Włochy czekają kolejne wybory?

Tadeusz StasiukTadeusz Stasiuk
opublikowano: 2013-02-25 21:34

Zgodnie z przewidywaniami wielu ekspertów, zakończone w poniedziałek, dwudniowe wybory parlamentarne we Włoszech wzbudziły ogromne emocje na rynkach. Co gorsze, jak wskazują wstępne sondaże, można oczekiwać, że nie przyniosły konkretnych rozstrzygnięć. Część z komentatorów wieszczy, że istnieje spore ryzyko, że Włosi będą musieli ponownie ruszyć do urn.

Według danych MSW ze wszystkich komisji wyborczych centrolewica pod wodzą Pier Luigiego Bersaniego uzyskała w Izbie Deputowanych 29,5 procent, a centroprawica 29,1. Dzięki przewidzianej w ordynacji wyborczej premii w postaci dodatkowych miejsc dla zwycięskiego bloku, centrolewica w 630-osobowej izbie niższej będzie mieć 340 przedstawicieli, co daje jej większość. Na trzecim miejscu jest populistyczny, założony w internecie Ruch Pięciu Gwiazd komika Beppe Grillo (25,5 proc.), a na czwartym lista ustępującego premiera Mario Montiego (10,5 proc.).

W Senacie, gdzie premii nie ma, centrolewica otrzymała 31,6 proc, a formacja Berlusconiego - 30,6 proc.

Z tego powodu wyniki kwitowane są wręcz następująco: Bersani nie wygrał, a Berlusconi nie przegrał.

Oznacza to, że żadne z dwóch konkurencyjnych ugrupowań nie będzie miało na tyle istotnej przewagi by samodzielnie rządzić, a problematyczne mogą okazać się jakiekolwiek koalicje.

Centrolewica podkreśla, że jest w stanie powołać rząd. Ale podczas gdy w Izbie Deputowanych może liczyć na poparcie większości, brak faktycznej większości w Senacie grozi tym, że prace gabinetu będą tam blokowane.

Zdumienie czy wręcz niedowierzanie - zwłaszcza wśród zagranicznych komentatorów - budzi bardzo dobry wynik centroprawicy Berlusconiego, która podniosła się po skandalach finansowych w jego macierzystej partii Lud Wolności i otrzymała niemal dwa razy tyle głosów, ile dawały jej sondaże jeszcze parę miesięcy temu.

To nie są dobre wiadomości zarówno dla kraju, jak i całej Unii Europejskiej. Targana politycznymi sporami Italia, musi bowiem szybko zmierzyć się z problemami gospodarczymi, w tym nadmiernym deficytem, co będzie też wpływać na kondycję całego eurolandu.

Nie chcemy widzieć jeszcze większego chaosu w Europie – powiedział agencji Bloomberg, Bruce McMain, szef strategów inwestycyjnych w dziale private banking należącym do KeyCorp z Cleveland, odnosząc się do spadku jaki po ogłoszeniu wstępnych wyników miał miejsce na amerykańskich giełdach. Dodał, że sytuacja polityczna we Włoszech na pewno będzie brana pod uwagę przez inwestorów i zarządzających i jest to bez wątpienia spory czynnik ryzyka dla rynków.

W reakcji na doniesienia z Włoch, z miejsca wzrosła rentowność włoskiego długu. Papiery o 10-letnim terminie zapadalności podskoczyły o 4 punkty bazowe do 4,49 proc.  Z kolei euro zaczęło silnie tracić w stosunku do dolara, chociaż jeszcze w ciągu dnia zyskiwało niemal 1 proc. Jego kurs względem amerykańskiej waluty zszedł do najniższego poziomu od sześciu tygodni. W stosunku do jena wspólna europejska waluta osłabiła się aż o 4 proc.