Telefonika KFK chce do września złożyć wniosek o wprowadzenie do giełdowego obrotu akcji Wisły Kraków – poinformowała giełdowa Telefonika Kable, spółka zależna od KFK. Jesienią na GPW ma zadebiutować Lech Poznań, beniaminek ekstraklasy. Giełdowe plany ma też Legia Warszawa. Tymczasem w całej Europie akcje klubów piłkarskich przeżywają ciężkie chwile.
Wicemistrz Polski w piłce nożnej ma zastąpić producenta kabli na GPW. W ten sposób właściciel obu podmiotów chce załagodzić opinię publiczną oburzoną planami wycofania kolejnej spółki z warszawskiego parkietu.
- Kierując się troską o interes uczestników rynku kapitałowego, a w szczególności akcjonariuszy mniejszościowych spółki Telefonika Kable, (...) pragniemy niniejszym zadeklarować, iż zamiarem Spółki oraz podmiotu dominującego jest aby w miejsce wycofywanych z publicznego obrotu akcji spółki Telefonika Kable do publicznego obrotu wprowadzone zostały inne papiery wartościowe, a w szczególności ewentualne obligacje emitowane przez Telefonika KFK oraz akcje spółki Wisła Kraków Sportowa Spółka Akcyjna – czytamy w środowym komunikacie.
Prezesem Wisły Kraków jest Bogusław Cupiał, jednocześnie szef grupy Telefoniki. Posiada on większościowy pakiet akcji klubu, a resztę kontroluje Telefonika KFK. Cześć kibiców „Białej Gwiazdy” właśnie działaniami prezesa tłumaczy brak małopolskiego klubu w eliminacjach do przyszłorocznej edycji prestiżowej Champions League. Na początku wiosennej rundy kierownictwo sekcji zwolniło trenera Franciszka Smudę. Punkty później stracone okazały się decydujące w walce o mistrzostwo kraju, które ostatecznie wywalczyła Legia.
Do głównych aktywów klubu należą piłkarze Tomasz Frankowski, Kamil Kosowski i Maciej Żurawski, jedyny reprezentant kraju z Krakowa na tegorocznym mundialu. Stadion, który niedawno zyskał nowe oświetlenie, mieści 9,4 tys. osób. O planach przebudowy obiektu na stadion narodowy jest coraz ciszej.
KRAKOWSKA WISŁA NIE BĘDZIE SAMA
Klub piłkarski Lech Poznań też przygotowuje się do debiutu na giełdzie. Obecnie trwa wycena wartości klubu, którą prowadzi Dom Maklerski Banku Zachodniego WBK. Jeszcze nie jest przesądzone, czy papiery Lecha będą notowane na GPW czy na CTO. Wejście Lecha Poznań na rynek publiczny będzie się wiązało z emisją akcji wartości 40 mln zł.
Konflikt między klubem piłkarskim Legia, należącym w 80 proc. do Pol-Mot Holding, a mniejszościowym udziałowcem - stowarzyszeniem CWKS Legia utrudnia giełdowe plany mistrza Polski. Nadzieje na awans do Champions League, z której dochody gwarantują klubom utrzymanie na kilka lat, także wydaje się mrzonką. Zamiast wzmocnień, z Legii odchodzą kluczowi zawodnicy z Bartoszem Karwanem i Sylwestrem Czereszewskim na czele.
NA PIŁCE ZARABIAJĄ TYLKO PIŁKARZE
Tymczasem giełdowy los piłkarskich potentatów wcale nie jest usłany różami. Akcje Juventusu Turyn mocno spadły po zdobyciu przez klub tytułu mistrza Włoch. Powodem okazały się wysokie premie gwarantowane piłkarzom za zwycięstwo w lidze.
Od 1997 r. przynajmniej 12 europejskich klubów , m.in. włoska Fiorentina, duńskie Lyngby i angielski Queen's Park Rangers ogłosiło bankructwo – alarmuje agencja Bloomberg. Spadek kursów czterdziestu publicznych spółek piłkarskich przypomina pęknięcie internetowej bańki. Od marca 2000 r. futbolowy indeks Bloomberga stracił aż 69 proc. Upadek telewizji Kircha, sponsora Bundesligii, i brytyjskiej telewizji ITV poważnie ograniczy dochody klubów z praw do transmisji meczów ligowych. Doszło do tego, że niemiecki klub Energie Cottbus wstrzymał transfer Andrzeja Juskowiaka, polskiego internacjonała, ze względu na mniejsze dochody budżetowe z telewizyjnych opłat.
Wydatki drużyn – szczególnie na zakupy piłkarzy – już dawno przekroczyły dochody klubów. Włoscy pierwszoligowcy wydali 1,3 mld euro na wynagrodzenia i transfery w sezonie 2001-2002. Łączny ich dochód wyniósł w tym okresie 1,15 mld euro – wynika z badań Deloitte & Touche. Dwudziestka najlepszych klubów brytyjskich w sezonie 1999-2000 tylko na wynagrodzenia przeznaczyła 471 mln funtów w porównaniu z 75 mln w sezonie 1991-1992 – wyliczyła firma konsultingowa.
Z raportu D&T płynie jeden wniosek - na futbolu zarabiają wyłącznie piłkarze. Kluby, telewizja i inwestorzy wychodzą w najlepszym wypadku "na zero". Za to zarobki Zinedine Zidane i Davida Beckhama już dawno przekroczyły 10 mln dolarów rocznie.
Kluby nie mają więc wyjścia – muszą zacisnąć pasa. Zaczną zapewne dopiero od lipca, bo miesiąc wcześniej oczy całego głobu zwrócą się na Koreę i Azję. Piłkarski puchar świata ma bowiem dla kibiców wartość niewymierną w żadnej walucie.
Przemek Barankiewicz, [email protected]