Żółty tramwaj pnie się w górę uliczkami Alfamy. Tak ciasnymi, że piesi muszą uważać, by nie rozgniótł ich na ścianie!
Wielki port oceaniczny, światowa wystawa Expo’98, mecze finałowe EURO 2004 — Lizbona kosmopolityczna. Ale odmienna od innych stolic europejskich. Bez drapaczy chmur, szkła i aluminium. Z niepowtarzalną atmosferą. Zanurzasz się w nią w malowniczych dzielnicach, gdzie życie uparcie toczy się odwiecznym trybem. Pielęgnuje się tu kwiaty w oknach, piecze sardynki na rogach ulic, a na małych placykach — opowiada historie o świętych. Ulicami zaś ciągną procesje.
Arabskie ślady
Dzielnice Lizbony piętrzą się na siedmiu wzgórzach. Najstarsze — Alfama i Mouraria — otaczają ruiny zamku św. Jerzego. Roztacza się stąd piękny widok na miasto, ujście rzeki Tag i Atlantyk.
— Zauroczyła mnie Alfama — plątanina urokliwych, wąskich i krętych uliczek, niespodziewanie ukazujących się przed oczami zaułków, kamiennych schodków i żelaznych tarasów, budyneczków pokrytych kafelkami azulejos... Nie wolno się tu poruszać samochodami. Jeździ tylko zabytkowy tramwaj — Electrico — wiekowe, zgrzytające żelastwo. Pojedynczy wagonik zawrotnie pędzi w dół po stromiźnie. Albo trudem przeciska się między domami. Niemal ociera się o ściany, płosząc przechodniów — wspomina Daria Milewska, współwłaścicielka firmy doradztwa personalnego Independent Group.
— W drodze do zamku św. Jerzego mija się katedrę — Se, z czasów króla Afonso Henriquesa, który odbił miasto z rąk Maurów w 1147 r. Świątynię wzniesiono w miejscu dawnego meczetu. Ma piękny portal i ciekawe okna, ale wolę pobliski kościół św. Antoniego z 1767 r. On z kolei zajął miejsce domu, w którym urodził się patron Lizbony — jest nawet krypta uważana za jedną z jego izdebek. Bo święty Antoni jest lizboński — to największy nietakt powiedzieć w tym mieście: padewski. Choć tam umarł — przekonuje Ewa Mikke z Biura Radcy Handlowego Ambasady Portugalii.
Do św. Antoniego — patrona dobrego małżeństwa — modlą się panny i kawalerowie. Stąd tyle ślubów w kościele pod jego wezwaniem... W przeddzień imienin Antoniego — wieczorem 12 czerwca — poleje się wino, a lizbończycy tłumnie wylegną bawić się w ulicznych festynach.
Kolebka fado
Wieść niesie, że fado — niezwykła, pełna tęsknoty i nadziei muzyka — narodziło się w Alfamie. Opowiada o nieszczęśliwej miłości, upływie czasu, rozłące... Spowici w czerń fadistas — pieśniarze fado — śpiewają przy akompaniamencie 12-strunowych gitar portugalskich — w klubach zwanych casa de fado.
— Ludzie schodzą się koło 21.00 na kolację. Godzinę później zaczynają się występy — kelnerzy przestają podawać, gaśnie światło, zapada cisza... Na scenę wychodzi pieśniarz lub pieśniarka z dwoma gitarzystami.
Po 3-4 utworach znów zaczyna się konsumpcja. A po 15 minutach pojawia się kolejny artysta. I tak przez całą noc — wspomina Ewa Mikke.
Tylko proszę nie mylić tych klubów z lokalami „pod turystów”! W ich programie — fado przeplatane pseudofolklorem. Na scenę wpadają panienki w barwnych chustach i wywijają oberki... Portugalczycy tam nie bywają.
— W prawdziwych casa de fado publiczność śpiewa z artystami refreny. A pod koniec wieczoru goście proszą gitarzystów, by im zagrali — i na scenę wychodzą naturszczycy. Gdzie? Choćby w klubie Joao da Praca, niedaleko katedry — radzi Ewa Mikke.
