Wtorek był kolejnym dniem drastycznej przeceny walorów Elektrimu. Tuż po otwarciu notowań akcje spółki traciły już na wartości ponad 30 proc., by zakończyć dzień wynikiem o 22,3 proc. gorszym niż w poniedziałek. Przyczyną paniki były obawy dotyczące wykupu obligacji zamiennych.
Przed rozpoczęciem wtorkowej sesji na GPW Elektrim podał, że obligacje wyemitowane na kwotę prawie 439 mln euro z kuponem 3,75 proc. zostały przedstawione do wykupu na dzień 17 grudnia. Oznacza to, że łączna suma, którą będzie musiał Elektrim wypłacić, wyniesie około 488 mln euro.
Jednym z rozwiązań, które może zostać wykorzystane przy zaspokajaniu roszczeń obligatariuszy jest zaciągnięcie kredytu pomostowego pod sprzedaż akcji EK.
— Wartość aktywów Elektrimu jest dziś wyższa niż wszystkie zobowiązania spółki. Z tego powodu nie powinno być problemów z uzyskaniem kredytu pomostowego. Do negocjacji pozostaje natomiast kwestia ceny — uważa Radosław Solan, analityk BDM PKO BP.
Jego zdaniem, banki mogą chcieć wykorzystać trudną sytuację spółki, tak by jak najwięcej zyskać na powyższej operacji. Na nowe czynniki ryzyka zwracają też uwagę inni analitycy.
— Uzyskanie przez Elektrim finansowania pomostowego w związku ze sprzedażą EK może być trudne. Czynnikiem ryzyka jest kwestia faktycznych działań Tele-Foniki, która może chcieć wytargować niższą cenę za kupowany pakiet, co uniemożliwia z kolei ustalenie ceny dla banku — twierdzi Michał Marczak, analityk DI BRE Banku.
Wyjściem z obecnej sytuacji może być porozumienie z obligatariuszami na temat przesunięcia terminu spłaty zaciągniętych zobowiązań. W ocenie analityków spółka musiałaby jednak zaproponować coś w zamian.
— Jeżeli obligatariusze nie dojdą do porozumienia z Elektrimem, to agent emisji może złożyć wniosek o upadłość spółki. Dziś natomiast niezmiernie trudno ocenić, czy proces ten będzie przeprowadzony — mówi Michał Marczak.
Podobnego zdania są inni analitycy. Dodatkowo zwracają oni uwagę, że Elektrim od dłuższego czasu zaskakuje rynek nowymi informacjami, które mają istotny wpływ na postrzeganie spółki. Najczęściej mają one negatywny wydźwięk, co powoduje kolejne fale wyprzedaży akcji. Dziś już niewiele osób ma zaufanie do zarządu spółki.
Obawy inwestorów dotyczące możliwości bankructwa spółki od początku tygodnia wywoływały panikę nie tylko wśród akcjonariuszy Elektrimu, ale także na całym rynku.
— Zgłoszenie do wykupu niemal wszystkich wyemitowanych obligacji spowodowało, że inwestorzy postanowili za wszelką cenę sprzedać posiadane akcje. Efektem tego była panika obserwowana zarówno w poniedziałek, jak i we wtorek — uważa Michał Marczak.
Jego zdaniem, oliwy do ognia dolała sama spółka, informując o możliwości niewywiązania się z płatności. W rezultacie cena akcji spadła poniżej 10 złotych. Tego jeszcze w historii notowań Elektrimu na warszawskiej giełdzie nie było. Zniżkom kursu towarzyszyły duże obroty, które przełożyły się również na wzrost zainteresowania kontraktami na akcje Elektrimu. Z powodu dużych spadków KDPW postanowił jednak zwiększyć depozyt zabezpieczający do 40 proc.
Okiem eksperta
Plajta nie pomoże nikomu
Do 17 grudnia Elektrim nie będzie w stanie wygenerować odpowiedniej gotówki na przedterminowy wykupu obligacji. Z tego powodu dziś podstawowym problemem spółki jest pozyskanie kredytu pomostowego lub uzyskanie zgody obligatariuszy na wydłużenie terminu spłaty zaciągniętych zobowiązań. Jeżeli to się nie uda, można oczekiwać zgłoszenia przez agenta emisji wniosku o upadłość. Ze względu na wartość posiadanych przez spółkę aktywów przekraczających wszystkie długi nie ma raczej szans na bankructwo. Co więcej, prawdopodobnie za miesiąc roszczenia obligatariuszy zostaną już zaspokojone. Z tego też powodu obecną wyprzedaż akcji na GPW należy uznać za efekt nieuzasadnionej paniki.
Radosław Solan
analityk BDM PKO BP