Właściciele EuroPortu poskarżyli się Brukseli

KAP
opublikowano: 2008-08-26 00:00

Amerykanie i Kanadyjczycy, którzy w Gdańsku chcieli zbudować terminal zbożowy, szacują straty prawie na 200 mln USD.

Amerykanie i Kanadyjczycy, którzy w Gdańsku chcieli zbudować terminal zbożowy, szacują straty prawie na 200 mln USD.

Zamiast dużej inwestycji od lat mamy prawne spory. Po dwóch stronach barykady stoją kanadyjsko-amerykańska spółka i gdański port. Chodzi o firmę EuroPort, która chciała wybudować terminal do przeładunku płodów rolnych. Sprawa trafiła do Brukseli.

„Elia Inc. i jej siostrzana spółka Renaissance Trust Inc. z Dunmore w Pensylwanii (…) oraz Dessaport International Corporation z Halifax w Nowej Szkocji (…) złożyły formalną skargę do Unii Europejskiej przeciwko próbom zniszczenia i skonfiskowania ich spółki (…) w Gdańsku” — głosi komunikat.

W latach 90. EuroPort wydzierżawił grunt w gdańskim porcie, by budować terminal zbożowy. Inwestycja ruszyła, ale w 2002 r. zarząd portu wypowiedział umowę dzierżawy. Amerykańsko-kanadyjskie konsorcjum nie pogodziło się z tą decyzją. Do tej pory wydało w Gdańsku 59 mln USD. Ocenia jednak, że na wciąż nieuruchomionym projekcie straciło aż 183 mln USD.

Zanim jednak sprawę rozstrzygnie Komisja Europejska, o losach EuroPortu w Gdańsku zdecydują polskie sądy.

— Mamy wyrok potwierdzający, że wypowiedzenie umowy dzierżawy było zgodne z prawem, a jesienią spodziewamy się, że Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej wyda wyrok nakazujący byłemu dzierżawcy, czyli firmie EuroPort, wydanie nam terenu. Wówczas będziemy mogli poszukać nowego dzierżawcy, by zainwestował na tym terenie — twierdzi Ryszard Strzyżewicz, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdańsk.

O powodach konfliktu EuroPortu i Portu Gdańsk krąży wiele informacji. Wiadomo, że inwestorzy mieli przyznany kredyt z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, ale z projektu wycofał się kanadyjski gigant zbożowy Saskatchwan Wheat Pool i firma musiała szukać innych źródeł finansowania. Pojawiają się też sugestie, że przestrzeliła z inwestycją, kiepsko oceniając zapotrzebowanie rynku. Sami zainteresowani piszą natomiast o wrogich działaniach zarządów portu i próbach zastraszania ich pracowników, które „uniemożliwiły inwestorom zapewnienie dodatkowego finansowania na dokończenie ich projektu”.