WIG20 wyrwał się z czeluści piekieł

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 22-01-2009, 00:00

Środa była kolejną z rzędu sesją próby sił. Tym razem — co było ostatnio rzadkością — górą były byki. Z pewnością pomogły wzrosty na otwarciu nowojorskiej giełdy. Tego należało się jednak spodziewać po mocnych spadkach dzień wcześniej.

Strach na globalnym rynku jest tak duży, że nie zadziałał nawet efekt Obamy. Zamiast wyczekiwanej poprawy nastrojów po zaprzysiężeniu nowego prezydenta USA na giełdach nadal rządzą emocje. Jednym z najjaskrawszych tego przykładów jest nasz rodzimy parkiet, na którym indeksy w szybkim tempie schodzą w dół, by później podejmować próby odrabiania strat.

Tak też było wczoraj. Już na początku sesji WIG20 bez najmniejszych oporów spadł poniżej 1600 pkt. W drugiej części dnia rozpoczęło się odrabianie strat i ostatecznie udało się wyjść na plus. Martwi to, że znowu na cenzurowanym znalazły się banki. Tym razem sygnał do wyprzedaży wysłał BRE Bank, który poinformował o spodziewanym niskim poziomie wyniku brutto z IV kwartału. Miał być to skutek ponadprzeciętnych rezerw na należności kredytowe oraz transakcje związane z opcjami walutowymi. W rezultacie kurs BRE Banku stracił ponad 8 proc. Po tej informacji w odstawkę poszły inne banki. Akcje Handlowego traciły przez moment nawet 17 proc., a Kredyt Banku — ponad 10 proc. Przecena dopadła także styczniowych liderów wzrostu — Immoeast, Petrolinvest oraz Asseco Business Solutions. Nie zawiodły za to najpłynniejsze blue chipy. Zarobić dały Pekao, PKO BP, TP oraz Orlen.

W najbliższym czasie ciężko będzie o optymizm. Raz po raz sygnały ostrzegawcze puszczają kolejne instytucje finansowe, strasząc coraz groźniejszym kryzysem. Ostatnio pojawiły się prognozy Banku Światowego, że w 2009 roku inwestycje bezpośrednie na rynkach wschodzących mogą spaść o 30 proc. Niepomyślne wiadomości płynęły także z Niemiec. Największa gospodarka w Europie może w 2009 r. skurczyć się o 2,25 proc. To szacunki resortu gospodarki Niemiec. Tak znaczące spowolnienie odbiłoby się na naszych przedsiębiorcach, dla których zachodni sąsiedzi są najważniejszym partnerem handlowym.

Pojawiają się też i optymistyczne sygnały, ale jest ich niewiele. Mało tego. Inwestorzy nie biorą ich zbyt poważnie. Chodzi m.in. o premiera Waldemara Pawlaka, który uznał, że dużo bardziej prawdopodobna jest realizacja prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski w 2009 r. przedstawiona przez Komisję Europejską (zakłada wzrost PKB o 2 proc.), niż ta podana przez JP Morgan (0 proc.).

Maciej

Zbiejcik

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu