Właściwe tory

Karol Jedliński
opublikowano: 22-12-2006, 00:00

Największy rodzimy kolporter jest na giełdzie od dobrych kilku lat. Jednak niewielki kiosk w siedzibie GPW go nie zadowala.

Założona w 1918 r. spółka na początku była związana przede wszystkim z kolejami, w końcu jej pełna nazwa brzmiała: Polskie Towarzystwo Księgarni Kolejowych Ruch. Siedziba: Aleje Jerozolimskie 63, obok dzisiejszego Marriotta. Wtedy — prywatna inicjatywa, nowatorska w skali Europy. Dziś — kawał historii po przejściach i wielkie ambicje. I, przynajmniej metaforyczne, nawiązanie do kolejowych korzeni. Bo Ruch wraca na właściwe tory. Tym razem biznesowe.

Marka z brodą

Kilka lat temu nie było to takie oczywiste. Firma, rozpieszczona monopolistyczną pozycją z czasów PRL, przespała lata 90. Kiedy z dnia na dzień zniknął propagandowy ferment, zaczął się wolny rynek. Skończyły się spartakiady Ruchu, zamilkły zespoły artystyczne, taneczne i recytatorskie. Likwidacja RSW Prasa-Książka-Ruch (w komisji likwidacyjnej zasiadał m.in. Donald Tusk) nie oznaczała natychmiastowego wyroku śmierci. Spółka pozostała w rękach skarbu państwa i wciąż miała kilkadziesiąt tysięcy punktów, do których dostarczała prasę, i rozbudowane, lokalne centra logistyczne. Pojawili się jednak rywale.

— Chcemy nawiązywać do historii spółki, ale zdecydowanie do tej przedwojennej — deklaruje Adam Pawłowicz, obecny prezes Ruchu.

Obiecuje, że przy opracowywaniu nowego wyglądu kiosków zadba o to, by pojawiły się też projekty nawiązujące do pierwszych punktów sprzedaży Ruchu, tych w stylu art deco.

Jednak nie ma co ukrywać, że takie działania, w porównaniu z ostatnimi zmianami w Ruchu, to jedynie lifting.

Koniec zadyszki

Zanim Ruch trafił na giełdę, jego udział w rynku, niegdyś utrzy- mujący się na poziomie powyżej 50 proc., stopniał do niecałych 44 proc.

Jeszcze niespełna rok temu, zanim stery w Ruchu przejął nowy zarząd pod wodzą prezesa Adama Pawłowicza, nic nie wskazywało, że firma może podjąć skuteczną walkę rynkową. O wejściu na giełdę nie wspominając. To było jak senne marzenie uśpionego niedźwiedzia, molocha, który przez ostatnie lata był często przechowalnią kadr politycznych. A teraz? Trzeba przyznać, że obecny prezes Ruchu, absolwent MBA i były prezes m.in. Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych, ma umiejętności pozwalające wierzyć, że jego ambitne plany wkrótce się ziszczą.

— Przyjęty przez zarząd te- goroczny plan opiera się na taktyce szybkich zwycięstw. Jednym z nich jest dzisiejszy debiut — przekonuje.

Gonią czas

Na parkiet trafia jedynie czwarta część wszystkich akcji Ruchu.

— Sprzedajemy ich tyle, ile kapitału potrzebujemy na realizację planu rozwoju — zaznacza Adam Pawłowicz.

Wszystko skrupulatnie policzone. Z giełdy wpłynęło 248 mln złotych. Nakłady inwestycyjne do 2009 r. mają sięgnąć 570 mln zł. Najwięcej pochłonie rozwój sieci sprzedaży, czyli modernizacja kiosków, inwestycje w saloniki. Istotnym elementem jest też unowocześnienie i rozbudowa infrastruktury i sytemów IT.

— Gonimy stracony czas, duża część tych inwestycji to niestety nadrabianie zaległości wobec rywali — przyznaje prezes spółki.

Idzie nowe

Zwrot „plan restrukturyzacyjny” coraz częściej zastępuje „strategia rozwoju”. Jest już wreszcie centralny dział zakupów, renegocjowano praktycznie wszystkie umowy w ramach tzw. zakupów własnych. W dużym stopniu były to pomysły zgłoszone przez konsultantów z Kolaja & Partners, dzięki którym oszczędności sięgnęły 25 mln zł.

Nowe wyziera z każdej strony. Liczba punktów sprzedaży, w których oferowane będą elektroniczne usługi rozliczeniowe zwiększy się z 2,8 tys. na początku roku do niemal 5,3 tys. pod koniec grudnia. Zainstalowanie specjalnych terminali pozwala klientom elektronicznie doładować np. karty telefonów GSM.

— Jesteśmy największą taką siecią. Nowy Ruch staje się rzeczywistością — cieszy się Adam Pawłowicz.

Umiejętne wykorzystanie efektu skali napędza zyski, w tym roku ma to być ponad 19 mln zł, w przyszłym prawie 50 mln. Przychody gigantyczne, bo oscylujące wokół 4-4,2 mld zł. Po zeszłorocznej stracie nie ma śladu. Poprawiająca się sytuacja firmy pozwala prezesowi snuć dalekosiężne plany o salonach multimedialnych pod nową marką czy inwestycji za granicą. Choćby na Ukrainie, niekoniecznie tylko na dworcach kolejowych. Podpowiadamy więc: po ukraińsku słowo „ruch” wymawia się tak samo jak po polsku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane