Miniony tydzień uszczuplił portfele większości giełdowych graczy. Jednak dzięki silnie wzrostowej piątkowej sesji przecena nie była dotkliwa. Indeks blue chipów stracił 1,07 proc., a szeroki rynek — 1,2 proc. To lepiej niż w przypadku parkietów zachodnioeuropejskich i amerykańskich, które w większości zakończyły tydzień mniej więcej na dwuprocentowym minusie. Jedynie brytyjski FTSE100 może pochwalić się finiszem w okolicy zera.
W pierwszej połowie tygodnia spekulanci znów dali o sobie znać na rynku surowcowym, co nie pomagało rynkom akcji. W czwartek mogli świętować nawet całkiem spory sukces, bo kurs ropy przebił psychologiczną i techniczną barierę 120-121 USD za baryłkę. Jakby tego było mało, we wtorek nastroje graczy dokumentnie zepsuł Kenneth Rogoff, były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Monetarnego, obecnie profesor na Harvardzie. Jego zdaniem, najgorsze fazy kryzysu światowego mamy przed sobą, a wkrótce obejrzymy upadek jednego z największych banków w USA. To wystarczyło, by wlać dużo niepewności w serca inwestorów i podciąć skrzydła optymistom. Rogoff nie podał nazwy zagrożonej instytucji, co wywołało zamieszanie wśród amerykańskich banków i spadek kursów.
W piątek zieleń wróciła na parkiety, choć na GPW obroty były mizerne. To wynik informacji o planowanych fuzjach wśród dużych instytucji. Korea Development Bank ogłosił, że zastanawia się nad przejęciem amerykańskiego Lehman Brothers, hiszpański AC&C może przejąć Hochtiefa (największą firmę budowlaną w Niemczech), a Aon — największy ubezpieczyciel na świecie — zaoferował 1,6 mld USD za brytyjskiego Benfielda. Kursy przyszłych obiektów przejęcia rosły w dwucyfrowym tempie, budząc nadzieje giełdowych graczy. Popyt zaatakował także nad Wisłą.
Interesującym zjawiskiem zeszłego tygodnia było podciąganie w środę i czwartek kursu WIG20 przez arbitrażystów rynku kasowego i terminowego. W trakcie tych sesji indeksy były na minusach, ale duże zlecenia koszykowe na finiszu wyciągały wskaźniki na zero. Wydawało się, że WIG20 tydzień zakończy bliżej 2500 pkt, a nie 2600 pkt. Tymczasem, dzięki silnym wzrostom na całym świecie, prawie udało się pokonać tę wyższą poprzeczkę.