej Handlowej, była wiceminister pracy, współautorka reformy.

— Zmiany w emeryturach pomostowych przebiegają zgodnie z założeniami — coraz więcej osób pracuje, a społeczeństwo coraz mniej musi płacić za przywileje emerytalne. Właśnie tak miało to wyglądać — mówi ekonomistka.

Zapewnia, że choć trudno pokazać to na liczbach, zamiany w „pomostówkach” wspierają wzrost gospodarczy. — Potencjał, jakim jest kapitał ludzki, pracuje, a nie marnuje się na przedwczesnej emeryturze — tłumaczy Agnieszka Chłoń-Domińczak. Ekonomiści żałują jednak, że rząd nie poszedł za ciosem. Reforma z 2009 r. była ostatnią większą inicjatywą likwidowania przywilejów emerytalnych. Na wcześniejszą emeryturę nadal przechodzą np. policjanci, pracownicy służb specjalnych czy górnicy, niezależnie od stanu zdrowia. Zamiast tego, rząd zdecydował o podniesieniu i wyrównaniu wieku emerytalnego dla osób nieuprzywilejowanych.