Wielki walec inwestycji stopniowo się rozpędza

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2026-03-05 16:54

W największych europejskich krajach widać ożywienie w nakładach rozwojowych firm. Zwierzęce instynkty mają szanse się rozkręcić na dobre. Jeżeli nie przeszkodzi kryzys energetyczny.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- jakie dwa kluczowe czynniki napędzają obecne przyspieszenie inwestycji w Europie

- czy niższe stopy procentowe to jedyny powód, dla którego firmy chętniej inwestują

- które kraje Unii Europejskiej odnotowują najbardziej dynamiczny wzrost nakładów inwestycyjnych

- jakie zagrożenia mogą zakłócić obecny optymistyczny trend na rynku inwestycji

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W ostatnich tygodniach wszystkie kraje publikowały dane dotyczące wzrostu gospodarczego za ostatni kwartał minionego roku.

Rośnie skłonność do inwestowania

O koniunkturze pisałem wiele razy, ale chciałbym zwrócić uwagę na jeden interesujący aspekt: wyraźne przyspieszenie inwestycji po trzech latach spadków. To jest sygnał, że cykl naprawdę wchodzi w fazę ożywienia. Sprzyjają temu niższe stopy procentowe i zmiany technologiczne, czyli dwa komponenty, które w gospodarce budzą to, co często nazywa się zwierzęcymi instynktami. Tańsze finansowanie i przekonanie, że postęp da wysokie zwroty to mocny czynnik nakręcający skłonność do inwestowania.

Weźmy dwa największe kraje UE, czyli Niemcy i Francję. W pierwszym ogólne nakłady na środki trwałe wzrosły w czwartym kwartale o 1,3 proc., najbardziej od trzech lat. W drugim o 2,3 proc., czyli najmocniej od pięciu lat. W Hiszpanii wzrost inwestycji przekracza 7 proc., w Polsce 4 proc., w Czechach 3 proc. Wszędzie widoczny jest ten sam trend: w górę.

Co napędza wydatki

Skoro wszędzie cykl ma podobny kształt i obecny kierunek, to znaczy, że musi być wiedziony przez podobne czynniki. Sądzę, że dwa są najważniejsze.

Po pierwsze, spadek stóp procentowych. Cykl łagodzenia polityki pieniężnej trwał dwa lata i wreszcie zaczął przynosić skutki. Tańsze finansowanie to większa skłonność do ponoszenia nakładów na środki trwałe, co dotyczy szczególnie nieruchomości, choć ma też wpływ na finansowanie transportu, maszyn i urządzeń.

Po drugie, to zmiany technologiczne w dziedzinie cyfryzacji i energetyki. Rosną inwestycje w centra danych, oprogramowanie (które może być traktowane jako własność intelektualna, wliczająca się do nakładów inwestycyjnych), a jednocześnie w nowe źródła energii, magazyny, linie przesyłowe.

Te dwa komponenty – tańsze finansowanie i przeświadczenie o trwałej zmianie technologicznej - często w przeszłości powodowały duże cykle inwestycyjne. Nierzadko kończyły się też bańkami spekulacyjnymi, choć w nadmiernie wręcz ostrożnej Europie trudno o takie bańki dziś się obawiać. Prędzej w USA.

Czynniki budzące niepewność

Natomiast oczywiście nad tym krajobrazem zaczęły pojawiać się chmury. Wzrost cen energii sprawił, że zaczęły też rosnąć rynkowe stopy procentowe, czyli rentowności obligacji. W Niemczech rentowności papierów 10-letnicyh wzrosły w ciągu tygodnia o 0,2 pkt proc., we Francji o 0,25 pkt, w Polsce aż o 0,5 pkt. To samo w sobie nie jest jeszcze czynnikiem mogącym zaburzyć cykl, ale jeżeli dojdzie do tego niższy popyt konsumpcyjny i znacznie zwiększona niepewność, to walec inwestycyjny wjedzie na spory kamień.