Wiemy, że nie wiemy

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-12-05 00:00

Wobec niepowodzenia dyskusji ministerialnych, batalia o perspektywę finansową Unii Europejskiej na lata 2007-13 przeniosła się na poziom szefów rządów. Wreszcie, albowiem Rada Europejska — która jest jedynym realnym decydentem — spotyka się w Brukseli 15-16 grudnia.

Brytyjski premier Tony Blair przypomniał sobie o sprawowaniu unijnej prezydencji i spotkał się osobiście z szefami rządów nowych członków UE — najpierw z państwami bałtyckimi, a potem z Grupą Wyszehradzką (Polska, Czechy, Słowacja i Węgry). Niestety, spotkanie w Budapeszcie potwierdziło, iż o jednolitym stanowisku naszej czwórki nie ma mowy. To żadna nowość — tak samo podzielona wystąpiła ona na pamiętnym szczycie w Kopenhadze trzy lata temu. Tym razem najbardziej indywidualnie gra o swe interesy Słowacja, premier Dzurinda wręcz odciął się od wspólnego listu nowych państw członkowskich UE.

Od czerwca nic się nie zmieniło i klucz do budżetowego porozumienia nadal leży w rabacie brytyjskim. Tony Blair ledwie zasygnalizował hipotetyczną możliwość wyłączenia z jego podstawy funduszy strukturalnych dla nowych państw członkowskich Byłby to tylko gest, ale logiczny, albowiem ideą ulgi wywalczonej 21 lat temu przez Margaret Thatcher — wynoszącej obecnie ponad 5 mld EUR rocznie — była i pozostaje brytyjska niezgoda na rozdmuchaną politykę rolną.

Również wątek budżetowy był treścią wizyt dwóch premierów w Warszawie. Szef rządu fińskiego Matti Vanhanen dostrzega jedynie „światełko w tunelu”, kanclerz Angela Merkel liczy zaś na „sprawiedliwy budżet” — cokolwiek by to znaczyło. Od nowej szefowej rządu RFN konkretów się nie doczekaliśmy, bo trudno uznać za takowy wirtualną propozycję, aby Polska dołączyła się do bałtyckiego gazociągu z Rosji do Niemiec i zbudowała jego podmorską odnogę do siebie.

Rozpoczyna się ważny budżetowy tydzień — bo to i konkretna propozycja brytyjska, i pierwsze czytanie ustawy na rok 2006 w Sejmie. Jednym z filarów budżetów PiS ma być zwiększenie absorpcji środków unijnych. Bardzo słusznie, tyle że na razie nie wiadomo, kiedy i ile owych środków Polska się doczeka.