Wkrótce będziemy regionalnym średniakiem

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2009-10-16 00:00

Niedługo prymusem będą nas nazywali tylko analitycy o szerokich horyzontach. Czyli z dobrą pamięcią.

W 2010 r. Polskę wyprzedzi Słowacja, Słowenia i Ukraina — prognozuje EBOR

Niedługo prymusem będą nas nazywali tylko analitycy o szerokich horyzontach. Czyli z dobrą pamięcią.

To już ostatnie miesiące, kiedy Polska może chwalić się koszulką lidera w regionie. Chociaż polska gospodarka ma teraz najwyższy wzrost gospodarczy w Europie Środkowej i Wschodniej, już w przyszłym roku będzie regionalnym średniakiem. Tym razem samo uniknięcie recesji nie będzie na nikim już robić wrażenia.

 

Blisko przeciętnej

Według prognoz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR), w 2009 r. nasz PKB wzrośnie o 1,3 proc. To zdecydowanie najlepszy wynik wśród ukształtowanych gospodarek z naszej części świata. Wyższy wzrost mają mieć tylko Azerbejdżan (5 proc.) i Albania (3 proc.). Wszystkie porównywalne z Polską kraje pogrążone są w głębokiej recesji.

— Polska gospodarka okazała się znacznie mniej podatna na wpływ kryzysu finansowego na świecie. Wyróżnia się na tle regionu — napisali w uzasadnieniu ekonomiści EBOR.

Jeszcze lepszy ma być przyszły rok. Mamy rozwijać się w tempie 1,8 proc. (w maju prognozowali 0,8 proc.). Niby to lepszy wynik niż w 2009 r., ale na tle regionu wrażenia już nie zrobimy. Wyższą prognozę mają: Słowacja, Ukraina i Słowenia. Średnia wszystkich krajów przechodzących transformację (29 krajów z Europy Środkowej i Wschodniej oraz Azji Zachodniej i Centralnej) jest wyższa niż prognoza dla Polski — wynosi 2,5 proc.

— W 2010 r. stracimy tytuł prymusa. To, co chroni nas w 2009 r. przed skutkami kryzysu, czyli małe uzależnienie od eksportu, będzie powstrzymywać nasz wzrost w czasie ożywienia w przyszłym roku. Gospodarki otwarte na powrót koniunktury w zachodniej Europie skorzystają bardziej niż Polska — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citi Handlowego.

 

Zostaniemy w pamięci

Nie zmienia to jednak faktu, że w oczach inwestorów z kryzysu wychodzimy obronną ręką. Nasza reputacja tak szybko nie ucierpi.

— Być może w zachodniej prasie nie będziemy już określani mianem lidera, ale rynki nie zapomną naszych dokonań w 2009 r. Rynki będą pamiętać, że jesteśmy stosunkowo odporni na kryzys. Na świecie docenia się nas za solidność. Nie było fajerwerków, jak np. na Węgrzech czy w krajach bałtyckich, ale konsekwentnie idziemy do przodu — twierdzi Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

Według niego, najbardziej cenni inwestorzy — przesyłający do Polski kapitał w ramach bezpośrednich inwestycji w firmy — analizują gospodarkę znacznie szerzej, niż tylko patrząc na dane o PKB w danym roku.

— Dla nich będzie liczyć się zarówno rok 2010, jak i 2009. A łącznie w tych dwóch latach i tak będziemy wyglądać lepiej niż inne kraje regionu. Nie obawiałbym się też o rynki kapitałowe. Tu mamy przewagę pod względem wielkości. Nasze rynki są bardziej płynne, więc łatwiej z nich w razie czego wyskoczyć — mówi Tomasz Kaczor.

Czas sukcesów przechodzi do historii

Anatoli

Annenkov

Rynki finansowe doceniają sytuację gospodarczą Polski.Inwestorzy i analitycy byli pozytywnie zaskoczeni odpornością na skutki światowego kryzysu. Nawet analizując sytuację w 2010 r., będą pamiętać dokonania Polski z 2009 r. Jednak obecny obraz powoli przechodzi do historii. W przyszłym roku postrzeganie waszego kraju może ulec pewnemu pogorszeniu. Polską gospodarkę hamować będzie rozwój sytuacji fiskalnej. Rosnący deficyt finansów państwa zmusi rząd do zacieśnienia polityki fiskalnej, a to nieco osłabi wzrost gospodarczy. Rynki oczekują też od rządu reform strukturalnych, głównie po stronie wydatków państwa, i realizacji planów prywatyzacyjnych. W dodatku polski sektor finansowy może mieć problem z przyspieszeniem akcji kredytowej dla małych i średnich firm. W dłuższej perspektywie ważne jest też poprawienie warunków do prowadzenia działalności gospodarczej.