WIRTUALNA POLSKA CHCE BYĆ JAK YAHOO

Karol Wieczorek
opublikowano: 17-05-1999, 00:00

WIRTUALNA POLSKA CHCE BYĆ JAK YAHOO

Centrum Nowych Technologii liczy na odważnego i bogatego inwestora

TO NIE MARZENIA: Od samego początku naszym głównym celem było tworzenie Wirtualnej Polski. Wszystkie środki uzyskane z działalności pobocznej inwestowaliśmy w rozwijanie serwisu. Z tego powodu bardziej konserwatywni specjaliści brali, a niektórzy nadal nas biorą za garstkę marzycieli — mówi Maciej Grabski, wicedyrektor ds. kontaktów i serwisu w Centrum Nowych Technologii. fot. Borys Skrzyński

Centrum Nowych Technologii (CNT), firma założona cztery lata temu przez kilku pasjonatów z Politechniki Gdańskiej, zaczyna zbierać plon żmudnego budowania portalu Wirtualna Polska. Teraz właściciele stają przed koniecznością pozyskania inwestora gotowego wyłożyć około 20 mln zł za 20-25 proc. udziałów w firmie. Inwestycją zainteresowana jest jedna ze spółek informatycznych notowana na warszawskiej giełdzie.

„Puls Biznesu”: Od jakiegoś czasu słyszy się o potencjalnych inwestorach dla CNT. Kto jest zainteresowany wejściem kapitałowym w Pańską firmę?

Maciej Grabski, wicedyrektor ds. kontaktów i serwisu w Centrum Nowych Technologii: Mamy wielu chętnych zarówno z kraju, jak i z zagranicy. Ostatnio odrzuciliśmy propozycję jednego z NFI. Głównym powodem były stałe waśnie w zarządzie funduszu. Poza tym inwestor ten nie mógłby wnieść do spółki żadnej wartości dodanej. Teraz rozmawiamy z kilkoma innymi firmami.

— Jakiego typu inwestora można się spodziewać w Wirtualnej Polsce?

— Na początku myśleliśmy o inwestorze kapitałowym, ale teraz zaczynamy poważnie myśleć również o inwestorach z branży informatycznej. Kupnem udziałów w naszej firmie zainteresowana jest jedna ze spółek informatycznych notowana na warszawskiej giełdzie, a także jedna z największych firm informatycznych świata. Dyskutujemy obecnie kwestię ceny i warunków umowy.

— W grę wchodzić mogą raczej tylko trzy firmy: Prokom, Com-puterLand i Softbank. Proszę powiedzieć, która to ze spółek i na jak duży zastrzyk kapitału możecie Państwo liczyć?

— Z wykonywanych na nasze zlecenie analiz wynika, że wartość naszej firmy wynosi około 20 mln USD (80 mln zł). Nie chcemy jednak utracić samodzielności, dlatego myślimy o sprzedaży 20-25 proc. udziałów. Uzyskanie 5 mln USD pozwoli nam zrealizować strategiczne zamierzenia. Zdajemy sobie sprawę, że i tak jest to duża kwota za firmę, nie posiadającą praktycznie żadnego majątku trwałego. Zarząd firmy, która zamierza w nas zainwestować, wykazuje się więc dużą odwagą. Niestety, nie mogę jeszcze ujawnić nazw naszych potencjalnych partnerów.

— Co w takim razie decyduje o tak wysokiej wycenie Pańskiej firmy?

— Firmy dysponujące popularnymi portalami są bardzo wysoko wyceniane przez inwestorów. Na najbardziej w tej chwili rozwiniętym rynku amerykańskim za firmy takie płaci się kwoty przekraczające kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy ich roczne przychody. Obroty to jednak nie jedyny wyznacznik wartości. Równie ważnym, a może nawet ważniejszym czynnikiem, jest liczba użytkowników serwisu. Przy kapitalizacji firmy w USA jeden użytkownik jest wart około 400 USD.

— Jak wycenia się polskie firmy internetowe?

