Wreszcie koniec paraliżu władzy

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-12-11 20:00

Poniedziałek, 11 grudnia 2023 r., bez wątpienia przejdzie do prawno-ustrojowej historii III Rzeczypospolitej. Oto pierwszy raz od wejścia w życie w 1997 r. Konstytucji RP przećwiczony został praktycznie tzw. drugi krok w procedurze tworzeniu rządu.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Trzeba przypomnieć, że Mateusz Morawiecki nie był pierwszym premierem, którego rząd w pierwszym podejściu został odrzucony w trybie nieudzielenia mu przez Sejm wotum zaufania. Szlak przetarł w 2004 r. Marek Belka, który przegrał wynikiem 188:262, bez głosów wstrzymujących się, przy 10 posłach nieobecnych. 11 grudnia 2023 r. rezultat był bardzo podobny — 190:266, przy 3 nieobecnych. Wyświetlony został na sejmowej tablicy o godz. 16:17 i dopiero wtedy środowisko PiS, którego wiernym synem jest oczywiście Andrzej Duda, musiało przyjąć do wiadomości straszliwą dla niego prawdę, która dla reszty Polski stała się oczywistością natychmiast po 15 października. Przyjęcie do wiadomości nie oznacza pogodzenia się, co potwierdził Mateusz Morawiecki w trwającym ponad godzinę exposé. Było ono spóźnionym suplementem do kampanii wyborczej, pasującym na jej zakończenie 13 października, ale na pewno nie 11 grudnia w Sejmie z myślą o uzyskaniu wotum zaufania. Notabene odchodzący premier na zakończenie przemowy w ogóle nie powiedział, że wnioskuje o wotum. Tradycją debat po exposé jest zasypywanie potencjalnego premiera pytaniami przez opozycję, tym razem doszło do absurdu — to 107 posłów PiS zadało specyficzne pytania niemal kanonizujące lata rządów tzw. dobrej zmiany.

Sejm drugi krok konstytucyjny, na który miał 14 dni, wykonał wręcz błyskawicznie. Niecałe trzy godziny po odrzuceniu forsowanego przez prezydenta Mateusza Morawieckiego, dokładnie o 18:49, prezesem Rady Ministrów wybrany został Donald Tusk. Na sejmowej tablicy wyświetliły się liczby podobne, tyle że odwrotne — 248:201, bez głosów wstrzymujących się, przy 10 posłach nieobecnych. Również ten wynik był oczywisty dla całej Polski — poza środowiskiem i zdeterminowanym elektoratem PiS — od blisko dwóch miesięcy, w poniedziałek została jedynie formalnie postawiona kropka nad i. Trzeba pamiętać, że sam wybór premiera przez Sejm to dopiero równoważnik desygnowania go w tzw. pierwszym kroku przez prezydenta. We wtorek od rana Donald Tusk wygłosi w Sejmie standardowe exposé i musi uzyskać wotum zaufania bezwzględną większością głosów, co będzie równoznaczne z zatwierdzeniem kompletnej Rady Ministrów. Można obstawiać, że wyniki głosowań w poniedziałek i wtorek okażą się bardzo zbliżone.

Początek nowego rozdziału w historii Polski będzie komentowany na sto sposobów. W pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na pewną zmianę relacji między prezydentem a nowym rządem dysponującym solidną większością w obu izbach parlamentu. Andrzej Duda przez wiele miesięcy kampanii wyborczej nie wyobrażał sobie utracenia władzy przez PiS, zaś po 15 października potulnie wykonał obowiązek wobec matki partii i desygnował na premiera Mateusza Morawieckiego. Musiał zdawać sobie sprawę, że występuje na scenie politycznego kabaretu, ba, że jest jego reżyserem. Tylko w takich kategoriach można bowiem postrzegać np. jego wspólne zdjęcie z odmłodzonym, nasyconym kobietami dwutygodniowym wyrobem rządopodobnym. W poniedziałek Andrzej Duda wreszcie przyjął do wiadomości rzeczywistość, przynajmniej werbalnie. Przełożył na wtorek rano planowany od dawna wieczorny wylot na uroczystość w europejskiej siedzibie ONZ, czyli Pałacu Narodów w Genewie, po to, by natychmiast spotkać się ze świeżo wybranym premierem Donaldem Tuskiem. Uzgodnili przede wszystkim procedurę powołania i zaprzysiężenia Rady Ministrów w środę, 13 grudnia, pod prezydenckim żyrandolem. Wypada wyrazić nadzieję, że porozmawiali również o choćby o zrębach czekającej Polskę na szczytach państwa wyjątkowo trudnej kohabitacji.