Wojna uderza w transport towarów

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2022-02-28 12:07

Wielu Ukraińców prowadzących ciężarówki bierze udział w wojnie, więc polscy przewoźnicy muszą wyłączyć część taboru. Kolej białoruska znowu została zhakowana

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak wojna w Ukrainie ograniczy zasoby polskich przewoźników
  • jak wpłynie to na płynność dostaw
  • ile zatankować mogą przewoźnicy drogowi
  • jaka sytuacja jest na przygranicznych torach
  • czy drugi atak hakerski na Białorusi zablokuje Jedwabny Szlak

Wojna w Ukrainie wpływa na transport ciężarowy w Polsce.

- Wielu kierowców z Ukrainy zdecydowało się na powrót do kraju. Wpłynie to na sytuację na polskim rynku transportowym, ale rozumiemy, że muszą walczyć w obronie ojczyzny. Organizujemy też pomoc humanitarną dla ich rodzin – podkreśla Jan Buczek, prezes Związku Międzynarodowych Przewoźników Drogowych.

Przewoźnicy martwią się utratą kierowców, ale równocześnie rozumieją, że muszą walczyć, by wojna nie rozlała się na inne państwa Europy.

- W naszej firmie połowę kierowców stanowią Ukraińcy. Na razie około 20 proc. z nich zdecydowało się na powrót, część jeszcze czeka na przyjazd rodzin i zastanawia się nad powrotem. Część zaś nie ma na Ukrainie bliskich i planuje zostać w Polsce. Obecnie szacujemy, że z powodu odpływu kierowców ukraińskich, będziemy musieli unieruchomić ok. 10 proc. taboru – mówi Andrzej Szymański, prezes firmy transportowej Dartom.

Podobnie może być u innych przewoźników. Konieczność unieruchomienia części floty może wpłynąć na płynność dostaw do klientów. Przedsiębiorcy nie chcą jednak siać paniki.

Część floty została na Ukrainie

Wciąż trwają też działania mające na celu ściągnięcie np. z Ukrainy pojazdów krajowych przewoźników. Już kilka dni temu przedsiębiorcy alarmowali, że ich polscy kierowcy utknęli w Ukrainie i trwały rozmowy z władzami, mające na celu przyspieszenie wjazdu na terytorium Polski. Jan Buczek informuje też, że zdarzały się sytuacje, kiedy ukraińscy kierowcy nie mogli wrócić do Polski z towarem w ciężarówce, którą prowadzili, bo zostali, by walczyć na wojnie. Wówczas, w porozumieniu z pracodawcą i klientem, starali się odstawić pojazd w możliwie najbezpieczniejsze miejsce. Obecnie jednak przewoźnicy ustalają z polskimi władzami możliwość ściągnięcia pojazdów z towarem do Polski.

Zdarzają się też sytuacje, w których klienci odmówili odebrania towarów, np. pochodzących z Rosji. Trzeba więc uzgodnić z fiskusem kwestie np. podatkowe i zasady ich przewozu, by nie zostawiać przewoźników samych z problemem.

Ceny i limity paliw utrudniają transport

Z powodu wojny w Ukrainie mocno także drożeją paliwa, co także uderza w rentowność działania firm transportowych.

- My mamy własną stację paliw. W czwartek, 24 lutego po południu, dostaliśmy informację, że będą ograniczenia w dostawach paliwa. Udało nam się zatankować pełną cysternę. Mimo to nasi kierowcy też odczuwają problemy z tankowaniem. Zazwyczaj na stacjach w Polsce tankowali 1,2 tys. l paliwa, co starczało im na dojazd do klienta za granicą i powrót do Polski. Obecnie mają limit 500-600 l, więc muszą także tankować za granicą – mówi Andrzej Szymański.

Białoruska kolej znowu zhakowana

Inny scenariusz rozgrywa się na kolei.

- Przez przejścia kolejowe na granicy Polski i Ukrainy odbywa się głównie ruch pasażerski. Towarowy został wstrzymany, co powoduje, że np. węgiel transportowany z Polski do Ukrainy zalega na składach w pobliżu ukraińskiej granicy – mówi Michał Litwin, dyrektor generalny Związku Niezależnych Przewoźników Kolejowych.

Na Białorusi natomiast hakerzy, sprzeciwiający się wojnie, znowu dokonali ataku na kolei, utrudniając jej funkcjonowanie. Zdaniem Michała Litwina atak jest znacznie poważniejszy niż ten, dokonany na kilka dni przed wybuchem wojny. Może zakłócić dostawy z Białorusi czy Rosji.

- Na razie pociągi docierają na granicę, są mocno opóźnione z powodu braku dostępu do systemu celnego i kolejowego oraz skrupulatnych kontroli mających na celu uniemożliwienie wwozu na terytorium Polski i UE towarów objętych embargiem nałożonym na Rosję. Na Białoruś nie wjeżdżają natomiast pociągi w Polski, ponieważ żaden ubezpieczyciel nie ubezpieczy towaru i składu z powodu ryzyka konfiskaty na Białorusi – dodaje Michał Litwin.

Nieco inaczej ocenia sytuację na Jedwabnym Szlaku.

- Mam informację, że dzisiaj pociąg z granicy chińsko-kazachskiej ruszył i na razie jedzie bez zakłóceń. Zakładamy, że Rosjanie nie będą chcieli wchodzić w konflikt z Chinami i składy z Jedwabnego Szlaku będą przepuszczane zarówno przez Rosję jak i Białoruś – mówi Michał Litwin.

Michał Litwin zwraca także uwagę, że przewoźnicy kolejowi zatrudniają mieszkańców Ukrainy.

- Z niektórymi po prostu straciliśmy kontakt, prawdopodobnie walczą na Ukrainie. Jesteśmy myślami z nimi oraz ich rodzinami, przewoźnicy organizują też zbiórki materiałów oraz inne działania wspierające rodziny pracowników zaangażowanych w wojnę – podkreśla Michał Litwin.