Jeśli komuś nie odpowiada saudade — charakterystyczny dla portugalskiej duszy nostalgiczny smutek wyrażany w muzyce fado — są inne atrakcje. Życie nocne Lizbony... Złośliwi mawiają, że Coimbra się uczy, Porto pracuje, a Lizbona — bawi. Warto spenetrować dzielnicę Alcantara nad Tagiem — współwłaścielem jednego z tutejszych klubów: Santa Apolonia, jest aktor John Malkovich. W zaadaptowanych na dyskoteki starych dokach portowych miejsce dla siebie znajdą zarówno miłośnicy techno, jak i muzyki latynoskiej. Od przybytków rozrywki roi się też w dzielnicy Bairro Alto.
— Lokale otwarto na parterach starych domów. Panuje tam inny klimat niż w dokach Alcantary, które upodobali sobie yuppies. W Bairro Alto nie uświadczysz nikogo pod krawatem — dzielnica przyciąga niesforne towarzystwo. W gorące noce młodzież wylewa się z klubów, siedząc z piwem na krawężnikach... — wspomina Ewa Mikke.
Do Bairro Alto można się dostać z dzielnicy Baixa jedną z typowych dla Lizbony wind — wagoników wożących pasażerów w górę i w dół stromych uliczek.
— Elevador de Santa Justa — żelazną konstrukcję z początku XX wieku — zaprojektował Raul Mesnier, uczeń Gustawa Eiffla. Z tarasu widokowego na szczycie podziwia się panoramę dzielnicy Baixa — dodaje Daria Milewska.
Baixa dostarczy dreszczyku miłośnikom mocnych wrażeń — kościół Sao Domingos stoi tam, gdzie niegdyś inkwizytorzy odczytywali wyroki śmierci. Wypalony wewnątrz, z okopconymi kolumnami, rozjarzony blaskiem świec... Niesamowite wrażenie!
Krajobraz po klęsce
Zabudowa Baixa odzwierciedla czasy markiza de Pombal, ministra króla Jose I. Przywrócił miastu dawny blask, gdy jego trzecia część legła w gruzach po wielkim trzęsieniu ziemi z 1755 r. Powalone miasto ogarnął pożar, a na koniec zalała je fala wywołana wstrząsami dna morskiego.
— Pombal zlecił odbudowę najlepszym architektom ówczesnej Europy. Owoc ich pracy to ulice na planie szachownicy i klasycystyczne budynki o antysejsmicznej konstrukcji. Dziś to dzielnica handlowa — siedziba banków i sklepów. Tworzy ciekawy kontrast z pobliską Alfamą — uważa Ewa Mikke.
Niewiele tu budowli sprzed lokalnej Apokalipsy — jedną z nich jest akwedukt Aguas Livres (ze 109 łukami i 137 świetlikami) z 1748 r., zaopatrujący niegdyś miasto w wodę.
Niezatarte piętno odcisnął na Lizbonie także czas wielkich odkryć geograficznych. W nadrzecznej dzielnicy Belem (czyli Betlejem), XVIII-wieczną katastrofę przetrwały — jako jedne z nielicznych — wieża Belem i klasztor hieronimitów. Esencja stylu manuelińskiego — od imienia XVI-wiecznego króla Manuela I — na bazie późnego gotyku, bogato zdobionego motywami morskimi oraz elementami flory i fauny nowo odkrytych lądów.
— Majestatyczna wieża wyrosła na symbol stolicy. Stoi w miejscu, skąd wyruszała flota Vasco da Gamy. Obronny bastion pośrodku rzeki strzegł wejścia do portu — dopóki Tag nie zmienił biegu. I wieża znalazła się przy brzegu. Warto się powspinać po jej schodkach, by obejrzeć rzekę z licznych balkonów — zachęca Ewa Mikke.
Dla upamiętnienia odkrycia drogi morskiej do Indii wzniesiono w 1501 r. — z rozkazu Manuela I zwanego Szczęśliwym — klasztor hieronimitów. Miejsce spoczynku władców Portugalii, legendarnego żeglarza Vasco da Gamy i największego narodowego poety XVI-wieku: Luisa de Camoes.
