WIG20 ma spory potencjał spadkowy

opublikowano: 30-10-2018, 22:00

Spadek do 2000-2030 pkt. jest prawdopodobny. Ale może być jeszcze gorzej. Na horyzoncie majaczy 1750-1850 pkt.

Ponad 14 proc. stracił od początku 2018 r. indeks największych spółek z warszawskiej giełdy. Trend spadkowy zepchnął go w czerwcu nawet poniżej 2100 pkt. Potem nastroje się poprawiły. Pod koniec sierpnia zbliżał się do 2400 pkt. Od końca wakacji znów jednak spada. W piątek 26 października WIG20 zszedł nawet poniżej czerwcowego minimum — na zamknięciu wyniósł 2082,77 pkt. W poniedziałek i wtorek to wychodził ponad 2100 pkt., to wracał poniżej tego poziomu. Dopiero w końcówce dnia poszedł nieco wyraźniej do góry — osiągając 2122,73 pkt.

— Jesteśmy w bardzo ważnym punkcie. Jeżeli WIG20 ma pozostać w trendzie bocznym, to jak najszybciej musi wrócić powyżej 2100 pkt. Im dłużej utrzymuje się taka sytuacja jak w poniedziałek i wtorek, tym większa jest szansa, że indeks spadnie jeszcze niżej po tym, jak po jakiejś negatywnej informacji kupujący jeszcze bardziej się wycofają lub sprzedający nasilą podaż — komentuje Łukasz Wardyn, dyrektor na Europę Wschodnią w CMC Markets.

Jego zdaniem, na zachowanie indeksu nie ma przy tym wpływu tzw. długi weekend 1-4 listopada 2018 r.

— Sytuacja jest na tyle zaawansowana, że lokalne kwestie się nie liczą. Kluczem jest sytuacja na rynkach międzynarodowych — mówi Łukasz Wardyn.

Raczej niżej, pytanie ile

Menedżer CMC Markets uważa że WIG20 łatwo może spaść do 2000 pkt.

— Może do tego dojść nawet w ciągu jednej sesji. Ale nawet jeśli spadnie do tego poziomu, to wcale tak wiele się nie zmieni. Pozostaniemy w wieloletnim trendzie horyzontalnym — mówi Łukasz Wardyn.

Ekspert widzi przy tym możliwość spadku indeksu blue chipów nawet do 1750 pkt.

— Gdyby 2100 pkt. zostało utrzymane, nawet jeśli nie będzie zdecydowanego wzrostu popytu, indeks może wrócić do środka przedziału 2100-2400 pkt. — prognozuje menedżer CMC Markets.

Po wtorkowej sesji uważa, że tak samo prawdopodobne są spadki, jak też wzrosty. Nie jest jedynym, który obawia się pogłębienia spadków.

— Źle się stało, że w ostatni piątek zostało przełamane czerwcowe minimum. Do tego momentu była szansa, że ostatni spadek jest tylko korektą ruchu wzrostowego zapoczątkowanego pod koniec czerwca. Po piątku perspektywy istotnie się pozmieniały. Obecnie spodziewałbym się spadku indeksu do 2030 pkt., czyli już w miarę niewielkiego. W mniej optymistycznym wariancie WIG20 może jednak spaść do 1840 pkt. — komentuje Tomasz Jerzyk z Santander Bank Polska.

Jego zdaniem, dopiero 2140 pkt. mogłoby wskazywać na poprawę sytuacji.

— Spodziewam się, że zostanie utrzymane negatywne nastawienie inwestorów do naszego rynku i WIG20 zejdzie na niższe poziomy — do 2020 pkt. Wtedy spodziewałbym się odreagowania, będącego konsekwencją poprawy nastrojów za oceanem. Ale to odbicie nie będzie na tyle duże, byśmy zobaczyli hossę. Będzie raczej zjawiskiem sezonowym, typu rajd świętego Mikołaja czy efekt stycznia. W dłuższym terminie perspektywy nie przedstawiają się korzystnie, gdyż mocny dolar ciąży rynkom wschodzącym. WIG20 może zejść nawet do 1800 pkt. — wtóruje mu Krzysztof Wańczyk z ING Banku Śląskiego.

WIG też wygląda słabo

Michał Pietrzyca z DM Banku Ochrony Środowiska nie chce prognozować wartości punktowej indeksu blue chipów. Zwraca uwagę, że część inwestorów ma podejście day tradingowe, a część bardziej długofalowe. W tym kontekście ważniejszy jest kierunek ruchu niż punktowy odczyt indeksu.

— Dopiero po fakcie możemy się zastanawiać, czy jakiś poziom jest istotny czy nie — podkreśla Michał Pietrzyca.

Zwraca uwagę, że z technicznego punktu widzenia ważny punkt oporu dla indeksu WIG20 wynosi obecnie 2125 pkt. Notowania są niżej, ale niewiele.

— Jeżeli indeks wróciłby powyżej 2125-2135 pkt., to zaczęłaby się powolna poprawa. Notowania trochę poniżej to zwykła zmienność i oczekiwanie na konkretny impuls. Przebicie dołka z czerwca odbyło się na nieco mniejszym narastającym wolumenie tygodniowym niż jego ustanowienie, po którym nastąpiła wyraźny ruch wzrostowy. Ta mniejsza aktywność inwestorów stawia znak zapytania przy wiarygodności ostatniego wybicia spadkowego — uważa Michał Pietrzyca.

Tomasz Jerzyk twierdzi jednak, że nie można bagatelizować przebicia czerwcowego dołka tylko ze względu na względnie niewielkie obroty, jakie temu towarzyszyły.

— Sesje o naprawdę wysokich obrotach zdarzają się w dniach wygasania kontraktów terminowych. Wszelkie inne ruchy cenowe — niezależnie czy wzrostowe czy spadkowe — odbywają się przy względnie niskich obrotach. Gdyby czerwcowy dołek indeksu WIG20 miał nie być przebity, to by do tego po prostu nie doszło, niezależnie od obrotów. Ale ważniejszy jest fakt, że czerwcowe minimum przebił indeks szerokiego rynku WIG, który jest korygowany o wypłacane przez spółki dywidendy. Na tym indeksie ruch jest nawet bardziej wyraźny. Można powiedzieć, że WIG20 przebił czerwcowy dołek na fixingu, trochę na siłę, ale skala odreagowania na ostatnich sesjach jest zbyt słaba, by można mówić o pułapce, czy tzw. strząśnięciu słabych rąk. Aktualnie większe prawdopodobieństwo przypisuję mniej optymistycznemu scenariuszowi, w którym spadki będą kontynuowane przez najbliższe tygodnie — tłumaczy Tomasz Jerzyk. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / WIG20 ma spory potencjał spadkowy