Wieloletnie ramy finansowe UE mają pod górkę

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-04-28 18:06

Najważniejszy planowy punkt comiesięcznej sesji Parlamentu Europejskiego trwającej w Strasburgu to przyjęcie wstępnego sprawozdania na temat unijnych wieloletnich ram finansowych 2028-2034, które są dokumentem strategicznym rozpisywanym później na siedem budżetów rocznych.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Po odrzuceniu wielu poprawek finalne głosowanie 720-osobowego Parlamentu Europejskiego (PE) dało wynik 370:201 przy 84 głosach wstrzymujących się oraz 65 eurodeputowanych nieobecnych. Wystarczała większość zwykła — przyszłe wieloletnie plany finansowe (WRF) uzyskały pewne poparcie ponad połowy składu PE, ale przeszły bez entuzjazmu.

Entuzjastyczny natomiast był odbiór w Strasburgu wieści, która dotarła tuż po wtorkowym bloku głosowań. W pakietowej wymianie więźniów pięciu za pięciu satrapa Aleksander Łukaszenko wreszcie uwolnił przetrzymywanego w kolonii karnej Andrzeja Poczobuta. Niezłomny polsko-białoruski dziennikarz i działacz wolnościowy kilka miesięcy temu został laureatem corocznej Nagrody im. Andrieja Sacharowa za Wolność Myśli (wspólnie z także więzioną dziennikarką gruzińską Mzią Amaglobeli) przyznawanej przez PE. 16 grudnia 2025 r. w Strasburgu laureata reprezentowała córka Jana. Teraz Roberta Metsola, przewodnicząca PE, uznała uwolnienie Andrzeja Poczobuta za „wspaniałą wiadomość” i oczywiście zaprosi laureata do PE być może już w maju bez czekania do grudnia.

Wracając zaś do WRF — uchwalone stanowisko PE otwiera twarde negocjacje z rządami państw członkowskich. Przepychanki finansowe potrwają przypuszczalnie jeszcze ponad półtora roku. Rozgrywka o pieniądze między Komisją Europejską (KE), PE oraz 27 państwami zakończy się dopiero na decyzyjnym szczycie Rady Europejskiej. Może na ostatnim kalendarzowo możliwym, czyli dopiero w grudniu 2027 r., albowiem WRF muszą wejść w życie od 1 stycznia 2028 r. Właśnie tak przebiegło sfinalizowanie obecnych WRF 2021-2027, które zostały kompromisowo zatwierdzone na dramatycznym szczycie RE dopiero 10-11 grudnia 2020 r. Komplet aktów prawnych ukazał się w Dzienniku Urzędowym UE dopiero 22 grudnia, czyli tuż przed zamknięciem się instytucji unijnych na przerwę świąteczno-noworoczną. Obecnie nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, że kolejny fundamentalny dokument UE zostanie w 2027 r. uzgodniony wcześniej, czyli choćby jesienią.

Według stanowiska PE unijną siedmiolatkę budżetową 2028-2034 należy ustalić na poziomie 1,27 proc. zsumowanego dochodu narodowego brutto (DNB). Poza tym obsługa zadłużenia instrumentu odbudowy NextGenerationEU (0,11 proc. DNB) powinna zostać umieszczona poza pułapami budżetowymi. Eurodeputowani widzieliby WRF w wysokości 1,78 bln EUR (ceny stałe z 2025 r.) lub 2,01 bln EUR (ceny bieżące). To wzrost mniej więcej o 10 proc. w stosunku do wyjściowego projektu KE z lipca 2025 r. Tamta wersja w ocenie PE oznaczałaby de facto zamrożenie inwestycji, a jednocześnie wymagałaby spłaty długu zaciągniętego na NextGenerationEU. Zwiększenie wydatków miałoby równomiernie zasilić trzy budżetowe działy odpowiadające priorytetom UE (z wyłączeniem administracji i agencji) oraz złagodziłoby presję inflacyjną.

Mniejszość PE głosująca przeciwko stanowisku uznaje, że projekt KE nie stanowi realnej strategii. Jest to raczej zbiór niespójnych postulatów prowadzących do zwiększania wydatków bez jasno określonych priorytetów, reform i oszczędności oraz do dalszej fiskalizacji i centralizacji kosztem państw członkowskich. Za mało jest o oszczędnościach, mimo że sytuacja gospodarcza Unii Europejskiej wymaga większej dyscypliny finansowej. Dosyć ryzykowne jest wprowadzanie tzw. nowych zasobów własnych UE, które prowadzą do dalszego zwiększania obciążeń obywateli państw członkowskich.

Polaryzacja opinii wskazuje, że debata budżetowa między instytucjami UE przez najbliższe półtora roku nie będzie fikcją. Wieloletnie ramy finansowe to długofalowy plan wydatków unijnych. Kiedyś miały status jedynie porozumienia międzyinstytucjonalnego, a od traktatu reformatorskiego z Lizbony z 2007 r. to rozporządzenie, które musi zostać zatwierdzone na szczycie szefów państw i rządów jednomyślnie. Swoją drogą, ciekawe, kto w końcówce 2027 r. na decyzyjnym szczycie Rady Europejskiej zajmie po wyborach polski fotel…