Wizjonerzy technologii

Karol Jedliński
opublikowano: 15-12-2006, 00:00

IT to dla tej firmy niekoniecznie błyskotka. Inteligentnie użyta, zamienia wsparcie sprzedaży i procesów biznesowych w precyzyjny mechanizm.

Cechą charakterystyczną Arterii jest młodość. Działa dopiero od dwóch lat. Nie oznacza to jednak, że jest skazana na pożarcie przez konkurencję. Branża out- sourcingu sprzedaży i procesów biznesowych, w której działa, to wciąż mało zagospodarowana nisza. Obowiązuje zasada: kto pierwszy ten lepszy. Arteria ma ambicje być najlepsza. Jednym z głównych narzędzi i osią jej koncepcji jest inteligentnie wykorzystana i zintegrowana technologia, a podstawowym narzędziem — call center.

Konserwatywne prognozy

Przychody w tym roku mają wzrosnąć do ponad 18 mln zł, prognozowany zysk to 3 mln zł. Jeśli jednak wszystkie planowane inwestycje wypalą, można się spodziewać korekty tych liczb. W górę.

— Prognozy są zdecydowanie konserwatywne. Nie uwzględniają tego, w jaki sposób i czy rozmnożymy 80 proc. środków uzyskanych z tej emisji — uważa prezes Wojciech Bieńkowski.

Oczekiwane wpływy z giełdy to około 14 mln zł. Wiadomo, że większe, pewne zyski przyniesie rozbudowane call center. Reszta przedsięwzięć, czyli m.in. rozwój terenowych struktur sprzedaży, utworzenie działu outsourcingu sprzedaży czy inwestycja w wielojęzyczne call center ma też być jak najbardziej rentowna.

— Skutków tych inwestycji nie mogliśmy uwzględnić, bo nie podpisaliśmy jeszcze umów. Zawrzemy w przyszłym roku kilka ważnych kontraktów, które negocjujemy — zastrzega Wojciech Bieńkowski.

Technologiczna adrenalina

Nie sprzęt IT, systemy komputerowe czy kontrahenci, ale kreatywne kadry menedżerskie wydają się najistotniejszym ogniwem w spółce. Jej prezes to absolwent SGH, którego CV, mimo ledwie trzydziestu kilku lat na karku, może imponować. Zaczynał jako management associate w Citibanku. Podlegał bezpośrednio wiceprezesowi banku, miał być przyszłą gwiazdą polskiej, a może i światowej bankowości. Tam m.in. wprowadzał na polski rynek pierwsze karty kredytowe, odpowiadał za wdrożenie sytemu do ich obsługi w kraju.

— Prawdziwa harówa, po kilkanaście godzin dziennie — mówi obecny prezes Arterii.

Z banku wypchnęła go ambicja. Z wielu nauk, jakie tam pobrał, zapamiętał jedną: umiejętnie zastosowana technologia daje wielką przewagę rynkową.

Potem poszło już z górki: stanowisko szefa sprzedaży w Wizji TV, a następnie w Aster City, które skusiło go obietnicą wprowadzenia innowacyjnych usług, np. telefonu, telewizji i internetu w jednym.

— Za wolno to szło. Poszukałem więc nowych wyzwań — tak tłumaczy swoje odejście z firmy.

Arabska krew

Był jeszcze wielomilionowy projekt na polu internetowym. Ot, epizod. Na kilka dni przed ostateczną decyzją o wejściu na rynek poszybowały w dół indeksy amerykańskiego Nasdaq i amerykańscy inwestorzy wycofali się z Polski. No i wreszcie Nova Holding, właściciel Arterii i sześciu innych firm, z największym udziałowcem, kolegą ze studiów, Dariuszem Stokowskim na czele. Tu od kilku lat skupiają się działania kilkorga wizjonerów biznesu, którzy szefują takim przedsięwzięciom, jak 4FUN.TV, agencji marketingowej Polymus czy Ciszewski Public Relations.

Drugi, obok Wojciecha Bieńkowskiego, członek zarządu Arterii także był wcześniej związany ze spółkami z Nova Holding. To Riad Bekkar, z pochodzenia Algierczyk.

— To jego wielka zaleta. We krwi ma np. zasadę, żeby wszystko jak najtaniej kupować, a jeśli sprzedawać, to po korzystnych cenach — zachwala go prezes Arterii.

Dlatego właśnie Bekkar odpowiada m.in. za negocjacje z dostawcami sprzętu, systemów czy z telekomami. Inne kluczowe stanowiska obsadzone są przez równie doświadczonych menedżerów. Ku satysfakcji prezesa.

— Mając zespół 8-10 mene- dżerów na swojej liście płac, nie muszę się zbytnio obawiać konkurencji.

Kuszenie zupą

Inwestor z walizką pieniędzy wiele na tym rynku nie zwojuje, jeżeli nie ma wiedzy i umiejętności łączenia w całość wszystkich elementów technologiczno-marketingowej układanki. W Arterii nie ma jednak mowy o błogostanie, bo konkurencja nie śpi. Największych klientów debiutanta można podzielić na trzy główne branże: wydawniczą, finansową i telekomunikacyjną. To firmy bez mała z pierwszych stron gazet: Wydawnictwo Wiedza i Praktyka, ING Nationale-Nederlanden Polska, Amplico Life, Wydawnictwo Verlag Dashofer czy AIG Polska Towarzystwo Ubezpieczeń. A na dokładkę Bakoma i American Restaurants (właściciel Pizzy Hut i KFC).

Arteria na pewnych polach mocno rywalizuje z większymi od siebie call center. Nie tylko o kontrakty, ale również o kadry. Przy dużej rotacji telemarketerów trzeba wykazać się nie lada kreatywnością, by zatrzymać ich u siebie na dłużej. W tym roku wśród pracowników hitem okazała się gorąca zupa z wkładką, którą podawano w zimowe popołudnia.

Małe Indie

Wartości niematerialne i prawne stanowią w końcu 3 proc. wszystkich jej aktywów. Składa się na to m.in. ciągle udoskonalany Portal Call Center Arterii.

— Łączy on wszystkie systemy informatyczne oraz oprogramowanie call center, obsługujące wszystkich zleceniodawców — wyjaśnia Wojciech Bieńkowski.

Poprawiło to efektywność zarządzania i obsługę projektów. Taki standard pracy zapewne przypadnie do gustu wymagającym Niemcom, dla których Arteria chce uruchomić obcojęzyczne call center. Możliwe lokalizacje — Wrocław, Poznań.

Może Polska w tej dziedzinie drugimi Indiami nie będzie, ale kto wie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu