Wino się rozlało. I co z tego?

Dawid Tokarz
17-07-2006, 00:00

Działalność szefów Cash Flow = kontrowersje. Dziś o winach.

Spółka słup Outsourcing Services (jak pisaliśmy, wedle prokuratury odegrała kluczową rolę w wyprowadzeniu z gliwickiego Montochemu co najmniej kilku milionów złotych) to nie jedyna firma, o której Igor Kazimierski i Grzegorz Gniady, właściciele Cash Flow (CF), chcieliby zapomnieć.

W prospekcie emisyjnym windykatora nie ma ani słowa o kolejnych dwóch spółkach związanych z szefami CF: Goldwin i Goldwin Dystrybucja. Chyba nieprzypadkowo…

Wpadka na winie

Jako pierwsza, w styczniu 2000 r., powstała spółka Goldwin — z kapitałem założycielskim 50 tys. zł. Najwięcej udziałów (15 tys. zł) objął Ukrainiec Sergiy Neronov, który został prezesem spółki. Wiceprezesem był Jarosław Malik, który miał udziały warte 9 tys. zł. Większościowymi właścicielami byli jednak Grzegorz Gniady i Igor Kazimierski (po 13 tys. zł). Oficjalną siedzibę spółka miała w Tychach, ale w rzeczywistości działała tam, gdzie Cash Flow: w Dąbrowie Górniczej przy ul. Perlej 14 (tam była m.in. księgowość Goldwinu).

Spółka zajęła się importem i handlem hurtowym win, głównie na Śląsku i w południowo-wschodniej Polsce (m.in. miała oddział w Tarnowie). Bez większych sukcesów…

— Potrzebne były duże finanse, a tego brakowało. Szybko okazało się, że biznes zupełnie nie idzie, a Goldwin nie jest w stanie konkurować z silniejszymi rywalami ani spłacać swoich zobowiązań — mówi jeden z byłych wysokich pracowników winiarskiej spółki.

Lista niespłaconych do dziś wierzycieli jest długa: kontrahenci, przedstawiciele handlowi, firma leasingowa, ZUS, urząd skarbowy. Żaden z nich nie potrafi nic od Goldwinu wyegzekwować. W spółce po prostu nie ma żadnego majątku.

— Sami nie płacili, a należności w drodze cesji przekazywali do CF, nie informując o tym kontrahentów! W efekcie musiałem zapłacić dwa razy: na konto Goldwinu i CF! A potem jeszcze okazało się, że panowie Kazimierski i Gniady działają już w innej spółce: Goldwin Dystrybucja — piekli się jeden z niezaspokojonych wierzycieli.

Goldwin Dystrybucja, która przejęła działalność i sporą część majątku Goldwinu, powstała już w kwietniu 2001 r., też z kapitałem 50 tys. zł. Tym razem Igor Kazimierski (został wiceprezesem) i Grzegorz Gniady (prezes) objęli wszystkie udziały — w proporcjach 57 do 43 proc. na korzyść pierwszego (dokładnie takie same proporcje obowiązywały wtedy w CF). Siedzibą spółki, już oficjalnie, została ul. Perla 14 w Dąbrowie Górniczej.

Figurant i zaległości

Jednocześnie z powołaniem Goldwinu Dystrybucji, Igor Kazimierski i Grzegorz Gniady pozbyli się udziałów w Goldwinie. Jedynym właścicielem i prezesem spółki został Rafał Pilarz.

— Typowy słup, który za minimalną płacę miał wziąć na siebie niemiłe kontakty z rozwścieczonymi wierzycielami. Zanim zrobiono go prezesem, był robotnikiem fizycznym pracującym przy remoncie siedziby CF — twierdzą byli pracownicy Goldwinu i Cash Flow.

Co ciekawe — w aktach rejestrowych Goldwinu do dziś (mimo wezwań sądu) nie ma umów notarialnych, na podstawie których Grzegorz Gniady i Igor Kazimierski sprzedali swoje udziały Rafałowi Pilarzowi. A prezesem, zgodnie z rejestrem, wciąż jest Ukrainiec Neronov!

Przeniesienie działalności do nowej spółki nie pomogło. Podobnie jak późniejsze przeniesienie siedziby Goldwinu Dystrybucji do Krakowa (działała w galerii należącej do żony Grzegorza Gniadego, pochodzącej z Ukrainy Anny Iglińskiej). I ta firma popadła w poważne tarapaty. Już w 2002 r. szefowie Cash Flow musieli sprzedać swoje udziały jednemu z większych wierzycieli: przedsiębiorcy z branży alkoholi z Warszawy. Ten do dzisiaj twierdzi, że wydarzeniami w Goldwinie i Goldwinie Dystrybucji powinien zająć się prokurator.

Przeszłość do lamusa

Władze Cash Flow zapewniają, że działalność obu winiarskich spó- łek nie wpływała na wyniki CF. A dlaczego w prospekcie nie ma o nich ani słowa?

„CF uznał, że fakt bycia udziałowcem w tych dwóch spółkach jest nieistotny dla spółki CF, w szczególności te spółki nie prowadziły działalności zbieżnej z działalnością CF, a ponadto spółki te działały 4 do 6 lat temu. Za takim podejściem przemawia również opinia prawna (…) analizująca Rozporządzenia Komisji Europejskiej 809/2004 i mówiąca o tym, że prospekt powinien zawierać wyłącznie fakty mające istotne znaczenie dla spółki” — czytamy w przesłanym nam oświadczeniu.

Sąd prawdę ci powie

W raportach, publikowanych po tekstach „PB”, zarząd Cash Flow wielokrotnie zapewniał, że spółki nie łączy nic z wydarzeniami w Montochemie, a to, że prezes i dwóch członków rady nadzorczej windykatora zasiadało w radzie nadzorczej gliwickiej spółki było ich „sprawą osobistą, niemającą związku z CF”.

To nieprawda. W 2002 r. CF skupował długi Montochemu, a w drodze cesji przejmował należności gliwickiej spółki. Dowód? Wyrok sądowy, który publikujemy obok. Na przełomie 2004 i 2005 r. syndykowi Montochemu udało się ściągnąć od CF prawie 130 tys. zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Wino się rozlało. I co z tego?