W I kw. Wizz Air, tanie linie lotnicze wywodzące się z Węgier, które w tym roku weszły na giełdę w Londynie, przewiozły w Polsce o 11 proc. pasażerów więcej niż w tym samym okresie 2014 r. W całym roku przewoźnik zamierza urosnąć o 25 proc.

— Chcemy przewieźć 6,2 mln pasażerów wobec 4,7 mln rok temu — mówi Jozsef Varadi, prezes Wizz Air.
Linia ma bazy w Gdańsku, Warszawie, Katowicach, Poznaniu,Wrocławiu i Lublinie, w których stacjonuje 17 samolotów, a do końca roku będzie ich 20. Lata jeszcze ze Szczecina i łącznie oferuje 115 tras. Od wczoraj są dwie nowe: z Warszawy do Bazylei i Genewy. Na wszystkich rynkach Wizz Air urósł w I kw. o 18 proc. Największy wzrost zanotował na Bałkanach i w krajach bałtyckich, choć jeszcze w ubiegłym roku najszybciej rosła w Polsce.
— W Polsce nie planujemy w tym roku nowych baz, a zbyt duża oferta mogłaby okazać się szkodliwa. Nie myślimy też o lotach krajowych. Testujemy połączenia z Budapesztu i Bukaresztu do Dubaju. Będziemy tam latać z kolejnych krajów. Za kilka tygodni rozpoczniemy loty z Budapesztu do Egiptu. Może zaczniemy tam latać też z Polski — mówi Jozsef Varadi. Na Ukrainie spółka działa, choć nie jest to łatwe.
— Wychodzimy co najmniej na zero. Problemem jest nieprzewidywalny kurs hrywny oraz ograniczenia w wymianie tej waluty. Dlatego to Wizz Air Hungary musiał regulować rachunki ukraińskiej spółki. Spróbujemy działać na Ukrainie przez węgierską firmę, która nie ma takich ograniczeń, ale musi najpierw uzyskać zgodę. Na pewno utrzymamy loty do Kijowa i Wilna — mówi prezes Wizz Air.
Linia jest w trakcie zwiększania floty. Ma 55 samolotów, latem będzie ich 63. Jeszcze w tym roku zacznie wymieniać airbusy A320 ze 180 miejscami na A321, które mają ich 230. Docelowo połowa maszyn w każdej bazie będzie się składać z większych samolotów. © Ⓟ