W USA zanosiło się we wtorek na większą korektę, ale nic z tego wyszło, bo inwestorzy nadal wierzą, że wyniki kwartalne spółek będą dobre. Dane makro były mieszane. Firma Challenger poinformowała, że znacznie spadła ilość planowanych przez firmy zwolnień pracowników. Ostrzegła jednak, że rynek pracy osiągnął stan nietrwałej równowagi — zarządy firm już nie zwalniają, ale jeszcze boją się zwiększać załogę. To była łyżka dziegciu, która zatruła beczkę miodu — pozytywny wydźwięk raportu został zweryfikowany. Ta wypowiedź oraz słaby indeks nastroju pomogły wywołać korektę na rynku obligacji — rentowność spadła, a sygnał techniczny sprzedaży obligacji nie został potwierdzony. To rynkowi akcji pomagało.
W sumie była to sesja lekko korekcyjna, która nie zmienia obrazu rynku. Po sesji jako pierwsza z indeksu DJIA wyniki podała Alcoa. Były bardzo dobre, ale nieco gorsze od wyśrubowanych prognoz, więc po sesji kurs spadał. Również po sesji Seagate ostrzegł, że będzie miał gorsze od prognoz wyniki. Z reakcji na wynik Alcoa jedno już wyraźnie widać — oczekiwania są tak duże, że wyniki muszą być bardziej niż znakomite, by kursy rosły. Mimo tych negatywów zanosiło się na sesję bez wyrazu, chociaż przedłużenie korekty było prawdopodobne.
Bardzo ciekawa może być dzisiaj reakcja rynków amerykańskich na decyzję Banku Anglii. Jest bardzo prawdopodobne, że bank podniesie stopy procentowe. Inwestorzy wiedzą, że taka właśnie może być decyzja, ale jest różnica między odbiorem tego faktu przez Europejczyków i Amerykanów. W Eurolandzie wszyscy czekają, że ECB wkrótce stopy obniży. W USA boją się, że Fed będzie musiał stopy podnosić. Tak więc podniesienie stóp przez Bank Anglii nie wpłynęłoby na sesję w Eurolandzie, ale Amerykanom przypomniałoby o rosnącej rentowności obligacji i tym samym o rosnących rynkowych stopach procentowych. Gdyby jeszcze do tego dzisiejsze dane o inflacji w USA pokazały jej wyraźny wzrost, to niedźwiedzie mogłyby przejąć kontrolę. Nie przypuszczam, by tym razem dane o tygodniowym bezrobociu miały znaczenie dla rynków. Dobre dane są w cenach, a złe zostaną potraktowane jako chwilowe zaburzenie trendu. Teoretycznie duży wpływ na rynki powinny mieć podawane w czasie sesji w Europie wyniki General Electric, firmy uznawanej za gospodarkę w pigułce. Problem w tym, że już od dawna nie widziałem większych reakcji na te wyniki. Bardziej ważne dla rynku są takie spółki jak Yahoo — reakcję na wczorajsze wyniki zobaczymy dzisiaj. Niezbyt to dobrze świadczy o rynku.
Wczoraj na GPW przez długi czas nic się nie działo. Z pewnością nie poprawiał nastrojów sondaż „Rzeczpospolitej”, według którego Samoobrona miała 29 procent poparcia. Fundusze starały się jednak pokazać, że to nie ma znaczenia. Lekko rosnące indeksy w Eurolandzie, gdzie inwestorzy wyraźnie nie wierzyli w korektę na Wall Street, pomagały naszym bykom, ale i tak rynek był dużo słabszy od innych. Szczególnie w ostatniej godzinie, kiedy zaatakowała duża podaż (przede wszystkim na akcjach TP). Obrót jednak nie był duży, a sesja praktycznie bez znaczenia.
Dziś też nie należy oczekiwać przełomu. Mało prawdopodobne jest, by zagraniczni gracze chcieli pędzić rynek na północ tuż przed świętami (ale wzrost jest możliwy). Inwestor indywidualny musi zastanowić się, czy chce zostać za akcjami na święta. W piątek rozpoczyna się świąteczna przerwa, a służby specjalne ostrzegały niedawno, że terroryści mogą uderzyć w czasie świąt. Poza tym w niedzielę wypada jedenasty dzień miesiąca, a inwestorzy, od czasu ataku w USA i Madrycie, nie lubią tej daty. To powinno osłabiać popyt, szczególnie że rynki amerykańskie w poniedziałek pracują, a europejskie w większości nie.
Nie chcę straszyć, bo jednak najbardziej prawdopodobne jest, że dziś nic się nie stanie. Decyzje trzeba jednak podejmować będąc w pełni świadomym geopolitycznego ryzyka.