Władza poprosi o rozgrzeszenie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-09-01 11:58

Dzień Solidarności i Wolności, obchodzony 31 sierpnia na pamiątkę przełomowych porozumień społecznych z 1980 r., jest od 2005 r. ustawowym świętem państwowym, chociaż bez czerwonej kartki w kalendarzu.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Sobotnie obchody w Gdańsku były podniosłe, ale zarazem pęknięte. 44. rocznica strajkowych porozumień, od których w 1980 r. zaczął się sypać tzw. realny socjalizm, potwierdziła abstrakcyjność polskiej społeczno-politycznej solidarności pisanej małą literą. Symbolem pęknięcia była dwoistość obchodów, w tych samych miejscach, ale o różnych godzinach i po dwóch stronach kultowej bramy dawnej Stoczni Gdańskiej. Europejskie Centrum Solidarności (ECS), które było grubą belką w oku władców w epoce PiS, to obiekt bliski obecnemu rządowi. Notabene Donald Tusk zorganizował w sobotę, ale nie w RCS, lecz w gdańskim ratuszu, okolicznościowe posiedzenie Rady Ministrów, na którym zapowiedział… urzędową spowiedź powszechną przed 15 października, czyli rocznicą wyborów. Może będzie to pełny sakrament pokuty władzy, obejmujący również szczery żal oraz postanowienie poprawy z nadzieją na rozgrzeszenie.

Prezydent Andrzej Duda jak zawsze ominął wraże ECS szerokim łukiem. Sto metrów obok złożył kwiaty pod pomnikiem z trzema stoczniowymi krzyżami, a potem odwiedził po drugiej stronie bramy historyczną salę BHP dawnej Stoczni Gdańskiej, bo tylko tam czuje się pomiędzy swojakami ze współczesnej Solidarności. Notabene 29 stycznia 2024 r. oddał Salę Kolumnową Pałacu Prezydenckiego na… statutowe posiedzenie Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, na którym był jedynie gościem. Pod żyrandolem przez trzy dekady odbyły się już setki uroczystości i spotkań, ale ich gospodarzem z definicji zawsze był prezydent! W końcówce rządów PiS miało miejsce jeszcze inne wydarzenie, potwierdzające bardzo ścisły sojusz polityczny – takie określenie jest w pełni zasadne – ekipy rządowej oraz szczególnej związkowej centrali. Premier Mateusz Morawiecki w Stalowej Woli zawarł bez jakiejkolwiek podstawy prawnej porozumienie z Piotrem Dudą, przewodniczącym Solidarności. Związkowcy wykorzystali przedwyborczą biegunkę PiS, premier zgodził się nawet na straszliwie szkodliwe dla gospodarki umocnienie uprawnień etatowych działaczy. Tamto kadłubowe porozumienie realnie potwierdziło upadek Rady Dialogu Społecznego (RDS), która od 2015 r. teoretycznie jest instytucjonalnym organem tegoż dialogu.

Wypada przypomnieć, że udziałowców trójkątnej RDS po stronie społecznej jest obecnie aż dziewięciu. Na posiedzeniu plenarnym 24-osobowy bok pracodawców obsadzają, mając po czterech delegatów: Pracodawcy RP, Konfederacja Lewiatan, Związek Rzemiosła Polskiego, Związek Pracodawców BCC, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Federacja Przedsiębiorców Polskich. Również 24-osobowy bok związkowy obsadzają trzy centrale, każda ma ósemkę reprezentantów: Solidarność, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, Forum Związków Zawodowych. Po stronie rządowej premier Donald Tusk skierował do prac RDS pokaźną reprezentację – aż 13 ministrów oraz merytorycznych wiceministrów z resortów finansów i pracy. Kierownikiem ekipy naturalnie jest Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej. To proceduralny standard, szefa właśnie tego resortu delegowali do RDS jako swojego reprezentanta również premierzy poprzednich rządów z różnych opcji, także w epoce dawnej Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych, która okazała się martwa. Niezależnie od instytucji oraz opcji aktualnie rządzącej – dialog w trójkącie ma w ocenie partnerów społecznych sens wyłącznie wtedy, gdy na czele ekipy rządowej stoi… osobiście premier. Minister pracy okazuje się po prostu decyzyjnie za cienki, i to każdy. W najbliższym czasie okaże się, czy reaktywowana RDS będzie miała chociaż cokolwiek do powiedzenia – ale współdecyzyjnie, a nie wyłącznie werbalnie – w sprawie projektu przyszłorocznego budżetu.