Czytasz dzięki

Właściciel w roli mecenasa

opublikowano: 14-06-2020, 22:00

Zysk uczelni nie jest moim zyskiem — mówi Piotr Voelkel, założyciel grupy kapitałowej Vox oraz inwestor Collegium Da Vinci i SWPS

Grzegorz Nawacki: SWPS powstała w 1996 r. Świat biznesu i świat nauki wyglądały wówczas inaczej. Jaka była pana droga do uczelnianego biznesu?

Piotr Voelkel: SWPS założyli trzej profesorowie: prof. Pietrasiński, prof. Rejkowski i prof. Eliasz. Nasze relacje pojawiły się dość przypadkowo. Wiedząc, że ich dzieci nie będą kontynuowały tej misji, poszukiwali inwestora. Ja byłem już założycielem Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa, która dziś nazywa się Collegium Da Vinci z siedzibą w Poznaniu. Szkoła, która niegdyś skupiała się na politologach, socjologach, dzisiaj kształci przede wszystkim informatyków, grafików i specjalistów od nowych mediów. W drugiej części mojej biznesowej aktywności, czyli już po sukcesach Voxa i innych firm, podjąłem się więc prowadzenia SWPS, bardzo dobrej uczelni, która wkrótce stała się pierwszym niepublicznym uniwersytetem.

Czy pan jest właścicielem inwestorem, który liczy na to, że SWPS jak każda inna firma ma zarabiać pieniądze, czy też właścicielem mecenasem?

Zysk uczelni nigdy nie jest moim zyskiem. Uczelnia nie wypłaca dywidendy. To jest raczej coś przypominającego bardziej fundację, w której pełni się rolę założyciela, a później pilnuje, żeby nie miała komplikacji finansowych. Uczelnia nie może być wiecznie dużym wydatkiem dla założyciela, ona musi być samodzielna finansowo.

To możliwe?

Obie uczelnie, czyli Collegium Da Vinci i SWPS, prowadzimy w taki sposób, żeby miały dużo większe przychody niż koszty. Mniej więcej 10 proc. przychodu SWPS stanowi zysk, który w 100 proc. przeznaczamy na rozwój. Dla SWPS to spore wyzwanie, bo to jest pięć kampusów: Warszawa, Sopot, Katowice, Wrocław i Poznań, które wymagają utrzymania i ciągłej modernizacji.

Z czego żyje uczelnia?

Z różnych źródeł, ale głównym jest czesne studentów. Oprócz tego pojawiają się pieniądze z grantów. Finansują one przede wszystkim badania naukowe, choć niektóre pozwalają na rozbudowę uczelni czy modernizację. Na niektóre projekty, np. dostosowanie uczelni do potrzeb osób niepełnosprawnych, można dostać wsparcie resortu szkolnictwa wyższego, a na badania naukowe z NCBR.

Pan zawsze mocno stawiał na współpracę z biznesem. Pytam nie tylko o pana uczelnie, lecz generalnie o to, jak to wygląda w Polsce.

Jeżeli chodzi o przenikanie wiedzy naukowej i badawczej z uczelni do firm, to wzorem są USA. Przy czym bardzo często jest tak, że uczelnia powstaje tam dlatego, że obok jest na przykład fabryka samolotów. Bywa, że fabryka samolotów inwestuje w uczelnię po to, żeby mieć dobrą kadrę. W efekcie relacje między inżynierami z uczelni a inżynierami z linii produkcyjnej są często bardzo partnerskie. W Polsce to nigdzie się nie udało. Opory są po obu stronach. Z jednej strony naukowcy skupieni są na rozwiązywaniu problemów, które dla nich są fascynujące, i nie za bardzo zastanawiają się nad ich wykorzystaniem przez biznes. Po drugiej stronie jest niecierpliwy biznes, który chce przyjść po gotowe rozwiązania. Chętnie zapłaciłby parę złotych, ale odpowiedź ma być pojutrze, a nie za pół roku. Nie ma badań, które się da zrobić przez weekend.

Wszyscy teraz żyjemy pandemią. Nie brak głosów, że świat już nie będzie taki sam. Czy w związku z tym w szkolnictwie też coś się zmieni?

Uważam, że zmieni się bardzo wiele. Nasza uczelnia z dnia na dzień była zmuszona prowadzić zajęcia w systemie online. Był to skok do wody — dla części wykładowców radość, że mogą tak funkcjonować, ale dla wielu był to szok. Wkrótce także oni zmienili zdanie i już dobrze czują się w nowym środowisku. Studenci również to zaakceptowali. Myślę, że wiele zajęć pozostanie w tym systemie. Uczelnia pracująca w trybie online nie załatwia jednak wielu bardzo istotnych kwestii, m.in. umiejętności pracy w zespole, budowania zespołów itd. Będziemy więc prowadzić sporo zajęć warsztatowych, praktycznych, a w części, w której da się to robić skutecznie, pozostaniemy w trybie online. Dotyczy to szczególnie studiów podyplomowych i zaocznych. Z punktu widzenia gospodarki i społeczeństwa natomiast pandemia jest niezwykle kosztowna i przysporzy nam bardzo wiele kłopotów. Fala tsunami po tych wstrząsach, jakie teraz przeżywamy, dopiero się przeleje i narobi spustoszenia, głównie w gospodarce.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. „Komu studiowanie się opłaca”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane