- Rośniemy ponad 5 proc. To nie jest mało. W ostatnich dniach spadki na warszawskiej giełdzie nie były tak głębokie, jak w Turcji, czy w Hong Kongu – tłumaczy Grzegorz Mielcarek, prezes Investors TFI.
Główny indeks na Wyspach Brytyjskich stracił od poniedziałku do czwartku 9,9 proc. Nasza giełda w tym czasie osunęła się o 6,9 proc.
Zła passa została przełamana, a optymizm powrócił z wielką siłą. Jednak radość może być krótka.
- To co teraz widzimy na światowych parkietach to nie jest zmiana trendu. Początkowi hossy towarzyszy powolne akumulowanie akcji. Na rynkach dominują zakupy w szaleńczym tempie. Głównie za sprawą zakazania krótkiej sprzedaży na Wall Street. Indeksy za oceanem są już 10 proc. od dołka. To typowo korekcyjna euforia – komentuje Grzegorz Mielcarek.
Przyupomina, że problemy sektora finansowego nie zostały rozwiązane.
- Ciężar kryzysu spadł na barki amerykańskiego podatnika. Już nawet niektóre
fundusze pieniężne mają kłopoty. Gospodarka za oceanem także nie miewa się
lepiej. Gdy szaleństwo minie, dalej będziemy szukać dna – straszy Grzegorz
Mielcarek.