— Roman Kluska w wywiadzie dla Waszej gazety twierdził, że oferty zakupu składane przez inwestorów zainteresowanych internetową częścią Optimusa wahały się w granicach 100 mln USD. Naszym zdaniem jest to zbyt wygórowana kwota. Nasz rynek jest znacznie mniej rozwinięty od amerykańskiego, raczej porównywalny z francuskim, dlatego przyjęliśmy dziesięciokrotnie mniejszą wartość przypadającą na jednego użytkownika. Przyjmując taką wycenę wartość Wirtualnej Polski wynosi ponad 20 mln USD (80 mln zł). Poza tym dochodzi do nieporozumień. Przykładem jest wywiad prezesa Romana Kluski w Parkiecie, w którym stwierdził, iż Onet jest najpopularniejszym Portalem w Polsce. Naszym zdaniem Roman Kluska się myli. Porównując dane udostępnione przez Optimusa muszę stwierdzić, że Wirtualna Polska ma znacznie większą oglądalność.

— Co do oglądalności stron w Internecie trudno się sprzeczać, gdyż na dobrą sprawę nie ma rzetelnych metod pomiaru odwiedzin.

— Rzeczywiście, brakuje tego typu rozwiązań, ale nasze wyniki mierzone były przez jeden z najbardziej wiarygodnych programów stworzonych przez firmę Real Media. Oprogramowanie to pracuje na wielu liczących się serwisach internetowych świata. Brak akceptowalnego oprogramowania pomiarowego hamuje również rozwój reklamy internetowej, dlatego wspólnie z kilkoma agencjami reklamowymi podjęliśmy działania mające na celu wypracowanie ogólnie uznawanych rozwiązań pomiarowych.

— Reklama internetowa to raczkujący segment rynku. Wydaje się, iż na razie nie da się z niej wyżyć.

— Rzeczywiście to młody rynek, ale wcale nie taki mały. Szczególnie w ciągu ostatniego roku zaczął się on dynamicznie rozwijać. Istotną rolę odegrało przełamanie bariery nieufności u ludzi odpowiedzialnych na planowanie kampanii reklamowych. Od kilku miesięcy szkolimy pracowników liczących się agencji reklamowych i działania te odnoszą skutek. Obecnie polski rynek reklamy internetowej bardzo upodobnił się do amerykańskiego. W tyle zostawiliśmy nawet niektóre państwa europejskie. Badania mówią, że na kampanie reklamowe w Internecie wydaje się od 1 do 2 proc. środków na reklamę. Już 10-15 proc. powierzchni popularnych stron zajmują reklamy, co jest wskaźnikiem porównywalnym do amerykańskiego.

— Czy utrzymujecie się Panowie z prowadzenia Wirtualnej Polski?

— Działamy od ponad czterech lat i naszym głównym zajęciem zawsze było tworzenie Wirtualnej Polski. Oczywiście nie utrzymalibyśmy się tylko z tej działalności. Dlatego wykonywaliśmy wiele innych zleceń softwareŐowych. Dzięki projektom dla firm, takich jak Oracle czy Unilever, udało się nam działać przez te wszystkie lata na granicy zysku i straty. Taka sztuka udaje się niewielu firmom. Dość spojrzeć na wyniki dziesięciu największych firm internetowych świata. Mimo dość dużych obrotów zaledwie dwie z nich są na plusie.

— Jednak konkurencja nie śpi. Czy macie jakieś asy w rękawie?

— W tej chwili najważniejszą inwestycją jest poprawienie szybkości łączy z dostawcami Internetu. Niebawem zostaniemy połączeni z operatorami szybkimi łączami światłowodowymi o przepustowości 34 Mb/s. Poza tym, zainwestowaliśmy setki tysięcy dolarów w zakup automatu przeszukującego i indeksującego globalne zasoby sieci firmy Inktomi. Taki sam automat działa na potrzeby największego serwisu internetowego świata — Yahoo! Już za kilka tygodni polscy internauci będą mieli dostęp do około 200 mln dokumentów zgromadzonych w Internecie.

— Co się stanie, gdy konkurencja też kupi automat Inktomi?

— To, że Optimus idzie w nasze ślady, nie jest dla nas żadną nowością. Dzieje się tak od samego początku naszej działalności. Sądzę, że i teraz będzie podobnie. Mam jedynie nadzieję że Onet będzie musiał zapłacić kilkakrotnie więcej za to oprogramowanie. My targowaliśmy się prawie rok i udało się nam uzyskać naprawdę atrakcyjną cenę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Wieczorek

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / WIRTUALNA POLSKA CHCE BYĆ JAK YAHOO