Wrześniowe impresje

opublikowano: 25-09-2009, 11:41

Kiedyś Września była ważnym odnośnikiem topograficznym dla jadących na Zachód – tam zaczynała się dwupasmówka do Poznania. Dziś to interesujący punkt na winno-kulinarnej mapie Polski. Dzięki winiarni (i restauracji) We-we.

Wpadliśmy do Wrześni przez przypadek - chyba przed rokiem. Zwabił nas zlot miłośników kaczek. Mówiono że jest ich nawet pięćdziesięciu, chcieliśmy to sprawdzić. Sprawdziliśmy, i było! Oczywiście, mamy na myśli pozytywnie zakręconych miłośników legendarnych citroenów 2 CV. Na fali radosnej atmosfery wpłynęliśmy do winiarni na rynku. Okazało się, że także do unikalnej w okolicy restauracji. Oczarowały nas nie tylko rzadko spotykane dania (np. pieczona perliczka), ale i szokująco dobra karta win. Było tak miło, że zdecydowaliśmy się odwiedzić We-we ponownie.

None
None

Łosoś w serowym kontuszu
Zamówiliśmy pierogi. Z cielęciny, w dodatku z wody i w sosie grzybowo- winnym. Były świetne. Niestety, dyżurujący na stole biały kupaż z Toskanii, Vasario bianco, 2005, Buonamico, (170 zł) nieprzyjemnie zazgrzytał na nie zębami. Poprosiliśmy o pomoc z Francji. Pojawił się autentyczny winny książę z Alzacji, Schlossberg Riesling Grand Cru, 2006, Blanc, Alzacja (232 zł). Pierogi przyjęły go z zachwytem. Mocniej przyciśnięte widelcem w końcu wykrztusiły, że wcześniej kucharz na zapleczu leciutko zniewalał je właśnie rieslingiem.
Potem z hukiem na stół wjechał łosoś, nonszalancko rozwalony na kanapie z papardelli. Wcześniej marynowany, wyraźnie pod wpływem wina. Ale nie tylko - wyczuć można było świeżą bazylię i czosnek. Wyzywająco przepasany kontuszem z parmezanu. Zignorowaliśmy przyodziewek i skoncentrowaliśmy się (razem z toskańczykiem) na nagim brzuszku. Było dobrze, aż przypadkiem zahaczyliśmy o kontusz. Ser wyraźnie przeszkadzał. Zaproponowaliśmy więc czuwającego w lodzie zmiennika z Alzacji. Szok i pełne odurzenie smakowe. Na podniebieniu zawirowało wszystko: łosoś, kontusz z sera i kanapa z papardelli. Pełen odlot w kosmos.

Polędwica pieprzem inspirowana
Zapowiedziano polędwicę w pieprzowym sosie obiecując, że będzie zjawiskowa. I była. Mięciutka, marynowana, wyraźnie po długim leżakowaniu w esencjonalnych przyprawach. Soczysta i rozpływająca się w ustach. Żaden tam podeszwowy wysmażalec. Dodatkowo zainspirowana łagodnym pieprzowym sosem. Najpierw spróbowaliśmy ją z toskańskim winem na golaska. Bez sosu. I o dziwo, było im dobrze... Z sosem pojawiły się jednak problemy. Czuwający nad wszystkim Marek Szrama (prywatnie wielki miłośnik win) zaproponował czerwoną alternatywę. Bolgheri Rosso, 2005, Le Grascette, Bolgheri, Toskania, (215 zł). Spróbowaliśmy. Bardzo udane trafienie!
Szarlotka miodem podlana
Na koniec podano szarlotkę. Chyba najlepszą w Polsce. Pełne szaleństwo! Była nutka cynamonu, wanilii i nie tylko. Także lodów, truskawek i mięty. Do tego kieliszek polskiego miodu półtoraka. Oczy przymgliły się nam lubością... Nawet tylko dla tej ostatniej kombinacji smakowej warto - nadrabiając kilometrów - przejechać przez Wrześnię.

 

Gdzie?
Restauracja Wyjątkowa winiarnia We-we
ul. Rynek 7,
Września, woj. wielkopolskie

Ocena:
Ogólne wrażenie 5
Karta win 6
Potrawy 5
Wystrój wnętrza 5
Obsługa 5
Na biznes lunch 4
Na obiad z rodziną 4

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław J. Majcherczyk

Polecane