Wierzymy, wiemy - i możemy!

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-12-27 00:00

Dla wielotysięcznych tłumów, zbierających się na kijowskim Majdanie Niezależnosti w poczuciu pomarańczowego triumfu, realizacja wyborczego programu Wiktora Juszczenki „wierzymy, wiemy, możemy” nie stanowi żadnego problemu. To chwytliwe hasło jest oczywiście wzorowane na klasycznym zwrocie Juliusza Cezara „veni, vidi, vici” („przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem”). Jednak zarówno w starożytnym Rzymie, jak i w nowożytnej Ukrainie na zdecydowanie najtrudniejszy do wykonania wygląda człon trzeci.

Kiedy opadają chwile narodowych uniesień, wraca twarda rzeczywistość — zwłaszcza ekonomiczna — a symbole rewolucji powoli odchodzą do muzeów. Tak było kiedyś z goździkami w Portugalii, hasłami pisanymi solidarycą w Polsce, niedawno z różami w Gruzji — i tak samo będzie z pomarańczami na Ukrainie. Nowa ekipa rządząca w Kijowie musi pamiętać, iż narodowe barwy pozostają niebiesko-żółte, a w powyborczej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera pierwsza z nich. Przecież cała „niebieska” część Ukrainy, należąca duchowo do Wiktora Janukowycza, nigdy nie pogodzi się ze zwycięstwem Wiktora Juszczenki! Secesja czy przyłączenie się Donbasu do Rosji raczej nie grozi, ale federalizacja Ukrainy może okazać się nieunikniona.

Jest oczywiste, że po zaprzysiężeniu — do którego droga nie jest taka prosta, za to usiana licznymi pułapkami — prezydent Juszczenko pierwszą podróż zagraniczną odbędzie do Moskwy. Drugie honorowe miejsce należy się rzecz jasna Warszawie, a dopiero w dalszej kolejności Brukseli. Jednak tak naprawdę najważniejsze będą, jak najlepiej przygotowane merytorycznie, jego podróże na wschód — na przykład do ponurego Janakijewa, 300-tysięcznego górniczo-hutniczego miasta monstrum, stanowiącego matecznik Wiktora Janukowycza. To właśnie takie Janakijewy stanowią energetyczną podstawę bytu całego państwa...