Indeks w pięknym stylu przeskoczył psychologiczną barierę, ale zabrakło sił, by jednym ruchem pokonać ważniejsze 1920 pkt
Warszawski indeks blue chipów należał wczoraj do światowej czołówki. Skoczył aż o 6,35 proc., do 1916,76 pkt i pociągnął za sobą szeroki rynek (WIG wzrósł o 5 proc., do 30 781,55 pkt). Wzrosty większości zagranicznych parkietów w czasie finiszu krajowej sesji, w tym w Londynie czy Nowym Jorku, nie przekraczały 3 proc. Jedynie główne indeksy w Chorwacji i w Czechach wzrósł o nieco ponad 6 proc., a rosyjski Micex — o 6,7 proc. RTS skoczył o ponad 7,3 proc., ale do tego wyniku dołożył się słabnący dolar (indeks liczony jest w USD).
WIG20 zmagał się z barierą 1900 pkt od miesiąca. Śmiały atak 4 maja zakończył się fiaskiem, co nieco podcięło skrzydła giełdowym bykom. Brak zdecydowania rynkowej podaży sprawił jednak, że WIG20 dryfował między 1800 a 1900 pkt, a WIG — między 29 a 30 tys. pkt. Przełom nastąpił wczoraj, kiedy po południu wraz z rosnącymi obrotami WIG20 systematycznie rósł i w pięknym stylu pokonał górną barierę kanału, w którym wcześniej dryfował. To dobrze świadczy o sile popytu, choć w piątek WIG20 zakończył dzień ledwo ponad 1800 pkt. Fixing na zamknięciu wczorajszej sesji nie pozostawił jednak złudzeń, kto rządzi na rynku. WIG20 skoczył ostatecznie do 1916,75 pkt. To już zdecydowanie ponad 50 proc. więcej niż dzienne minimum z 17 lutego.
W Dniu Dziecka posiadacze długich pozycji rynkowych dostali duży prezent, ale od wczorajszych zdobyczy giełdowych byków ważniejsze jest 1920 pkt na WIG20. Dopiero przełamanie styczniowego maksimum da z technicznego punktu widzenia zielone światło dla kolejnej fali wzrostowej na GPW. Wtedy bardzo realne stałyby się scenariusze kreślone przez niektórych analityków i zarządzających, którzy spodziewają się szybkiego dojścia WIG20 nawet do 2200 pkt. To wartość sprzed wielkiej wyprzedaży z jesieni 2008 r. Skoro ceny wielu surowców cofnęły się właśnie do października, listopada 2008 r., to dlaczego giełdy miałyby zostać w tyle? Tak może myśleć większość inwestorów, którzy zachęceni pojedynczymi danymi o możliwym ożywieniu gospodarek w niektórych krajach wierzą w nadchodzący kres spowolnienia światowej gospodarki. Wyraźnie spadła awersja do ryzyka na całym świecie, co osłabiło dolara i papiery skarbowe, a wzmocniło bardziej ryzykowne aktywa, na czele z akcjami (patrz obok). Na tej zmianie zyskał nasz region, a dość udany pierwszy kwartał naszej gospodarki zwrócił uwagę inwestorów, szczególnie na GPW.
Maj był ogólnie na GPW najnudniejszym miesiącem bessy, w którym zmienność była tak niska, jak w czasie wakacji z ubiegłego roku. Czerwiec zapowiada się zupełnie inaczej. Choć nie ma jeszcze podstaw do odwołania bessy i zawirowań w realnej gospodarce, to mocny start giełdowych notowań powinien dać dużo do myślenia rynkowym sceptykom. Wprawdzie ogólne obroty nie były wczoraj szczególnie wysokie (1,2 mld zł), ale warto zwrócić uwagę na duży i niezaspokojony na finiszu sesji popyt na kontrakty terminowe. Widać, że duzi gracze zajmują długie pozycje, co zdecydowanie powinno pomóc w dalszych wzrostach. Jedno jest pewne: bez względu na to, w którą stronę finalnie podąży rynek, będzie ciekawie.
