W I kw. rynek spadł o 6 proc. wolumenowo (według AC Nielsen), a w kolejnym — jak przewiduje branża spirytusowa — skurczy się o 12 proc. To efekt wyższej o 15 proc. akcyzy.



— W I kw. w głównym kanale sprzedaży, czyli małych i średnich sklepach (odpowiada za 60 proc. sprzedaży), nie było podwyżek, co ratowało wyniki całego rynku, a ten i tak spadał. Mali detaliści mogli sobie na to pozwolić, bo dysponowali jeszcze zapasami zgromadzonymi pod koniec roku — mówi Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego (ZP PPS).
Więksi gracze, czyli sieci super- i hipermarketów oraz dyskonty, też wypełnili magazyny po brzegi.
— Postanowili jednak zarobić więcej, sprzedając po wyższej cenie alkohol kupiony z niższą akcyzą. Efektem był natychmiastowy spadek sprzedaży. W przypadku wódki tylko w lutym było to ponad 10 proc. Sieci zaczęły więc ratować sprzedaż, zmniejszając ceny na wódkę. Chciały to sobie zrekompensować większą podwyżką bardziej luksusowych alkoholi. Nikt nie spodziewał się, że konsumenci drogiej wódki, whisky czy koniaku będą tak wrażliwi na cenę. Sprzedaż tych kategorii także zaczęła się kurczyć. W okresie luty-marzec wolumen sprzedaży detalicznej whisky spadł o 8 proc., a drogich wódek o 9,4 proc. — opowiada Leszek Wiwała.
Zdaniem Andrzeja Szumowskiego, prezesa Stowarzyszenia Polska Wódka, różne ceny wywołują dezorientację konsumenta, co dodatkowo nie sprzyja zakupom. Co się stanie, gdy w kolejnych miesiącach już wszyscy podwyższą ceny?
— Spadek całego rynku napojów spirytusowych może być nawet dwukrotnie wyższy niż w I kw., czyli sięgnąć 12 proc. Dużo zależy jeszcze od tego, jak będzie rozwijała się gospodarka. Jeśli konsumenci będą bogatsi, rynek będzie się kurczył wolniej. Oczywiście ta sytuacja nie opłaca się nikomu — ani sklepom, które mniej zarabiają, ani producentom, którzy mniej sprzedają, ani budżetowi państwa, bo ma przez to mniejsze wpływy z tytułu akcyzy. Przypuszczalnie więc handel sięgnie po jakieś czasowe promocje cenowe, żeby podtrzymać rynek, ale to jest rozwiązanie na chwilę — twierdzi szef ZP PPS.
Andrzej Szumowski przypomina, że kurczący się rynek oznacza również trudności dla gorzelni i rolników, którzy dostarczają producentom surowiec.
— Nie jesteśmy już w stanie mocniej ograniczyć kosztów, bo zaciskanie pasa w branży trwa od wielu lat. Pewnym remedium może być eksport polskiej wódki, ale nie da się go znacznie zwiększyćw ciągu kilku miesięcy. Konkurencja z krajów sąsiedzkich nie śpi. Tańsze wyroby spirytusowe oferują nie tylko państwa na wschodzie, jak Białoruś czy Ukraina, ale też Litwa, Słowacja, Czechy czy Niemcy — dodaje Andrzej Szumowski.
ZP PPS podaje, że stawka akcyzy za hektolitr czystego 100 proc. alkoholu wynosi w Niemczech 1,303 tys. EUR, na Słowacji 1,08 tys. EUR, a w Polsce 1,348 tys. EUR. Eksport polskiej wódki wzrósł w zeszłym roku do 40,25 mln litrów (z 33,5 mln litrów w 2012 r.).
— To wciąż mało, gdy weźmie się pod uwagę naszą jakość, tradycję oraz niewykorzystane moce produkcyjne. Warto przypomnieć, że w 1985 r. Polmos eksportował ok. 80 mln litrów wódki — uważa Leszek Wiwała.