— Ma się wrażenie, że to misterna robota koronczarki — tyle tu szczegółów. Faktura kolumn przypomina pnie palm, zaś łuki sklepień rozchodzą się jak liście. Klasztorny kościół zwiedza się za darmo — wejście do krużganków jest płatne, ale zbrodnią byłoby ich nie zobaczyć! — twierdzi Ewa Mikke.
W 1960 r., w 500 rocznicę śmierci księcia Henryka Żeglarza — wielkiego promotora morskich wypraw Portugalczyków — ufundowano pomnik Odkryć Geograficznych. Charakterystyczny, w kształcie dzioba karaweli. Z odkryciami jest poniekąd związane Muzeum Powozów w dawnej królewskiej ujeżdżalni. Wśród eksponatów — majestatyczna, bogato złocona karoca z 1716 r. Należała do markiza de Fontes, ambasadora króla Portugalii na dworze papieża Klemensa XI.
— Tradycja portugalskich powozów triumfalnych pochodzi z 1514 r., kiedy to Manuel I odwiedził papieża Leona X. Poselstwo zabiegało o poparcie Ojca Świętego dla zamorskich wypraw. No i chciało się pochwalić płynącym z kolonii bogactwem... — wyjaśnia Ewa Mikke.
Dwie Amalie
Kolejna trasa tematyczna — Lizbona XXI wieku. Futurystyczna stacja metra Oriente (fantastyczne sklepienie ze śnieżnobiałej stali i szkła), imponujący most Vasco da Gama oraz Park Narodów — wielkie centrum rozrywki w miejscu Expo’98. Portugalczycy są dumni, że po zakończeniu wystawy udało się im utrzymać ten obszar przy życiu.
Goście najchętniej odwiedzają Oceanarium — gigantyczne akwarium (5 tys. m sześc. słonej wody), gdzie żyje 10 tysięcy morskich roślin i stworzeń ponad 250 gatunków. Jego szyby nachylają się pod kątem 180 stopni — daje to wrażenie, że pływa się razem z rekinami. Wielki zbiornik zwiedza się na dwóch poziomach, a to nie wszystko! W 30 mniejszych akwenach odtworzono m.in. życie wszystkich oceanów — wybrzeże Pacyfiku, Oceanu Arktycznego, Indyjskiego... Roślinność, zwierzęta, nawet zapachy!
— Dwa tygodnie przed otwarciem Expo parze wydr morskich urodziło się małe. Rozpisano konkurs na imię dla samiczki. Została Amalią, na cześć legendarnej fadistas Amalii Rodrigues. I maskotką Oceanarium — przypomina Ewa Mikke.
Kto lubi wysokość, może wjechać kolejką linową przy Oceanarium na 85-metrową wieżę noszącą imię Vasco da Gamy. Zjeść obiad w restauracji na szczycie i podziwiać panoramę miasta.
— Gęsta sieć punktów widokowych — miradouros — to specyfika Lizbony. Wymarzone miejsca odpoczynku! Z reguły są przy nich kafejki na świeżym powietrzu — dorzuca Daria Milewska.
Dzięki nim Lizbona nie tylko pięknie wygląda, ale i pachnie. Kawą.
— Na każdym kroku napotyka się pastelarias — kafejki z wejściem wprost z ulicy. Da się zjeść ciastka, paszteciki, i, oczywiście, wypić kawę. Pija się „bica”, kawę z ekspresu — żadne tam cappuccino! I nie ma zakazu palenia. Niedopałki rzuca się na podłogę — całkowity luz. Popularność knajpki sprawdza się po liczbie petów. Czysta podłoga świadczy, że nikt tu nie zagląda — śmieje się Daria Milewska.
Zmęczonym włóczęgą po mieście poleca także stylowe kawiarnie — jak Café a Brasileira (wnętrze art deco) oraz istniejącą od 1778 r. Martinho da Arcada. Obie w dzielnicy Baixa.