Otwarcie czerwca na wielu rynkach było bardzo mocne. Od wielu miesięcy surowce i akcje nie były tak drogie, a dolar tak tani.
Silne wzrosty na giełdach wyniosły już przed południem indeks MSCI World najwyżej od listopada 2008 r. Ceny ropy czy miedzi osiągnęły wczoraj nowe maksima. Tymczasem już majowe odbicie indeksu Journal of Commerce (grupuje 18 przemysłowych surowców) o 9,5 proc. było największym skokiem w jego 24-letniej historii. Konstrukcja tego wskaźnika zapewniała do tej pory bezbłędne wyprzedzanie trendów w realnej gospodarce. Tymczasem ożywienie widać już w Azji (Chiny, Indie, Korea Płd.), a tamtejszy optymizm pcha w dół wartość dolara i innych nisko oprocentowanych walut. Wyraźnie zyskuje złoty, choć w jego przypadku w dużym stopniu jest to wynik osłabienia pod koniec maja (m.in. rozliczanie opcji walutowych na płytkim rynku). Giełda też poszła ostro w górę.
Restart, złoty odżywa
Do funduszy hedgingowych rynku surowcowego w tydzień (licząc od 20 do 27 maja) trafiło 300 mln USD — wynika z najnowszego raportu firmy EPFR Global, która monitoruje przepływy kapitału. Fundusze zebrały już od początku roku 5,2 mld USD świeżej gotówki i najmocniej od 10 miesięcy obstawiają wzrost cen surowców. Eksperci twierdzą, że pieniądze wracają na rynek surowcowy ze wszystkich kierunków, bo inwestorzy wierzą w odbicie gospodarek i zagrożenie inflacją.
— Globalna przemysłowa machina znów startuje. To oznacza, że surowce przemysłowe będą wciąż drożały. Widzę bardzo jasne sygnały, że popyt na nie rośnie — powiedział agencji Bloomberg Lakshman Achuthan, nowojorski ekonomista, który przewidział w 2008 r., że świat wejdzie w największą recesję od przynajmniej 1981 r.
Nawet gdy okaże się, że oczekiwania odbicia popytu w globalnej gospodarce były na wyrost, to i tak surowce będą trzymały cenę. W ostatnich miesiącach zapasy zostały mocno odchudzone. Choć OPEC nie obciął w ubiegłym tygodniu limitów wydobycia ropy, wczoraj za baryłkę płacono już blisko 70 USD za (50 proc. więcej niż w sylwestra). Za miedź w Londynie z dostawą za trzy miesiące ponad 5 tys. USD (skok o ponad 60 proc.). To najwyższe notowania od listopada 2008 r.
Krajowym odbiorcom surowców na pocieszenie pozostaje mocniejszy złoty, który wczoraj należał do najszybciej zyskujących walut świata. W okolicach fixingu NBP (godz. 11) średni kurs euro spadł wobec piątkowego zamknięcia o 8 gr, do 4,43 zł, frank szwajcarski — o 6 gr, do 2,93 zł, a dolar — o blisko 8 gr, do 3,11 zł.
— Złoty odreagował słabszy koniec miesiąca, inwestorom poprawiły się nastroje, co widać też na giełdach. Nastawienie inwestorów do złotego mogły poprawić też dane o polskim PKB w I kw. Jesteśmy bowiem jednym z nielicznych krajów, gdzie gospodarka jeszcze rośnie — wymienia Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
Jego zdaniem, trudno prognozować wartość złotego i indeksów GPW w przyszłych tygodniach.
— Spodziewam się na rynkach znacznej zmienności. Na naszą walutę i giełdę mocno wpływa to, co dzieje się w strefie euro i USA. Stamtąd w najbliższych miesiącach będą nadchodzić mieszane dane. Podstawy do określenia wyraźnego trendu są słabe — mówi Marcin Mróz.
