Wizerunek kraju idzie w rozsypkę

Janusz Lewandowski
opublikowano: 2006-07-07 00:00

Czytanie i słuchanie o Polsce stało się ostatnio zajęciem dla masochistów. Nawet piłkarze się dołożyli. Siedząc w Brukseli, pośród europejskiej giełdy dobrych i złych wiadomości, chcąc nie chcąc, jestem świadkiem klęski wizerunku naszego kraju, cierpliwie budowanego po roku 1989. Oprócz zadawnionych uprzedzeń, które łatwo wracają pod rządami PiS z LPR i Samoobroną (na pochyłe drzewo...), sami sobie strzelamy gole. Po pierwsze — prowokując i irytując, choćby sławieniem generała Franco czy zrównywaniem aborcji z holocaustem na forum europarlamentu. Po drugie — wystawiając na eksport ludzi, którzy nigdy nie powinni reprezentować dużego, europejskiego kraju. Oby sprawcom tej antypromocji starczyło wyobraźni, by ocalić kilka pozycji przed kumpelskimi układami.

Są miejsca wrażliwe, które Unia Europejska i rynki finansowe bezlitośnie demaskują i kosztownie piętnują. Niestety, Prawo i Sprawiedliwość „odzyskało” MSZ. No i dyplomacja będzie taka, jakby jej w ogóle nie było. Na szczęście, instynkt samozachowawczy przynajmniej do resortu finansów kieruje osoby, które wprawdzie niewiele mogą i nie naprawią, ale przynajmniej nie popsują. Równie ważna jest fachowa misja przy Unii w Brukseli, gdzie codziennie zderzają się narodowe i wspólnotowe interesy. Tu nie ma miejsca na amatorszczyznę i rekomendacje Leppera, Giertycha czy Kurskiego. Świecąc oczyma za rząd, z niepokojem czekamy na wieści z Warszawy — obroni się ten przyczółek, czy i do niego wtargnie IV RP, by strzelić samobója...

Janusz Lewandowski, europoseł PO