Wojsko ukrywało, że UFO nadleciało

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-05-11 20:00

Niedługo przypada 36. rocznica zdumiewającego świat wydarzenia nie tyle stricte lotniczego, ile na pewno lotniczo-politycznego.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

28 maja 1987 r. początkujący niemiecki pilot amator, 19-letni Mathias Rust, wynajętą Cessną 172 – obecnie stojącą w muzeum w Berlinie – wystartował z Helsinek nie planowo do Sztokholmu, lecz skrycie do… Moskwy. Radziecka obrona oczywiście awionetkę wykryła, rakiety wycelowano, myśliwce poderwano, ale nie padł rozkaz zestrzelenia. 19-latek – którego przesłaniem był apel o demontaż dzielącej Europę żelaznej kurtyny – doleciał aż do Kremla, lądując nie na pełnym turystów placu Czerwonym, lecz tuż obok na moście. Za nielegalne wtargnięcie do ZSRR dostał cztery lata łagru, ale po roku odesłano go do Niemiec. Wtedy się mówiło, że Michaił Gorbaczow powinien Mathiasa Rusta odznaczyć Orderem Lenina, ponieważ ośmieszający Armię Radziecką incydent stał się idealnym pretekstem do wyrzucenia w 1987 r. aż 2000 (słownie – dwóch tysięcy) uznanych za nieudolnych oficerów, na czele z ministrem obrony, czyli całej wierchuszki przeciwnej tzw. pieriestrojce.

Inne czasy, inna sytuacja, inny obiekt powietrzny – ale trudno uniknąć historycznych skojarzeń po eksplozji w Polsce skandalu z rosyjską rakietą. Na szczęście nie eksplodowała dosłownie, bo była nieuzbrojona i podczas nalotu Rosji na Ukrainę odgrywała rolę rozpoznawczą. W każdym razie 16 grudnia 2022 r. pocisk manewrujący Ch-55 stracił sterowność i wleciał daleko do polskiej przestrzeni powietrznej, docierając aż w okolice Bydgoszczy. Oczywiście został namierzony, był śledzony, poderwano dyżurne myśliwce, ale nagle… zniknął z radarów, na ziemi nic nie eksplodowało, zatem dla Wojska Polskiego problem przestał istnieć. Przez kilka dni trwały niemrawe poszukiwania, potem pogorszyła się pogoda, nadeszły święta… Mimo nieuzbrojenia rosyjska rakieta jednak eksplodowała, ale wizerunkowo-politycznie i dopiero w kwietniu, gdy przypadkiem została odnaleziona.

Wielotygodniowa reakcja zarówno dowództwa wojskowego, jak też cywilnego zwierzchnictwa politycznego to wizerunkowa wtopa. Szokowała całkowita bezradność i brak wiedzy prezydenta Andrzeja Dudy, premiera Mateusza Morawieckiego, a najbardziej ministra Mariusza Błaszczaka. Dopiero 11 maja szef resortu obrony wreszcie cokolwiek powiedział, całkowicie zrzucając odpowiedzialność z siebie i innych rządzących. Według ministra same działania wojska feralnego 16 grudnia były właściwe, natomiast zło zaczęło się potem, gdy armia po prostu zataiła przed kierownictwem resortu wtargnięcie niezidentyfikowanej rakiety. Minister uderzył wprost w dowódcę operacyjnego sił zbrojnych, czyli gen. broni Tomasza Piotrowskiego. Wypada przypomnieć, że zajmował on to stanowisko – realnie drugie co do ważności po szefie Sztabu Generalnego – już w kadencji 2018-21. Ponownie mianując generała – na wniosek Mariusza Błaszczaka – na kadencję 2021-24 Andrzej Duda stwierdził, że „nie wymienia się zawodników w dobrze grającej drużynie” i silnie podkreślił, że wcześniejsze rady dowódcy operacyjnego dla zwierzchnika sił zbrojnych „zawsze były trafne i słuszne”. Ciekawe, jakimi słowami obecnie pożegna wyrzucanego dowódcę…

Za wszystkie rady, które pan generał Tomasz Piotrowski przekazał mi w czasie swojej pierwszej kadencji, bardzo dziękuję. Zawsze były trafne i słuszne, więc jestem za to bardzo wdzięczny. Przed nami dużo zadań. Wierzę, że ta współpraca będzie się dobrze układała… Fot. KPRP / Jakub Szymczuk

Wizerunkowy blamaż uderza w bardzo czuły punkt Prawa i Sprawiedliwości. Wydając nieograniczone wręcz miliardy na zbrojenia, obecni władcy tworzą wizję potężnej armii, która docelowo ma rywalizować w NATO z turecką o drugie miejsce po amerykańskiej. Okazało się, że mimo rozbudowywania służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, a także stworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej podlegających wprost ministrowi, bez pośrednictwa Sztabu Generalnego – cywilni zwierzchnicy Wojska Polskiego nie mają pojęcia, co się w nim dzieje.