Dolar w niełasce
Do scenariusza dyskontowania przez rynki ożywienia w gospodarce nie pasuje zachowanie się cen złota i srebra, które nie spadają. Kluczem do rozwiązania tej zagadki, oprócz obaw związanych z inflacją, jest zachowanie się dolara. Amerykańska waluta wyraźnie traci na wartości od połowy kwietnia, ostatnio coraz mocniej (kurs EUR/USD przebił wczoraj 1,4 i jest najwyżej w tym roku). Realne ceny wyrażone w USD nie rosną więc tak szybko jak nominalne. Jedną z przyczyn jest deficyt tegorocznego budżetu, który ma być cztery razy wyższy niż zeszłoroczny i prawdopodobnie przekroczy 1,8 bln USD (połowa wydatków rządowych). Ruch na rynku walutowym jest jednak zbyt dynamiczny, by chodziło jedynie o pogarszającą się jakość długu skarbowego w USA.
— Optymizm jest mocny. Tak długo, jak giełdowe indeksy będą się pięły w górę, tak długo dolar będzie słabł. Zyskiwać będą wyżej oprocentowane waluty [np. dolar australijski czy złoty — red.] — uważa Masafumi Yamamoto, szef strategii walutowych Royal Bank of Scotland w Tokio.
Michał Marczak
szef działu analiz DI BRE
W piątek na spadku WIG20 zaważyła wyprzedaż akcji krajowych banków przez graczy zagranicznych, którzy podążyli za zmniejszoną wagą naszych instytucji w indeksie MSCI. To mogło być powodem rozczarowania. Wczoraj jednak ta podaż cofnęła się. Indeksy znalazły grunt do skoku. Wszystkie kluczowe rynki akcji bowiem rosły. Choć brakowało wczoraj na GPW spektakularnych obrotów, to skala wzrostów była bardzo duża.
Jest bardzo duża szansa, by warszawska giełda kontynuowała wzrosty. Na razie sprawdza się więc nasza strategia, która zakładała odbicie indeksów od wiosny. Do kolejnej fali wzrostowej brakowało nam tylko emocjonalnej zwyżki. Teraz ją zobaczyliśmy. Droga WIG20 do 2100-2200 punktów staje się coraz bardziej realna. To już nie jest kwestia kolejnych miesięcy, ale dwóch tygodni.
Marek Świętoń
wiceprezes Ipopema TFI
Najbliższe 2-3 dni zdecydują czy WIG20 zdoła trwale poradzić sobie z 1900 pkt. Jeśli tak się stanie, to nasza giełda stoi przed dużą szansą jeszcze jednego bardzo mocnego wybicia. Sadzę, że WIG20 może skoczyć co najmniej do 2000 pkt. Później jednak spodziewam się dość mocnej korekty spadkowej.
Skala już obserwowanych wzrostów może trochę dziwić. Warto się zastanowić, czy w tej chwili rynek uwzględnia już koniec recesji, czy tylko wyhamowanie spadków w gospodarce. Sądząc po wzrostach, mamy do czynienia z dyskontowaniem końca recesji. Tu jednak byłbym ostrożny, bo nie wiem, czy jest to przesądzone.
Sebastian Sejko
szef maklerów Unicredit CA IB
Wczorajszy silny wzrost indeksów na GPW nie był przypadkowy. Bardzo ważny dla rynku okazał się wzrost cen surowców poparty dobrymi danymi o stanie chińskiego przemysłu. Nie bez znaczenia była też mała aktywność strony podażowej na naszym parkiecie.
Po wczorajszej sesji rynek wygląda bardzo ciekawie. Jednak dużo będzie zależało od tego, jak giełda zachowa się na dzisiejszej sesji. Jestem optymistą. Po pokonaniu 1900 pkt, kolejna sesja powinna przynieść kontynuację wzrostów. Dobrze dla dalszej koniunktury byłoby, by wtorkowy wzrost poparty był wysokimi obrotami. To otworzyłoby drogą do dalszych wzrostów, które mogą być spokojnie budowane. Klimat wydaje się dobry, bo analiza techniczna widzi poważny opór dla WIG20 dopiero przy 2500 pkt.