Wolność ma swoją cenę

opublikowano: 19-06-2016, 22:00

Freelancing: Życie może odrzeć wolnego strzelca z romantycznej iluzji wolności i niezależności. Ale wielu ludzi wydaje się do tej roli stworzonych

Pamiętacie te „ochy i „achy” nad Prenzlauer Bergiem, kultową dzielnicą Berlina, zamieszkaną głównie przez przedstawicieli wolnych zawodów: ludzi sztuki i mediów, ale też programistów, tłumaczy, prawników czy coachów? Jeszcze kilka lat temu zachwycaliśmy się ludźmi, którzy pogardzili złotymi klatkami, czyli poczuciem bezpieczeństwa, a czasem nawet komfortu.

Chcieliśmy jak oni uczestniczyć w rynku na swoich zasadach. Bez stojących nad głowami szefów, korporacyjnego bełkotu i wyśrubowanych norm wydajności. Wierzyliśmy, że nowe technologie pozwolą nam dostosować czas pracy do potrzeb rodziny i pójść wreszcie za tym, co nas naprawdę kręci. Dziś freelancing upowszechnił się na tyle, że nie wywołuje już efektu „wow”. Co więcej: nawet zwolennicy tego modelu zatrudnienia przyznają, że niesie on ze sobą tyleż nadziei, co obaw.

Takie życie nie dla każdego

Adam Bodziak przez lata był reportażystą i redaktorem naczelnym magazynu o marketingu. W 2010 r. przeszedł do PR. Nie ukrywa, że miało to związek z ówczesną trudną sytuacją w mediach — niektóre gazety padły, inne utrzymały się tylko dlatego, że masowo cięły dziennikarskie etaty. Przede wszystkim jednak — zaznacza — kierował się on motywami pozytywnymi:chęcią satysfakcjonującej pracy na własny rachunek i uzyskania niezależności finansowej.

Sukcesy jego agencji public relations o nazwie Green Light świadczą o tym, że oba cele udało mu się osiągnąć. — Nie żałuję swojej decyzji sprzed sześciu lat. Bynajmniej. W swojej nowej roli czuję się coraz bardziej spełniony, co nie zmienia faktu, że praca w PR jest bardzo stresująca. Tak czy inaczej, o powrocie na etat nie myślę — twierdzi Adam Bodziak.

O karierze wolnego strzelca często marzą introwertycy, którzy wolą kontakt z laptopem niż z człowiekiem. Niestety, jeśli taką ścieżkę kariery wybiera osoba wycofana i nieśmiała, spotka ją rozczarowanie. Chyba że przekroczy swoją strefę komfortu, co oznacza narzucenie sobie zachowań kojarzonych najczęściej z ekstrawersją. Bycie na swoim wymaga ciągłego podnoszenia swoich umiejętności interpersonalnych.

— Spójrzmy prawdzie w oczy: to nie jest sposób zarobkowania dla ludzi, którzy stronią od ludzi. Wbrew obiegowej opinii, freelancing to nie wolność od lojalności, związków, więzi społecznych. Przeciwnie: to ciągła konieczność kontaktowania się, rozmawiania, uprawiania networkingu. — Jako „etatowiec” miałem jednego zwierzchnika i denerwowałem się, że muszę prosić go np. o zgodę na urlop. Teraz każdy klient w pewnym sensie jest moim szefem i do każdego trzeba dotrzeć inaczej — uśmiecha się Adam Bodziak.

Freelancing to również wyzwanie dla ekstrawertyka, który jak tlenu potrzebuje życia towarzyskiego, plotek przy biurowym automacie do kawy, interakcji ze swoim środowiskiem.

— Przynależność do zespołu, grupy zawodowej, organizacji związkowej buduje tożsamość wielu osób. Bardzo im brakuje współpracowników, pokrzykiwania przełożonych, szmeru rozmów mieszającego się z hałasem skanerów i drukarek. Brak takich bodźców może powodować poczucie wyobcowania. Poza tym atmosfera rodzinnych pieleszy rozleniwia — uświadamia dr Marek Suchar, socjolog i prezes firmy doradczej IPK.

Uberyzacja kontra bezpieczeństwo

Tzw. ekonomia fuch (lub uberyzacja zatrudnienia) ma coraz więcej krytyków. Obawy wzbudza zwłaszcza brak osłon prawnych. „Bezetatowcy”, którzy pracują przez 40 godzin tygodniowo lub więcej, powinni być sklasyfikowani jako pracownicy etatowi — uważa 88 proc. poszukujących pracy i 75 proc. pracodawców w USA. Sceptycyzm wobec freelancingu widać również w Polsce.

Wspomnijmy o protestach taksówkarzy przeciwko Uberowi, który „podbiera” im pasażerów i zlecenia. Także kierowcy świadczący usługi pod szyldem tej firmy mają powody do niezadowolenia — pobiera ona od nich prowizje za każdy kurs, ale odpowiedzialności za nich nie bierze: jeśli samozatrudnieni taksówkarze zachorują, ulegną wypadkowi lub stracą auto, najprawdopodobniej będą mogli liczyć tylko na siebie. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu