Woda będzie droższa średnio o 7 proc.

12 zł za metr sześcienny – to średnia cena wody i ścieków w Polsce. 94 proc. dostawców chce podnieść stawki, ale regulator stopuje podwyżki.

Do Wód Polskich wpłynęło 2548 wniosków taryfowych, które określą ceny na najbliższe trzy lata. W 94 proc. przewidziano podwyżki. 81 dostawców zdecydowało się utrzymać dotychczasowe ceny, a 61 - obniżyć. Regulator zaakceptował 960 wniosków, blisko 800 odrzucił, a w przypadku 177 odmówił wszczęcia postępowania z przyczyn formalnych. 613 wniosków jest wciąż rozpatrywanych, a 141 podmiotów odwołało się od decyzji Wód Polskich.

- Jesteśmy na półmetku ustalania taryf. Za gospodarkę wodno-kanalizacyjną odpowiedzialne są gminy, a nie przedsiębiorstwa. Wody Polskie stoją natomiast na straży cen, bo gospodarka wodno-kanalizacyjna to nie biznes, na którym można zarabiać – podkreśla Przemysław Daca, prezes Wód Polskich.

Taryfowe grzechy

Lista przyczyn odrzucania wniosków jest długa.

- To zbyt wysoka marża zysku, źle skalkulowane inwestycje, zawyżanie kosztów eksploatacyjnych, zbyt wysokie stawki amortyzacji, kalkulowane np. na zaledwie 22 lata oraz wzrost podatków i opłat nakładanych na przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjne przez samorządy – wylicza Paweł Rusiecki, zastępca prezesa Wód Polskich.

Zaznacza, że regulator nie narzuca stawek i okresu amortyzacji, ale przy obecnej technologii budowy i eksploatacji infrastruktury w niektórych przypadkach można rozłożyć ją nawet na 50 lat.

Wody Polskie nie podają poziomu marży, który uważają za akceptowalny. Przemysław Daca podkreśla, że wskaźnik jest zależny od sytuacji i kosztów poszczególnych przedsiębiorstw. Przedstawiciele Wód Polskich informują, że autorzy niektórych wniosków przewidywali 40-, a niekiedy nawet 100-procentowe podwyżki, ale po negocjacjach i weryfikacji taryf przez regulatora średni wzrost cen można szacować na 7 proc., a obecną przeciętną stawkę za 1 m sześc. wody i ścieków - na 12 zł.

- Odpowiada to europejskim standardom – twierdzi prezes Wód Polskich.

Dopłaty do wody
Dopłaty do wody
Wody Polskie podkreślają, że bronią konsumentów przez nieuzasadnionymi podwyżkami. Przyznają, że stawki muszą rosnąć, bo coraz wyższe są np. koszty energii, ale w razie znacznej podwyżki kosztów samorządy mogą dopłacać do taryf, by chronić konsumentów.

Ukryty koszt

Zdaniem Wód Polskich nieuzasadniony wzrost cen wody wynika także z pobierania dywidendy przez samorządy. Regulator podaje, że w latach 2015-19 tylko w kilku dużych miastach – takich jak Wrocław, Bielsko-Biała, Gdańsk, Lublin, Łódź i Opole - dywidenda sięgała 500 mln zł. Warto jednak podkreślić, że pożytki z zysków firm wodno-kanalizacyjnych czerpią nie tylko samorządy, ale także inni właściciele. Np. opolskie Wodociągi i Kanalizacja w sprawozdaniu za 2020 r. podają, że osiągnęły rekordowe zyski. Z danych finansowych spółki, opublikowanych na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości, wynika, że zostały przeznaczone na wykup udziałów od Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) (który objął je w zamian za sfinansowanie innych samorządowych inwestycji) oraz na dywidendę dla właścicieli, czyli samorządu i PFR. Przedstawiciele funduszu podkreślali już jednak na łamach „PB”, że właściciele mają prawo do pobierania dywidendy, a firmy do naliczania marży i osiągania zysku.

Przemysław Daca przypomina jednak, że przed firmami wodno-kanalizacyjnymi stoi wiele wyzwań dotyczących inwestycji w oczyszczanie wód z mikroplastiku i ścieków medycznych, a także m.in. wypełnienie zobowiązań wynikających z dyrektywy ściekowej. Dlatego, jego zdaniem, powinny przeznaczać zysk przede wszystkim na inwestycje poprawiające jakość wody i oczyszczania ścieków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane