Winiety: trudne negocjacje

Magda Kozmana
opublikowano: 2002-09-26 00:00

Najsłabszym punktem ustawy wprowadzającej opłaty winietowe jest system rozliczeń z obecnymi koncesjonariuszami autostrad.

Rząd chce uprościć procedury związane z budową autostrad. Ustawa o winietach idzie na rękę koncesjonariuszom w kwestii przyznawania zezwoleń, wykupu gruntów, ochrony środowiska. Ale nie tylko.

Koncesjonariusz zarabiałby na autostradzie nie poprzez ściąganie opłat od kierowców, ale dzięki winietom. Pieniądze przekazywałby Zarząd Dróg Krajowych (ZDK). Kwota byłaby określona w umowie koncesyjnej. Co z dotychczasowymi koncesjonariuszami, którzy przecież podpisali umowy na innych zasadach?

— To najsłabszy punkt ustawy. Negocjacje mogą się przeciągać i na istniejących autostradach okres przejściowy może trwać cztery lata — mówi Andrzej Piłat, wiceminister infrastruktury.

Ostatecznością byłoby wypowiedzenie koncesji, co jednak również może potrwać.

Obecni koncesjonariusze są na uprzywilejowanej pozycji. Mają dostawać pieniądze od ZDK na podstawie biznesplanu. Według tych założeń, opłata za dwa oddane do użytku kawałki autostrad (217 km) pochłaniałaby z winiet w 2005 r. aż 289 mln zł.

— Nie wiadomo, jakie sumy wpiszą sobie obecni koncesjonariusze, którzy jeszcze nie oddali dróg do użytku — zauważa Tadeusz Jarmuziewicz, poseł PO.

Kwoty te będą renegocjowane. Jeżeli strony nie osiągną porozumienia, na części autostrad pozostaną bramki, i mimo winiet kierowcy będą musieli uiścić dodatkowe sumy.

Nie dość, że rząd nie może oszacować rocznych przychodów z winiet (od 800 mln do 1,4 mld zł), to nie jest w stanie zapewnić, czy będzie płacony od nich VAT. Trwa spór między resortami finansów i infrastruktury.

— Każda złotówka z winiet ma iść na drogi — zapewnia Andrzej Piłat.

— W projekcie ustawy przychody w winiet obłożono 22- -proc. VAT, 8 proc. pochłaniać ma funkcjonowanie ZDK. To daje w sumie 30 proc. z winiet — zauważa Bogusław Liberadzki.

Za dociekliwość ma być podobno ukarany przez SLD upomnieniem.