Wolność tykającego granatu kosztuje 2 mln zł

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-03-24 00:00

Umożliwienie przez sąd Grzegorzowi Wieczerzakowi opuszczenia aresztu — pod warunkiem wpłacenia gigantycznej kaucji 2 mln złotych — wypada ocenić w dwóch płaszczyznach. Prawnie jest to całkowicie zrozumiałe, albowiem były prezes PZU Życie siedzi bez wyroku już prawie trzy lata! Prokuratura miała wystarczająco dużo czasu, aby zebrać dowody zabezpieczone przed matactwami oskarżonego. Coraz większe trudności w wykazaniu Wieczerzakowi zagarnięcia kwoty 173 mln złotych świadczą z jednej strony o słabości organów państwa, z drugiej zaś o... fachowości najsłynniejszego spośród „lekarzy bez granic”.

Drugi wątek tej sprawy spowoduje niejedną bezsenność. Oskarżony otrzymał zakaz kontaktowania się — po ewentualnym wyjściu za kaucją — ze świadkami w jego procesie (ciekawe, jak sąd wyobraża sobie wyegzekwowanie takiego zakazu?), ale będzie mógł odnowić wszelkie inne kontakty, w tym również „rozliczyć się” z dawnymi politycznymi mocodawcami. Jeśli zamkniętego w areszcie Wieczerzaka powszechnie nazywano „tykającym granatem”, to jego wyjście może okazać się wyciągnięciem zawleczki...